Pingwiny bez nadajników

Pingwiny bez nadajników

Dzięki obrączkowaniu dowiedzieliśmy się o życiu tych ptaków więcej niż innymi metodami, ale…

Pingwiny królewskie to chyba najłatwiej rozpoznawany gatunek tych drapieżnych nielotów. Charakterystyczne złocenia na podgardlu, dwie pomarańczowe plamy po bokach głowy i jeszcze jedna pod dziobem – kto by ich nie rozpoznał?
Nie moglibyśmy ich podziwiać w filmach na kanałach przyrodniczych, gdyby nie dziesięciolecia badań. Badań, których jednym z podstawowych elementów jest metalowa obrączka z nadajnikiem umożliwiająca śledzenie ptaków z odległości. Od lat jednak naukowcy zadawali sobie pytanie, czy obrączkowanie nie niesie ze sobą negatywnych efektów ubocznych.
Francusko-norweski zespół pod przewodnictwem Claire Saraux z Instytutu Międzydyscyplinarnego na Uniwersytecie w Strasburgu położył kres tym dywagacjom. Zaburzenia powodowane przez obrączki są na tyle poważne, że zespół nie miał obaw przed następującym podsumowaniem artykułu opublikowanego w prestiżowym „Nature”: „Nasze badanie pokazuje szkodliwy wpływ obrączkowania płetw (…), który z przyczyn etycznych nie może być dłużej ignorowany”.

Szkodzi czy nie szkodzi?
Główną zaletą obrączkowania jest to, że zwierzę trzeba złapać tylko raz. Dane z obrączki można odczytać z odległości, oszczędzając mu w ten sposób stresu związanego z łapaniem i wypuszczaniem na wolność.
Pierwsze oznaki niedoskonałości tej metody zostały zauważone jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku. Okazało się, że obrączkowanie może poważnie uszkadzać tkanki płetw, zwłaszcza podczas pierzenia. Obserwacja dotyczyła zarówno zwierząt żyjących na wolności, jak i w ogrodach zoologicznych. To jednak nie zdyskredytowało metody.
W 2002 r. naukowcy donieśli o dość nietypowym odkryciu. Udało im się obliczyć, jaki wpływ na potrzeby energetyczne pingwinów mają obrączki. Natura świetnie przystosowała pingwiny do środowiska wodnego, więc każda zmiana w ich opływowym kształcie powinna powodować jakieś koszty. Oszacowano je na 24% – tyle energii więcej musiały zużywać zaobrączkowane pingwiny Adeli, dopóki nie zaadaptowały się do nowej sytuacji, co trwało około roku.
Jasne stało się, że do rozwiązania problemu nie wystarczą badania krótkoterminowe, tym bardziej że część sugerowała brak efektów ubocznych. Stąd wzięła się potrzeba długofalowego eksperymentu, który dostarczy niezbitych argumentów za lub przeciw obrączkowaniu.

Metalowe konsekwencje
Francusko-norweski zespół postanowił porównywać przez 10 lat, od 1998 do 2008 r., dwie, liczące po 50 osobników każda, grupy pingwinów królewskich, drugiego co do wielkości (po pingwinach cesarskich, uwiecznionych w nagradzanym dokumencie „Marsz pingwinów”) gatunku drapieżnych nielotów.
Wybór padł na kolonię La Grande Manchotiere żyjącą na Île de la Possession, jednej z Wysp Crozeta wchodzących w skład Francuskich Terytoriów Południowych. To niezamieszkane wulkaniczne skały wystające z południowej części Oceanu Indyjskiego niemal w równej odległości między Afryką, Australią i Antarktydą.
Jedna grupa pingwinów została zaobrączkowana, a druga nie. Oprócz tego każdemu ptakowi wszczepiono pod skórę pasywny nadajnik, dzięki któremu naukowcy mogli za pomocą systemu anten i kamer odnotowywać obecność pingwinów w kolonii. To stanowiło podstawę do określenia ich sukcesu reprodukcyjnego i przeżywalności.
Wyniki badań nie pozostawiają wątpliwości, że metalowe obrączki wpływają na życie zwierząt. W ciągu 10 lat przeżywalność pingwinów obarczonych metalowym ciężarem była mniejsza o 16% niż niezaobrączkowanych. Przez pierwsze cztery i pół roku śmiertelność w grupie zaobrączkowanych była o 30% wyższa niż w drugiej grupie. Po tym okresie wskaźnik dla obydwu grup wyglądał podobnie.
Dodatkowo zaobrączkowane pingwiny, które zginęły, miały wcześniej mniej liczne potomstwo. Połączenie tych dwóch faktów doprowadziło naukowców do bardzo ważnej konkluzji – obrączki nie tyle zabijają, ile przyspieszają i nasilają naturalną selekcję. Słabsze zwierzęta mają mniejsze szanse na przeżycie i mniejsze szanse na wydanie na świat potomstwa. Obrączki, prawdopodobnie przez wydatek energetyczny związany z ich noszeniem, po prostu przyczyniały się do tego procesu.
Jak się okazało, nawet ptaki, które przeżyły, rzadziej dochowywały się potomstwa. Z niewyjaśnionych przyczyn później pojawiały się na lęgowiskach. Pingwiny, które spóźniły się na okres lęgowy, czasem odkładają decyzję o posiadaniu potomstwa na następny rok. Ponadto kiedy już pingwinia para dorobi się jaja, wysiaduje je na zmianę. W czasie gdy jedno z rodziców trzyma jajo na stopach, drugie udaje się na morze, aby zdobyć pokarm, który nie tylko ma pokryć jego bieżące potrzeby, ale też wystarczyć na dni wysiadywania spędzone o suchym dziobie. Metalowa opaska wpływała na długość polowań, co jest czynnikiem kluczowym dla sukcesu reprodukcyjnego – jeśli partner nie zjawi się na czas, pingwin, aby przeżyć, porzuca jajo i sam udaje się na żer. Dłuższe wycieczki narażają też młode pisklęta, które po wykluciu trzeba dokarmiać w kolonii. Ostatecznie w zaobrączkowanej grupie poczęło się 47 piskląt, w tej drugiej – 80.
Nieprawdziwa też okazała się teza, jakoby ptaki przyzwyczajały się do obrączek, kompensując sobie dodatkowy opór wytwarzany przez metalową opaskę. Negatywne efekty – takie jak późniejsze pojawianie się na lęgowiskach i dłuższe wypady po pokarm – nie słabły w miarę upływu czasu.
Dodatkowo dwie grupy ptaków w różny sposób adaptowały się do zmiennej obfitości pokarmu. W południowych wodach zachodzą silne zmiany, które wpływają na ilość i rozmieszczenie pożywienia. W latach, kiedy było go dużo lub mało, obydwie grupy radziły sobie podobnie. Natomiast zaobrączkowane pingwiny radziły sobie gorzej w latach przeciętnych – a to, jak już powiedziano wcześniej, ma wpływ zarówno na rozrodczość, jak i indywidualną przeżywalność.

Fałszywe wyniki
W Czwartym Raporcie Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych z 2007 r. odnotowano 28,5 tys. „biologicznie znaczących” zmian w ekosystemach lądowych, ale tylko 85 w ekosystemach wodnych. Biorąc pod uwagę przepaść pomiędzy ilością danych empirycznych z lądu i wody, jak również obawy części środowiska naukowego, jakoby oceany prędzej reagowały na zmiany klimatu niż lądy, panel zalecił dokładniejsze przyjrzenie się temu, co dzieje się w wodach morskich.
Wśród badaczy panuje zgoda, że przez wzgląd na ich położenie zimne wody południowego oceanu można traktować jak papierek lakmusowy wpływu zmian klimatycznych na mieszkańców naszego globu. Jeśli planeta się ociepla, to najpierw odczują to mieszkańcy stref podbiegunowych.
Efekty ocieplenia wód oczywiście najpierw dotknęłyby plankton, a potem jak fala powędrowały w górę łańcucha pokarmowego. Zmniejszenie się populacji drapieżników i zmiany w kierunkach ich migracji stanowiłyby zatem sygnał, że coś jest nie tak.
Wybór nieprzypadkowo padł na pingwiny. Choć to niejedyne drapieżniki tamtych wód – są przecież jeszcze lamparty i słonie morskie – w tamtych rejonach świata one zjadają największą część pokarmu. Dlatego stanowiły doskonały materiał badawczy.
Badania francusko-norweskiego zespołu uzmysławiają, że metoda obrączkowania powoduje poważne problemy nie tylko etyczne, lecz także metodologiczne – bo jak sensownie badać coś, co zmienia się pod wpływem samego badania?
Ustalenia naukowców jeśli nie dyskwalifikują obrączkowania jako metody badawczej, to przynajmniej każą dokładnie przemyśleć jej zastosowanie. „W badaniach nad przemieszczaniem się populacji pod wpływem zmian klimatycznych należy poważnie przeanalizować błędy wynikające ze stosowania tej metody”, alarmują naukowcy.
Jeśli użyto by obrączek do badań nad wpływem zmian klimatycznych na populacje pingwinów, wniosek byłby oczywisty – populacje maleją. Stąd już tylko krok do konkluzji – skoro takie rzeczy mają miejsce na szczycie łańcucha pokarmowego, to co się musi dziać parę pięter niżej!
Naukowcom nie pozostaje nic innego, jak przemyśleć stosowanie obrączkowania w przypadku pingwinów. Nawet jeśli metoda jest źródłem bezcennej wiedzy, jej zastosowanie powoduje straty – giną zwierzęta, które mogłyby przeżyć. A to jest niedopuszczalne.

Wydanie: 20/2011

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy