Azyl lub wiza za seks

Azyl lub wiza za seks

Urzędnicy imigracyjni wywołali skandal w Londynie

Tysiące zdesperowanych kobiet pragną za wszelką cenę uzyskać azyl polityczny w Wielkiej Brytanii. Cynicznie wykorzystują to spragnieni seksu urzędnicy. Afera jest bardzo kłopotliwa dla rządu Tony’ego Blaira.
Lunar House to ogromny, brzydki, betonowy gmach w Croydon na południowym przedmieściu Londynu. Dla rzesz obcokrajowców budynek ten jest bramą do wymarzonego raju – Wielkiej Brytanii. 140 zatrudnionych w Lunar House urzędników Departamentu ds. Imigracji i Narodowości (IND) decyduje o przyznaniu azylu czy też przedłużeniu wizy. Rozpatrują oni 300 tys. spraw rocznie. Od dawna wróble w Croydon ćwierkały, że funkcjonariusze departamentu, podległego Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, szczególnie przychylnie traktują młode, piękne cudzoziemki, a robią to bynajmniej nie z dobrego serca. W styczniu były pracownik Lunar House, Anthony Pamnani, opowiedział o skandalicznych obyczajach swych kolegów reporterom popularnego dziennika „The Sun”. Oto praktyka „prawo pobytu za seks” była na porządku dziennym. Urzędnicy wręczali co bardziej atrakcyjnym petentkom swe numery telefonów. Pewien pracownik chełpił się w biurze po nocy spędzonej z turecką dziewczyną: „Dałem jej więcej niż tylko przedłużenie wizy, jeśli wiecie, co mam na myśli”. Rząd w Londynie stara się powstrzymać napływ imigrantów, zwłaszcza z „obcych kulturowo” krajów. Nawet Kościół anglikański potępił władze za drakońskie traktowanie starających się o azyl. Nic dziwnego, że młode kobiety gotowe są na wszystko, aby zyskać względy wszechwładnych urzędników. Znają imiona, telefony i numery rejestracyjne samochodów swych kochanków z Lunar House, którym wybiegają na spotkanie. Piękności nie muszą stać w kolejkach, podczas gdy inni czekają na przyjęcie godzinami. Ludzie z IND często odwiedzali powabne petentki w ich mieszkaniach. Potem dziewczyny szukały swych „protektorów” po biurach: „Gdzie jest ten facet, co za wspólnie spędzoną noc obiecał mi azyl?”.
Urzędnicy najbardziej cenili śliczne Brazylijki. „Faceci z Brazylii dostawali przedłużenie wizy tylko na rok, podczas gdy ładne dziewczyny – zawsze na dwa lata, i to przy tej samej papierkowej robocie. Wystarczyło, że dziewczyna uśmiechnęła się i pochyliła nad biurkiem, a już dostawała dłuższe prawo pobytu”, opowiadał Anthony Pamnani. Wobec kobiet mniej urodziwych funkcjonariusze byli bezlitośni i mówili między sobą: „Ta wygląda okropnie, musimy więc pozbyć się jej z kraju”. Kserokopie zdjęć paszportowych pań uznanych za szczególnie szpetne wieszali sobie na ścianach dla poprawienia humoru.
Artykuły prasowe o skandalach w Lunar House doprowadziły do interpelacji w Izbie Gmin. Wszczęto śledztwo, które w połowie marca zostało zakończone bez wyników. W maju wybuchła jednak kolejna afera. W kolejce przed Lunar House stanęła 18-letnia Tanya z Zimbabwe. Młoda Afrykanka miała za sobą koszmarne przeżycia. W wieku 11 lat straciła ojca, pięć lat później została zgwałcona przez człowieka będącego sponsorem rządzącej w Zimbabwe partii prezydenta Roberta Mugabe. Wpływowy sprawca doprowadził do zniszczenia dowodów rzeczowych, Tanya została oskarżona o to, że zmyśliła gwałt. Rodzina zaaranżowała jej małżeństwo z mieszkającym w Londynie działaczem partii opozycyjnej wobec rządu w Zimbabwe. Gdy dziewczyna nie chciała wyjechać z ojczyzny, wujek bezlitośnie wychłostał ją batem. Blizny na skórze pozostały do dziś.
Małżeństwo okazało się nieudane, mężczyzna nie zaakceptował żony, która nie jest dziewicą. Tanya znalazła się na londyńskim bruku. Azyl był jej ostatnią nadzieją. Lękała się, że w Zimbabwe jako żona opozycyjnego polityka natychmiast trafi do więzienia.
W tłumie przed Lunar House piękną Afrykankę wypatrzył 53-letni wysoki urzędnik służb imigracyjnych, James Dawute. Umożliwił jej wejście bez czekania, potraktował przyjaźnie. Wziął Tanyię pod swą opiekę, oczywiście niebezinteresownie. Po dwóch tygodniach znajomości zaproponował wspólne pójście do hotelu.
„Będziemy tam się kochać”, wyjaśnił bez ogródek. Chwalił się, że jest „królem” w urzędzie imigracyjnym i może załatwić wiele. Nie przeczuwał, że jest filmowany i nagrywany. Tanya miała przy sobie mikrofon i ukrytą kamerę, którą dostała od dziennikarzy gazety „The Observer”. Poskarżyła im się wcześniej na zaloty urzędnika za radą rodaków z Afryki. Jak można było przewidzieć, wybuchła burza. James Dawute, ojciec czworga dzieci, został natychmiast zwolniony. Policja rozpoczęła śledztwo w sprawie karygodnych praktyk w Lunar House. David Davis, minister spraw wewnętrznych w opozycyjnym gabinecie cieni, uznał, że w służbach imigracyjnych dzieją się rzeczy „haniebne i szokujące”.

 

Wydanie: 23/2006

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy