Pakiet onkologiczny z wadami

Pakiet onkologiczny z wadami

Obietnice zawarte w pakiecie są nieadekwatne do możliwości obecnego systemu.

Prof. Romuald Krajewski – wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Wszyscy krytykują obowiązujący od nowego roku pakiet onkologiczny, ale my, pacjenci, chcielibyśmy mieć nadzieję, że ten system będzie funkcjonował.

– Poprawa sytuacji chorych na nowotwory jest bardzo potrzebna i trzeba mieć nadzieję, że wkrótce nastąpi. Ale nie wystarczy powiedzieć: będzie lepiej. Środowisko lekarskie analizuje pakiet onkologiczny od strony praktycznej. Wiemy, że nakłady na ochronę zdrowia pozostają bez zmian. Jeśli w związku z wprowadzeniem pakietu przeznaczymy więcej środków na onkologię, gdzie indziej będzie ich mniej. Cudów nie ma.

Gdzieś trzeba zabrać, aby w innym miejscu przybyło.

– Te dodatkowe pieniądze zostaną zaoszczędzone przede wszystkim na zmienionej (politycy powiedzą: poprawionej) wycenie świadczeń onkologicznych, chodzi o jej zmniejszenie. Ale nawet to nie wystarczy. System zaoszczędzi też na zniesieniu dostępu bez skierowania do dermatologa i okulisty. Już wiemy, że tu i tam obcięto po kilka procent na kontraktowanie. Przede wszystkim jednak będzie się szukało środków w samej onkologii i to budzi nasz duży niepokój.

Jakie mogą być tego konsekwencje?

– Patrząc z perspektywy szpitala, na wielu procedurach obecnie stosowanych w onkologii, zwłaszcza w chirurgii onkologicznej, już dziś traci się finansowo. Gdy jeszcze się „poprawi” wycenę świadczeń medycznych, czyli zredukuje wartość procedur, straty szpitala będą większe. Przypuszczalnie dojdzie do dalszego zadłużania się. Nie mówiąc już o tym, że placówki nieonkologiczne nie będą zainteresowane rozwojem lecznictwa onkologicznego.

To nie są problemy nas, pacjentów.

– System rzeczywiście zniechęca pacjentów do zajmowania się tymi sprawami, ale one przekładają się bezpośrednio na codzienne funkcjonowanie ochrony zdrowia. W onkologii „dobre słowo” i ta szklanka wody pana ministra niewiele znaczą. Aby poprawić sytuację chorych na nowotwory, trzeba po prostu robić więcej kosztownych badań, zabiegów, radioterapii i chemioterapii, przydałoby się także więcej personelu. A na to potrzeba środków finansowych. Innej drogi nie ma!

A państwo jako Naczelna Rada Lekarska, będąca samorządem i przedstawicielem środowiska lekarzy, nie uzgadnialiście wcześniej pomysłu pakietowego z Ministerstwem Zdrowia?

– Nikt nas o nic wcześniej nie pytał. Otrzymywaliśmy do zaopiniowania gotowe projekty dotyczące szybkiej terapii onkologicznej, a potem nie uwzględniano naszych uwag ani komentarzy innych organizacji. Przecież dobrze pamiętamy, że powodem tych pośpiesznych decyzji i zmian były motywy polityczne. Po prostu powiedziano panu ministrowi, że musi zostać rozwiązany problem kolejek. I postanowiono coś szybko wymyślić.

Rozumiem, że obecny projekt zmian jest dla pana nie do przyjęcia. Ale może dałoby się jakoś zmodyfikować ten pakiet?

– Jesteśmy w kontakcie z Ministerstwem Zdrowia i zgłaszamy propozycje, które mogłyby chociaż częściowo poprawić ten system. Przede wszystkim prosimy o coś w rodzaju pilotażu pakietu – chodzi o wypróbowanie go na jakimś mniejszym terenie, sprawdzenie, jak będzie funkcjonował, a dopiero potem wprowadzenie gdzie indziej. System bowiem sprawdza się w praktyce, gdy pacjent przychodzi do lekarza. Wskaźniki i sprawozdania to sprawy drugorzędne. Najistotniejsze jest, czy pacjent będzie miał możliwość otrzymania tego wszystkiego, co mu obiecano. Czy lekarz będzie w stanie mu to zapewnić bez ograniczeń i czy nie będzie musiał myśleć o tym, co powie administracja, gdy zleci za dużo badań albo przepisze wiele kosztownych leków. Zastanawiamy się też, po co jest karta diagnostyki i leczenia onkologicznego.

Pacjentowi może dawać poczucie bezpieczeństwa.

– Przecież jeśli ktoś był u lekarza i ma rozpoznanie lub podejrzenie choroby nowotworowej, karta jest niepotrzebna. Na skierowaniu do specjalisty lub szpitala piszemy, że chodzi o nowotwór. Myślę więc, że to tylko element biurokratycznego nadzoru. Niby ma służyć sprawdzaniu, kiedy chory przechodził kolejne etapy leczenia, ale przecież w tej chwili NFZ ma zgłoszone w systemie każde świadczenie, wizytę i badanie, czyli jest w stanie wszystko sprawdzić. Nie mówiąc już o tym, że ten dodatkowy i obszerny dokument ma być na papierze, a równocześnie trzeba go będzie wprowadzać do systemu elektronicznego.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 3/2015

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy