Pastor i terrorysta

Pastor i terrorysta

Ian Paisley i Martin McGuinness – dwaj najwięksi wrogowie – razem lobbują w USA na rzecz Irlandii Północnej

Gdyby przed rokiem ktoś prorokował, że pastor Ian Paisley, lider skrajnego skrzydła północnoirlandzkich unionistów, i Martin McGuinness, były komendant Irlandzkiej Armii Republikańskiej, nie tylko podadzą sobie dłonie, ale nawet wybiorą się razem w podróż, zostałby uznany za szaleńca. Ostatnie dni pokazały wyraźnie, że jeśli chodzi o Irlandię Północną, czasem warto posłuchać szaleńców. Zakończony właśnie wojaż osobliwej pary po Stanach Zjednoczonych został uznany za sukces – kwadrans, który prezydent George Bush zarezerwował w kalendarzu dla obu polityków przeciągnął się do niemal godziny. To nie lada wyróżnienie, jeśli przypomnimy, że premier Jarosław Kaczyński został zaszczycony spotkaniem 10-minutowym.

Droga, która zaprowadziła katolickiego terrorystę i protestanckiego radykała do Gabinetu Owalnego, była kręta i wyboista – podobnie jak historia 30-letniego krwawego konfliktu w Irlandii Północnej. Rozpoczęła się pod koniec lat 60. w mieście Derry, podzielonym jak inne miasta Ulsteru na dzielnice katolickie i protestanckie. Wówczas 45-letni pastor Wolnego Kościoła Prezbiteriańskiego, Ian Paisley, zaniepokojony ustępstwami protestanckiego rządu prowincji wobec katolickiej mniejszości, założył Demokratyczną Partię Unionistów. Radykalne, bezkompromisowe ugrupowanie dążące do zachowania skostniałego systemu politycznego faworyzującego protestantów. W tym samym czasie 20-letni Martin McGuinness porzucił praktykę u rzeźnika i wstąpił do odradzającej się Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Nieśmiałe próby reform pobudziły katolików do działania, a protestantów do kontrofensywy. Po raz kolejny w historii Irlandii umiarkowani politycy musieli odejść – do głosu doszli radykałowie. A najbardziej wyrazistym z nich był wojujący pastor.

Pan „Nie”
Zaczęło się niewinnie – Paisley zażądał usunięcia trójkolorowych flag Republiki Irlandzkiej z biur partii Sinn Fein – katolickiego ugrupowania domagającego się zjednoczenia wyspy. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować w stolicy Irlandii Północnej, Belfaście, wybuchły krwawe zamieszki. Pastor przekonał się o sile swojego głosu. Gdy w styczniu 1972 r. brytyjscy spadochroniarze zmasakrowali katolicką demonstrację w Derry w czasie tzw. krwawej niedzieli, Paisley rzucił wyzwanie konserwatywnemu rządowi Edwarda Heatha, sprzeciwiając się zawieszeniu prac autonomicznego rządu Ulsteru. Po przystąpieniu Wielkiej Brytanii i Irlandii do Wspólnoty Europejskiej był przeciw zacieśnieniu współpracy obu krajów na rzecz rozwiązania problemu Irlandii Północnej. Wypracowane wówczas porozumienie zostało storpedowane przez inspirowanych przez krewkiego duchownego protestanckich związkowców, którzy ogłosili strajk generalny i dosłownie sparaliżowali życie w prowincji. Gdy Margaret Thatcher podpisała porozumienie z rządem w Dublinie, Ian Paisley zgromadził przed ratuszem w Belfaście astronomiczną jak na Ulster liczbę 200 tys. demonstrantów, krzycząc po trzykroć „nigdy” porozumieniu z katolicką republiką. Dwa lata później, jako deputowany do Parlamentu Europejskiego, zdążył krzyknąć w kierunku przemawiającego do europosłów papieża Jana Pawła II: „Ty antychryście!”, nim inni posłowie i woźni nie wyrzucili go siłą z sali. Mimo deklarowanej przez pastora wierności brytyjskiej koronie, dostało się także królowej Elżbiecie II. Nazbyt ustępliwą, jego zdaniem, monarchinię wielebny nazwał „papugą”.
W ciągu ponad półwiecza swej aktywności politycznej Paisley uczynił ze słowa „nie” swój znak firmowy. Konsekwentnie sprzeciwiał się wszystkiemu i wszystkim, którzy w najmniejszym nawet stopniu chcieli reformować dyskryminacyjny system polityczny prowincji. Nawet gdy w 1998 r. zwaśnione strony osiągnęły kompromis zwany Porozumieniem Wielkopiątkowym, sędziwy pastor i jego ugrupowanie konsekwentnie odmawiało jakichkolwiek rozmów z partią Sinn Fein – politycznym skrzydłem IRA.

Chłopak rzeźnika
„Jestem członkiem IRA i jestem z tego dumny”, gdy 23-letni Martin McGuinness wypowiadał te słowa, był już, mimo młodego wieku, jednym z najważniejszych członków Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Gdy pastor Paisley coraz głośniej wykrzykiwał żądania zachowania status quo, młody mieszkaniec Derry błyskawicznie zyskiwał znaczenie w podziemnej armii. W czasie krwawej niedzieli, kiedy od brytyjskich kul padło 13 manifestantów, był już zastępcą dowódcy sił IRA w mieście. Kilka miesięcy później wszedł w skład delegacji dowództwa IRA, prowadzącej tajne negocjacje z brytyjskim rządem. Gdy zakończyły się niepowodzeniem, wrócił do sprawdzonych metod walki podziemnej – dowodzony przez niego oddział przez wiele miesięcy wiązał znacznie liczniejsze siły brytyjskie, próbujące bezskutecznie zaprowadzić porządek w katolickiej dzielnicy Derry – Bogside. Dał się wówczas poznać jako sprawny organizator i taktyk – szczególną wagę przykładał to tego, by w trakcie działań przeciwko wojsku nie ucierpieli cywile. Nawet Brytyjczycy wyrażali się o nim z szacunkiem. „Doskonały materiał na oficera”, miał powiedzieć o McGuinnessie jeden z brytyjskich dowódców stacjonujących wówczas w Derry.
Sztuka zakulisowych negocjacji z Brytyjczykami przydała się w latach 80. i 90., gdy Martin McGuinness zaczął zdobywać wpływy u boku nowego przewodniczącego Sinn Fein, Gerry’ego Adamsa. Negocjacje, które doprowadziły republikanów do stołu rokowań z unionistami, koordynował właśnie McGuinness. W wynegocjowanym z trudem rządzie autonomicznym, który katolicy utworzyli z protestantami, objął tekę… ministra edukacji. Wówczas były komendant IRA stanął oko w oko z osławionym pastorem.

Uśmiechnięci bracia
W 2003 r., gdy Demokratyczna Partia Unionistów została główną siłą polityczną Ulsteru, 77-letni Ian Paisley stał się głównym rozgrywającym na północnoirlandzkiej scenie politycznej. Drugie miejsce zajęła partia Sinn Fein i oba ugrupowania przystąpiły do trwających ponad trzy lata negocjacji. Ponaglany przez Londyn i Dublin, przekraczając kolejne „nieprzekraczalne” terminy, pastor po raz pierwszy w życiu wreszcie powiedział „tak”. Obie partie utworzyły rząd autonomiczny w maju 2007 r. Premierem został Ian Paisley. Wicepremierem – Martin McGuinnes.
W ciągu sześciu miesięcy, które upłynęły od powstania rządu Ulsteru, opinia publiczna, komentatorzy i dziennikarze z rosnącym zdumieniem obserwowali wzorową współpracę dwóch niedawnych antagonistów. Relacje układały się nienagannie, a obaj panowie niemal co dzień wymieniali się uprzejmościami. Wspólna podróż do USA, gdzie były terrorysta ramię w ramię z byłym fanatykiem zgodnie zachęcali biznesmenów do inwestowania w Ulsterze, zamknęła usta ostatnim niedowiarkom. Oprócz wizyty w Białym Domu McGuinnes i Paisley odwiedzili giełdę nowojorską i spotkali się z przedstawicielami diaspory irlandzkiej w USA, której przewodzi ostatni z trzech braci Kennedy – Edward. Do irlandzkich korzeni przyznaje się ok. 40 mln Amerykanów, dzięki czemu stanowią oni silne i wpływowe lobby. Nie zapomniała o tym senator Hillary Clinton, która również znalazła dla gości z Zielonej Wyspy kilka ciepłych słów.
Media pilnie śledzące metamorfozę Paisleya i McGuinnessa już ochrzciły żartujących, dowcipkujących i przerzucających się nawzajem grzecznościami polityków mianem „uśmiechniętych braci”. Pastor uścisnął nawet dłoń premierowi Republiki Irlandzkiej, Bertiemu Ahernowi, co było kolejnym kamieniem milowym w uzależnionej od symboli irlandzkiej polityce. Optymizm udzielił się też wyborcom obu tworzących rząd partii – większość zwolenników Sinn Fein akceptuje Paisleya na stanowisku premiera autonomicznego gabinetu, a niemal połowa głosujących na partię pastora przychylnie patrzy na McGuinnessa. I tylko nieliczni zastanawiają się, jak długo na twarzach obu „braci” gościć będzie uśmiech.

Wydanie: 2/2008

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy