Pilnie zatrudnię Ukraińca

Pilnie zatrudnię Ukraińca

Proceder oszukiwania kandydatów do pracy kwitnie

– Zgłosiła się do nas młoda kobieta. Trudno się z nią porozumieć, jest roztrzęsiona, nie ma pieniędzy, nie znalazła pracy, od trzech dni błąka się po mieście, nie ma gdzie spać – taki telefon z komisariatu policji odbiera w sobotę wieczorem konsul Svitlana Krysa. – Dobrze, że kobieta szukała pomocy na policji, bo nie wiadomo, co by się z nią stało. Na Ukrainie nie miałaby pewnie tyle zaufania do służb mundurowych – konkluduje pani konsul.
Telefonów od Ukraińców, którzy wybrali Polskę jako kraj emigracji zarobkowej, konsulat odbiera kilka tygodniowo. W większości jednak ludzie radzą sobie bez interwencji służb dyplomatycznych. Na początku drogi do Polski trafiają na półlegalnych lub całkiem nielegalnych pośredników, którzy ściągają z ludzi haracz. Oszukują, mówiąc, że w Polsce za wszystko trzeba płacić. Najpierw należy wysłać formularz oświadczenia, aby otrzymać zaproszenie, potem wiza, potem miejsce pracy, które też kosztuje. Za formularz pobierają nawet 300 zł, za miejsce pracy 200-500 zł, a że średnia płaca na Ukrainie to równowartość 300-400 zł, na wyjazd jednej osoby nierzadko musi się złożyć cała rodzina. Pośrednicy oferują pomoc w załatwianiu formalności, później „organizują” przejazd i pracę – albo i nie. Ci, dla których praca się nie znalazła, trafiają na Dworzec Zachodni w Warszawie, gdzie dyżuruje wataha pośredników i trzeba uiścić kolejną opłatę. Firmy pośredniczące w wyjazdach zarobkowych do Polski są na tyle bezkarne, że ogłaszają się na portalach internetowych i na Facebooku, podają numery telefonów. Są wśród nich np. właściciele busów formalnie zajmujący się tylko usługami turystycznymi. Ich ofiary nie mają pojęcia, że formalności związane ze zdobywaniem pracy w Polsce są bezpłatne (z wyjątkiem wizy).

Żyła złota

Proceder oszukiwania kandydatów do pracy kwitnie. Spryciarze po obu stronach granicy wyczuli interes. Na Ukrainie są naganiacze i akwizytorzy migracji zarobkowej, w Polsce pośrednicy mający kontakt z pracodawcami, którzy zatrudniają często na czarno. Większość Ukraińców już tu zadomowionych zaczynała od pracy na czarno. Pokątna działalność powoli zostaje ograniczona, nie tylko dlatego, że ukraińska Fundacja Nasz Wybór rozkręciła kampanię informacyjną „Nie płacę za pracę”. Są już efekty. Szacuje się, że w latach 2008-2012 ok. 320 tys. Ukraińców pracowało w Polsce nielegalnie. Teraz ta liczba spadła do ok. 100 tys. Ale nielegalni pośrednicy oferują też pracę całkiem legalną, tylko niezgodnie z przepisami każą sobie za wszystko płacić. A rynek jest ogromny. W 2015 r. polskie placówki konsularne i dyplomatyczne wydały obywatelom Ukrainy ponad 900 tys. wiz. W urzędach pracy zarejestrowano ponad 700 tys. oświadczeń pracodawców o zamiarze zatrudnienia Ukraińców. Najwięcej takich oświadczeń złożono w województwie mazowieckim – ponad 300 tys. Dużo jest też w województwie dolnośląskim – 72 tys.
Ten proces będzie zapewne się nasilał w związku z sytuacją gospodarczą i polityczną na Ukrainie i potrzebami kadrowymi w Polsce. Prognozy wskazują, że do 2030 r. na naszym rynku pracy zabraknie 3-5 mln osób. A Ukraińcy przyjeżdżający za pracą są pod wieloma względami optymalni, szybko się uczą języka, są dobrze przygotowani i zmotywowani (70-80% ma co najmniej średnie wykształcenie, ale z drugiej strony większość nie pracuje w wyuczonym zawodzie), a wreszcie – Polska im się podoba.
Oczywiście nie odnosi się to do wszystkich. W ankiecie prowadzonej przez firmę OTTO i Wyższą Szkołę Handlową we Wrocławiu mówią także o problemach językowych, o nieznajomości polskiego prawa, o niewystarczających zarobkach. Zdają sobie też sprawę, że polscy pracodawcy woleliby jednak zatrudniać Polaków niż przybyszów ze Wschodu. Ale jadą do Polski, bo tu wynagrodzenia i tak są wyższe niż u nich. W ogóle Polska daje im lepsze warunki życia i rozwoju. Wielu na Ukrainie nie mogło znaleźć pracy, wyjechało ze względu na sytuację gospodarczą, a także polityczną.
Prawie wszyscy uważają Polskę za kraj otwarty na pracowników zza wschodniej granicy, doceniają dobre relacje ze współpracownikami i przełożonymi. Chwalą też, co może się wydawać zaskakujące, pozytywny stosunek Polaków do imigrantów.

W Ukraińskim Domu

Populacja Ukraińców w Polsce stale rośnie (premier Beata Szydło wspomniała nieopatrznie o milionie uchodźców z Ukrainy), więc przybysze są coraz lepiej zorganizowani. Fundacja Nasz Wybór kierowana przez Myroslavę Keryk organizuje w Ukraińskim Domu w Warszawie warsztaty pomagające lepiej funkcjonować i asymilować się w nowym środowisku. Przekazuje wiedzę na temat poszukiwania pracy, pisania CV (które na Ukrainie sporządza się według zupełnie innego wzoru), przygotowuje do rozmowy kwalifikacyjnej i legalizacji pracy. Wpaja imigrantom zarobkowym przekonanie, że każdy pracownik z Ukrainy przyczynia się do rozwoju polskiej gospodarki, więc pracodawcy powinni zapewnić także cudzoziemcom możliwości rozwoju zawodowego i godne warunki pracy. Odnosi się to również do ubezpieczenia, które przysługuje tylko legalnie pracującym. Wypadek, choroba czy utrata pracy nie są wówczas tak dotkliwe.
Fundacja ma oczywiście znacznie szersze zamierzenia. Stara się wspierać wszelkie kontakty między Polską a Ukrainą, promuje wśród przybyszów wartości demokratyczne i zasady społeczeństwa obywatelskiego. Powołała np. Klub Ukraińskich Kobiet, prowadzi zajęcia dla dzieci, wydaje miesięcznik „Nasz Wybir” oraz portal informacyjny www.naszwybir.pl. Na pierwszej stronie kwietniowego numeru miesięcznika duży tytuł (po ukraińsku) „Pilnie zatrudnię Ukraińca”. Inne tematy w numerze: sytuacja placówek wydających wizy na Ukrainie, oświata dla dorosłych w Polsce, jaką pomoc mogą świadczyć ukraińskie placówki konsularne w Polsce, rodzaje umów o pracę w Polsce, organizacje pomagające w poszukiwaniu pracy, tani transport między Polską a Ukrainą. Zapotrzebowanie na takie informacje cały czas będzie rosło.

Wydanie: 18/2016 2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy