Piekło kobiet nad Bosforem

Piekło kobiet nad Bosforem

W Turcji kwitnie handel kobietami z Europy Wschodniej

W Turcji sutenerzy przetrzymują 5 tys. seksualnych niewolnic zmuszanych do prostytucji. Połowa z nich to młode kobiety z Mołdawii i Ukrainy podstępnie zwabione nad Bosfor.
Przestępcy, często tworzący międzynarodowe gangi, zarabiają w Turcji na tym procederze 3,6 mld dol. rocznie, przy czym zyski z roku na rok są coraz większe. Takie wnioski zawiera raport opublikowany w końcu stycznia przez Międzynarodową Agencję ds. Migracji (IAM). Klient zazwyczaj płaci za seks równowartość 150 dol., przy czym

kobiety muszą obsługiwać do 15 mężczyzn dziennie.

„To miliardowy interes w samej tylko Turcji. A kobiety nie dostają z tego ani centa”, oburza się Marielle Lindstrom, dyrektorka IAM w kraju nad Bosforem.
Dziewczęta, zwabione najczęściej obietnicą małżeństwa lub dobrej pracy, są gwałcone przez sutenerów i biciem zmuszane do uległości. „Najczęściej dzieje się tak, kiedy tylko postawią stopę na tureckiej ziemi”, wyjaśnia Allan Freedman z biura IAM w Ankarze. Większość ofiar handlarzy ludźmi ma od 18 do 24 lat, jedna trzecia spośród nich to matki, poszukujące środków utrzymania dla swych dzieci. Kobiety, którym sutenerzy zabierają paszporty, nieznające kraju ani języka, są najczęściej zdane na łaskę i niełaskę swoich „właścicieli”.
Latem ub.r. w nadmorskim mieście i ośrodku turystycznym Antalya policja uwolniła pięć Ukrainek, które dwaj Turcy, ojciec i syn, przetrzymywali przez 10 miesięcy w pozbawionej okien piwnicy o powierzchni 10 m kw. Jedna z kobiet zeznała: „Kiedy nie chciałam przyjmować klientów, sutenerzy oblali mi nogi i genitalia gorącym olejem”. Niekiedy opór kończy się śmiercią. Ukraińska policja twierdzi, że dwie kobiety w Istambule zostały wyrzucone przez sutenerów z wysokiego balkonu. Ofiary pochodziły z Ukrainy. Sześć innych seksualnych niewolnic, Rosjanek, musiało przyglądać się tej egzekucji.
Bardzo łatwym łupem dla tureckich sutenerów są Mołdawianki. W Mołdawii, postradzieckiej republice, wciśniętej między Rumunię i Ukrainę, panuje bieda, której mieszkańcy Zachodniej Europy nie potrafią sobie wyobrazić. Przeciętne wynagrodzenie stanowi tu równowartość około 60 dol., a bezrobocie wśród kobiet sięga 70%. Z Mołdawii, liczącej na papierze 4 mln mieszkańców, wyemigrowała już za chlebem prawdopodobnie jedna piąta populacji. Według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Kiszyniowie, w ciągu ostatniej dekady kraj opuściło 400 tys. kobiet poniżej 30. roku życia. Wiele z nich wpadło w szpony tureckich sutenerów.
24-letnia Olesea pochodzi z Glijeni, wsi w pobliżu miasta Balti. Jej ojciec nie żyje, matka pracuje od maja do listopada w miejscowym kołchozie. Kołchoz nie ma pieniędzy, więc płaci swym pracownikom płodami rolnymi, a i to nie zawsze. Olesea postanowiła, że musi lepiej ułożyć sobie życie. „Chciałam być bogata, chciałam kupić matce mieszkanie w Balti”, opowiadała później dziennikarzom. Ale praca, którą dziewczyna znalazła w mieście przy sprzedaży tureckich pidżam, przynosiła zaledwie 40 dol. miesięcznego zarobku. Olesea posłuchała więc znajomej zapewniającej, że wystarczy pojechać do Turcji, aby kupić partię ubrań po wyjątkowo korzystnej cenie. Popłynęła statkiem z ukraińskiego portu do Istambułu. Na nadbrzeżu czekał już „kupiec” Mehmed Cara, który zawiózł młodą Mołdawiankę do popularnego wśród turystów miasta Fethiye.

Mężczyzna nie był handlarzem, lecz sutenerem.

„Kiedy nie zgodziłam się na uprawianie prostytucji, pobił mnie i zgwałcił, a klient czekał w samochodzie. Potem musiałam wziąć prysznic i pójść z klientem”, relacjonowała Mołdawianka.
Mehmed bił swą „pracownicę” każdego wieczoru, potem z nią spał. Dziewczyna przez siedem dni w tygodniu musiała przyjmować 10 klientów dziennie, płacących równowartość 25 dol. za godzinę. W ciągu czterech miesięcy Cara zarobił więc na Olesei 25 tys. dol. Kiedy wiza dziewczyny straciła ważność, ostrożny sutener odesłał ją do Mołdawii. Wspaniałomyślnie dał na pożegnanie 150 dol. i obiecał, że wkrótce zabierze ją ponownie do Turcji. Olesea wróciła do domu z powybijanymi zębami. Była w ciąży, klienci zazwyczaj nie chcieli słyszeć o bezpiecznym seksie. Młoda kobieta dokonała aborcji i zaprzysięgła zemstę swemu dręczycielowi. Kiedy Mehmed rzeczywiście przyjechał, udawała, że mu sprzyja. Aby zyskać zaufanie Turka, została jego kochanką. Po trzech tygodniach Cara zaczął szukać świeżego towaru, czyli kobiet do pracy w Turcji. Olesea pomogła mu znaleźć odpowiednie kandydatki. Sutener nie przeczuwał, że wpadł w pułapkę zastawioną przez mołdawską policję. Ujęty niemal na gorącym uczynku, otrzymał wyrok 10 lat więzienia.
Władze w Ankarze zapowiedziały podjęcie energicznych działań przeciwko handlarzom ludźmi i suterenom czerpiących zyski z pracy seksualnych niewolnic. W świeckiej Turcji prostytucja jest legalna, a domy uciech znajdują się pod kontrolą policji, ale handel żywym towarem czy zmuszanie do prostytucji to przestępstwa. Trzeba jednak przyznać, że stróże prawa nad Bosforem przez lata nie troszczyli się zbytnio o prawa człowieka, o cierpieniach dręczonych kobiet nie wspominając. Zachodni komentatorzy wielokrotnie oskarżali tureckich policjantów o to, że w zamian za łapówki traktują handlarzy żywym towarem pobłażliwie. Ostatnio jednak sytuacja zaczyna się zmieniać. Ankara stara się o członkostwo w Unii Europejskiej, toteż

nie może tolerować seksualnego niewolnictwa.

Także organizacje islamskie, które nad Bosforem zdobywają coraz większe wpływy, domagają się, aby władze „ukróciły wreszcie rozpustę i zadbały o publiczną moralność”. Poza tym organizacje międzynarodowe zintensyfikowały w Turcji swą działalność. IOM uruchomiła gorącą linię dla ofiar sutenerów, obsługiwaną przez władających kilkoma językami operatorów, którzy starają się wykryć, skąd prześladowane kobiety dzwonią. Potem operatorzy zawiadamiają policję. Drukowane są ulotki w języku rosyjskim, które urzędnicy na lotniskach i przejściach granicznych wkładają do paszportów kobiet przybywających z krajów „wysokiego ryzyka”. Następujący tekst ulotek emitowany jest także po rosyjsku w tureckiej telewizji: „Turcja respektuje twoje prawa. Jeśli ktoś pozbawia cię paszportu i wolności, jeśli ktoś zmusza cię do jakiejkolwiek pracy bez zapłaty, zadzwoń pod numer 157, aby uzyskać pomoc. Z każdego telefonu, o każdej porze”. Turcy bardzo cenią rodzinę i uwielbiają dzieci. Dlatego przygotowany został spot telewizyjny, w którym czworo dzieci z ubogiej mołdawskiej wioski łamanym językiem tureckim prosi o pomoc w odnalezieniu matki.
Gorąca linia okazała się dość skuteczna. W ciągu drugiego półrocza 2005 r. policja turecka

uwolniła około 100 seksualnych niewolnic

pochodzących przeważnie z Mołdawii, Ukrainy, Rumunii i Rosji. Organy bezpieczeństwa rozbiły też dziesięć gangów handlarzy żywym towarem. Stróże prawa i aktywiści agencji międzynarodowych nie kryją zdumienia – około 74% wartościowych informacji uzyskanych przez gorącą linię pochodzi od mężczyzn, współczujących klientów burdeli. Właśnie telefon od klienta doprowadził do uwolnienia pięciu Ukrainek z piwnicy w Antalyi. „Jestem bardzo zaskoczona. Takiego zjawiska nie zarejestrowaliśmy nigdzie indziej w Europie. Tureccy mężczyźni mają najwidoczniej bardzo tradycyjne poglądy na temat kobiet. Chętnie korzystają z usług prostytutek, ale chcą, aby kobiety robiły to dobrowolnie. Kiedy klienci dowiadują się, że dziewczyny są zmuszane do prostytucji, uraża to ich męską dumę”, mówi Marielle Lindstrom. W wielu przypadkach tak jest rzeczywiście. Istnieje jednak i druga strona medalu. Właściciele działających zgodnie z prawem burdeli także zatrudniają kobiety z Europy Wschodniej (zazwyczaj nazywane w Turcji „Nataszami”), ale tylko takie, które świadomie przybyły z zamiarem uprawiania najstarszego zawodu świata i otrzymują za swą pracę wynagrodzenie. Legalni sutenerzy są coraz bardziej zirytowani z powodu działającej w podziemiu konkurencji. Niektórzy więc odwiedzają „konspiracyjne” domy uciech w charakterze klientów, aby zorientować się, czy są w nich więzione seksualne niewolnice. Jeśli tak, dzwonią na gorącą linię i policja przystępuje do akcji. W każdym razie, jak to określił brytyjski dziennik „The Independent”, w Turcji pojawił się osobliwy przynoszący wolność bohater – klient domu uciech.

 

Wydanie: 7/2006

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy