Żołnierze wyklęci – czyli nacjonalistyczny bełkot po polsku

Żołnierze wyklęci – czyli nacjonalistyczny bełkot po polsku

Nacjonalistyczna prawica uwielbia historyczne rytuały, podczas których może idealizować jedyną słuszną wersję przeszłości skrojonej według własnego uznania. Bez pamięci o zdarzeniach, które mogą rozsadzić tę wymyśloną narodową legendę. Od roku współcześni endecy mają kolejną okazję do wyrażania niechęci do wszystkiego, co inne, wielobarwne i „obce”. W wyniku przegłosowania przez Sejm (m.in. głosami SLD, który, jak widać, ma skłonności masochistyczne) kuriozalnej ustawy mamy tzw. Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Z tej okazji cała skinowsko-kibolska skrajna prawica może zamienić się w grupę rekonstrukcji historycznej i powrócić w klimat lat 20. i 30. XX w., kiedy to urządzała marsze skierowane przeciwko komunistom, socjalistom, Żydom i wszelkim mniejszościom narodowym. Dziś też „prawdziwi Polacy” chętnie utopiliby w Bałtyku wszystkich podejrzanych o brak pierwiastka narodowego. Na razie jeszcze nie mogą. Ale jak tak dalej pójdzie, z ochotą to zrobią. Przy zachętach ze strony PiS i Solidarnej Polski, cichej akceptacji PO oraz w atmosferze apatii i przy biernej postawie całej reszty.
O ile jeszcze niedawno faszystowscy kibole traktowani byli w kategoriach przykrej subkultury młodzieżowej, to przez próby legitymizacji ze strony PiS wydaje im się dziś, że stanowią część oficjalnej polityki. Niektórzy robią wszystko, aby tak się stało.

Kiedy dwa tygodnie temu byłem w Dreźnie na demonstracji antyfaszystowskiej, współorganizowanej przez szeroką koalicję środowisk lewicowych, ekologicznych i związkowych, chadeckie władze miasta wyrażały poparcie i zachęcały do oporu przeciwko nacjonalistycznym i faszystowskim organizacjom. W Polsce siostrzana partia CDU – czyli Platforma Obywatelska – nie tylko nie protestuje przeciwko rodzimym nacjonalistom i faszystom, ale nawet nie odcina się od nich. Na mszę w intencji żołnierzy niepodległościowego podziemia do kościoła garnizonowego we Wrocławiu z jednej strony zapraszali wojewoda dolnośląski z PO wraz z prezydentem Wrocławia, z drugiej strony zachęcały do tego różnego rodzaju witryny internetowe nacjonalistów, faszystów i kiboli. Ciekawe, czy pan wojewoda oraz prezydent Rafał Dutkiewicz wiedzą, z kim odprawiali modły ku czci narodowej prawicy.
Warto wyjaśnić, kim jest ta patriotyczna młodzież, która dzięki konserwatywnym nastrojom, jakie panują w polskim parlamencie, ma kolejny pretekst w kalendarzu do urządzania ulicznych burd. Szersza publiczność mogła ją zobaczyć w akcji 11 listopada, kiedy w imię miłości do ojczyzny „prawdziwi Polacy” tłukli się z policją. Aby uniknąć oskarżeń o bezpośredni związek z faszyzmem, stosowane są różne symboliczne odwołania do prawdziwego przesłania. Np. Inicjatywa Narodowa 14, która współorganizowała marsz ku czci żołnierzy wyklętych w Toruniu, to klasyczny przykład odwoływania się do zakamuflowanych haseł faszystowskich. Czternastka w nazwie organizacji nie jest przypadkowa. Oznacza ona tzw. Fourteen Words (z ang. czternaście słów) – często używane przez neonazistów i białych rasistów zamaskowane hasło: We must secure the existence of our people and a future for white children (Musimy zabezpieczyć byt naszych ludzi i przyszłość dla białych dzieci). Czasami alternatywną wersją jest: Because the beauty of the White Aryan woman must not perish from the earth (Ponieważ piękno białej aryjskiej kobiety nie może zniknąć ze świata). Brzmi to infantylnie i prostacko. I można by przejść obojętnie obok tego bełkotu, gdyby nie skala zjawiska i ciche przyzwolenie otoczenia. Jak pokazują wyniki badań sondażowych CBOS z listopada 2011 r., co trzeci Polak zgadza się z twierdzeniem, że rządy oparte na silnym przywództwie są zdecydowanie lepsze od demokratycznych. Niechęć do Żydów czy Arabów ma również akceptację dużej części społeczeństwa polskiego.

Ten nacjonalistyczny skansen jest niebezpieczny jeszcze z innego powodu. W czasach kryzysów ekonomicznych elity władzy często lubią znajdować kozła ofiarnego i spychać winę za rosnące bezrobocie czy biedę na różnych realnych lub wymyślonych „obcych”. Narodowe uprzedzenia przykrywają wówczas prawdziwe problemy, z którymi zmaga się społeczeństwo. Nacjonaliści są wygodni dla każdej władzy, bo pod hasłem obrony wymyślonej „narodowej wspólnoty” próbuje się ukryć podziały klasowe, nierówności społeczne, różnice w dochodach grup o odmiennych pozycjach w strukturze społeczeństwa. I zamiast np. o zagrożeniach z powodu wydłużenia wieku emerytalnego można w mediach słyszeć o obchodach narodowych rocznic.
Ogólnoludzkie wartości, uniwersalizm kulturowy, ponadnarodowe wspólnoty budowane poza klatką „państwa-narodu” – to wszystko budzi przerażenie i niechęć „prawdziwych Polaków”. Ale niezrozumiały świat i brak poczucia bezpieczeństwa socjalnego budzą też niepokój dużej części społeczeństwa. Nie można pozwolić, aby realne problemy wzmacniały nurt brunatnych ścieków przepływających na razie pod powierzchnią polskich miast.

Wydanie: 10/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy