Pamiętnik IV Rzepy

13.09 Poznań słynie z targów i, jak się okazało, jedynej w Polsce publicznej rozgłośni radiowej, która zbuntowała się przeciwko jej upolitycznieniu. Stało się to, gdy do zarządu radia trafił pracownik jakiegoś magazynu słodyczy, rekomendowany przez kolegę z zarządu, który z kolei jest dyrektorem stajni, a który na dzień dobry, powiedział pracownikom rozgłośni mniej więcej tak:
– Chcę mieć wpływ na audycje kulturalne i muzyczne.
– A dlaczego?
– Bo znam się na muzyce.
– A do jakiego stopnia?
– A do takiego, że słucham muzyki w magazynie.
I to zdeterminowało tych, którzy stawiali całe życie na jakość radia, do sprzeciwu, ponieważ uświadomili sobie, że przez układy polityczne listę przebojów może ustalać facet, który na co dzień przekłada ciasteczka z kupki na kupkę.
14.09 Nieustającej rozrywki dostarcza komisja śledcza do spraw konfliktów między małżeństwem Balcerowiczów, w której dzisiaj brał udział jako świadek były szef BRE Banku, pan Wojciech Kostrzewa, którego przesłuchiwał m.in. innymi mój ulubiony poseł Nowakowski, ten który pytał, czy Balcerowiczowie znają Ałganowa. Tym razem zaimponowały mi dwa dialożki.
– Jak to się stało – pyta pan śledczy – że pan w tak młodym wieku został dyrektorem?
– Otrzymałem nominację.
– Dziękuję
I następny: – A jak wzrastało pańskie wynagrodzenie po przejściu z jednego miejsca pracy do drugiego?
– Adekwatnie.
– Dziękuję.
I to był koniec. Poseł otrzymał dwie obszerne odpowiedzi, które wyczerpały albo jego, albo jego możliwości intelektualne (ale przecież nie każdy musi być wykształciuchem).
15.09 Wygląda na to, że po dzisiejszym dniu PiS pierwszy będzie się modlił o to, żeby Trybunał Konstytucyjny wydał werdykt niezgodny z poprzednimi życzeniami państwa braci. Stało się to za sprawą opozycji, która pokazała panu przewodniczącemu, co można zrobić ze śledztwem, kiedy ktoś wyjdzie na siusiu, nie zabierając komisji ze sobą. Pan przewodniczący gdzieś sobie poszedł i jak wrócił, to już o swoich kolegach i koleżance nie był w stanie mówić nic innego niż to, że reprezentują sobą tylko chamstwo, arogancję, butę, zawiść i nienawiść, i ogólnie rzecz ujmując, ciulostwo. Szkoda, że pan przewodniczący wcześniej nie pooglądał siebie w tym zwierciadełku, które mówi prawdę i tylko prawdę, ale kiedy podzieliłem się tą uwagą z moim przyjacielem, ten z właściwym sobie bezpośrednim poczuciem humoru odpowiedział:
– Krzysiu, on nie mógł.
– A to niby dlaczego?
– Nie sięga lustra.
A co zdenerwowało tak pana Artura? A to, że kiedy wychodził, żeby coś tam za drzwiami uzgodnić, to powiedział pozostałym, za przeproszeniem, członkom tak: – Ja wychodzę, wy obradujcie beze mnie, ale nic mi nie kombinujcie!!!
Na to chłopaki i jedna dziewczyna położyli swoje poselskie ręce na sercu i odpowiedzieli jak jeden mąż: – Słuchaj, Artur, możesz na nas polegać jak na Zawiszy!
No to pan Artur się wzruszył, że tak mu ufają, i radośnie udał się tam, gdzie miał się udać. I wtedy się zaczęło. Olek z PO od razu powiedział: – Henio staje pod drzwiami i pilnuje, Zuzia będzie protokołować, żeby nie wyszedł później z tego pucz Janajewa, członkom PiS kneblujemy usta i głosujemy: Kto jest za tym, żeby przy okazji tej komisji zrobić skok na SKOK?
To wtedy wstał pędzony jakimś duchem poseł Nowakowski i powiedział:
– I ja!
I kilka minut później pan Artur przewodniczący dowiedział się, że był jeszcze jeden Zawisza, na którym się naprawdę polegało.

Wydanie: 38/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy