Papierosy idą z dymem

Papierosy idą z dymem

Skuteczni jak wyspiarze

Tego, jak skutecznie walczyć z nikotynizmem, można się nauczyć w Irlandii oraz Wielkiej Brytanii, która skopiowała rozwiązania sąsiadki. Irlandia była pierwszym w Europie krajem, który całkowicie zakazał palenia w miejscach pracy. Zrobiono to stosunkowo niedawno, bo w 2004 r. W ciągu 10 kolejnych lat papierosy rzuciła jedna trzecia tamtejszych palaczy. To najlepszy wynik w Europie. Znacznie lepszy niż węgierski, choć prawo jest o wiele mniej restrykcyjne.

Dr Ross Morgan ze szpitala Beau­mont w Dublinie tłumaczył, że tajemnica sukcesu kryje się w „zdenormalizowaniu” palenia. – Zakaz zredukował kontakt ludzi z paleniem, a przez to zmniejszył tolerancję na to, że inni dymią. Dziś nikt nawet nie pomyśli o tym, żeby zapalić obok ciebie w restauracji. Ludzie nie będą tego tolerować – mówił. Nie stało się to przez przypadek. Irlandzcy decydenci od początku mieli taki cel. Dlatego zakres irlandzkiego zakazu jest mniejszy niż w większości krajów Europy, a już zdecydowanie mniejszy niż na Węgrzech. Dotyczy przede wszystkim miejsc, w których pracują ludzie. Nie obowiązuje np. na otwartych przestrzeniach, ale też w więzieniach czy domach pomocy społecznej.

Jednocześnie wprowadzając go, odwołano się do innych motywacji. Na Węgrzech, ale i u nas, uznano, że palenie jest złe głównie dla palaczy, więc trzeba go zakazać, by chronić ludzi przed samymi sobą. Na Wyspach skupiono się na szkodliwości biernego palenia oraz warunkach pracy tych, którzy z racji zawodu byli na nie skazani: barmanów, kelnerów i innych, którzy nie mogli od dymu uciec. Odwoływano się do empatii i troski o zdrowie innych, a nie o własne.

Ten przekaz okazał się skuteczny. Jednak nie poprzestano na nim, choć o to, by dotarł, gdzie trzeba, zadbano serią kampanii społecznych. Podniesiono też ceny papierosów, zakazano „małych” paczek po 10 sztuk (popularnych wśród młodzieży), a także reklamy wyrobów tytoniowych. Efekt? Dane opublikowane przez irlandzkie Ministerstwo Zdrowia pokazują, że w ciągu 10 lat liczba palących spadła z 30% do 22%. Eurobarometr z 2015 r. przynosi jeszcze lepszy wynik. Zgodnie z nim pali 21% Irlandczyków. W Polsce – 28% populacji, a średnia unijna to 26%. Co istotne, szybko ubywa palących nastolatków. Poprawiło się również zdrowie biernych palaczy.

4 tys. mniej zgonów

Już w 2007 r. opublikowano wyniki badań wskazujące, że zakaz palenia w pubach pozytywnie wpłynął na stan płuc oraz serc barmanów, kucharzy i innych pracujących tam ludzi. Okazało się także, że w ciągu roku od jego wprowadzenia o 12% spadła liczba osób przyjmowanych na szpitalne oddziały ratunkowe z ostrymi objawami kardiologicznymi. Zmniejszyła się też liczba chorujących na płuca oraz astmę. Wymieniać można długo, a w 2013 r. pojawiło się wyliczenie przygotowane m.in. na Uniwersytecie Cork oraz w londyńskim Brunel University, mówiące, że gdyby zakazu nie wprowadzono, przybyłoby w tym czasie 4 tys. zgonów. To mniej więcej dwa razy tyle, ile wynosi liczba śmiertelnych ofiar wypadków samochodowych, do których na Zielonej Wyspie doszło od 2004 r.
Irlandzkie zakazy są znacznie mniej restrykcyjne niż węgierskie, a mimo to – a może właśnie dlatego – działają lepiej. Powieliło je zresztą wiele krajów. Od zakazu palenia w miejscach pracy zaczęły też Norwegia, Australia oraz Wielka Brytania, gdzie w 2007 r. wprowadził go laburzystowski rząd Tony’ego Blaira. Od tamtego czasu odsetek palących spadł do 22%.

Wkrótce po wprowadzeniu zakazu tam też zaczęto stawiać kolejne kroki, których celem jest – jak to nazwał dr Ross Morgan – „denormalizacja” palenia. Koncerny tytoniowe przez lata wydawały miliardy dolarów na to, by nikotyna kojarzyła się pozytywnie. Praktyczni Anglosasi zdecydowali więc, że kluczem do zwalczenia nałogu są nie same zakazy, ale odwrócenie dobrze zakorzenionych pozytywnych skojarzeń. Ludzie, zamiast zyskiwać poczucie, że rząd nie pozwala im palić, powinni nabrać przekonania, że sami nie chcą palić, bo to szkodliwe dla nich i ich otoczenia, że palenie nie jest normalne. Proces może być szybki, co widać także w Polsce. Kiedy kilka lat temu zakazywano palenia w lokalach, wielu się awanturowało, że w lokalu trzeba zapalić. Dziś mało kto wyobraża sobie siedzenie w chmurze dymu. Nawet wśród palaczy.

Od niedawna papierosy nie mogą być widoczne w sklepach w Wielkiej Brytanii. Najpierw zniknęły z półek wielkopowierzchniowych molochów, a nieco później z tych wiszących w niewielkich trafikach i innych małych punktach handlowych. Brytyjski rząd zdecydował także o nakazaniu, co zacznie obowiązywać już niedługo, by wszystkie opakowania wyglądały tak samo i były opatrzone dużym ostrzeżeniem przed skutkami palenia. Różnić je będzie tylko wypisana taką samą czcionką nazwa. Korporacje dostały rok na wyprzedanie zapasów. Potem praktycznie stracą możliwość kreowania marki i budowania pozytywnych skojarzeń. Nie będą miały z czym ich powiązać. Czarne pudełko ze zdjęciem raka płuc do tego się nie nadaje.

Strony: 1 2

Wydanie: 36/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy