Munitet na topie

Najbardziej trendy, topowy w minionym tygodniu był immunitet poselski, sędziowski, prokuratorski. Za sprawą eksministra Sadowskiego, obciążonego zarzutem spowodowania nieumyślnego wypadku samochodowego dziewięć lat temu. Za sprawą koleżanek i kolegów z ław poselskich, uchylających się od odpowiedzialności karnej za mniejsze lub większe łajdactwa. Które niezwykle drażnią społeczeństwo pragnące egalitaryzmu.
Ponieważ minister, sędzia, aktualnie posiadający immunitet prokuratorski Sadowski stał się gwiazdą medialną, niewielu ze zwolenników obalenia immunitetów zauważyło, że wniosek o jego uchylenie już został sformułowany. I pewnie sprawca wypadku przed sądem stanie, karę poniesie. Można jedynie ubolewać, że sam zainteresowany nie miał odwagi wcześniej sprawy rozstrzygnąć. Przecież jako doświadczony prawnik mógł doprowadzić do ugody z poszkodowaną. Nie byłoby teraz kompromitacji organów sprawiedliwości. Nie byłoby też, gdyby wcześniej sędziowski sąd dyscyplinarny immunitet sprawcy wypadku uchylił.
Immunitet poselski, sędziowski, prokuratorski to rozwiązanie na złe czasy. Kiedy władza pragnie ograniczyć kontrolę parlamentu, sądów, wywierać naciski na niesterowalnych prokuratorów. TO jeden z filarów demokracji parlamentarnej. Dziś łatwo go krytykować, wskazując, że żyjemy w kraju, gdzie autorytaryzm nie ma już szans. Bo są wolne media, bo jest opozycja parlamentarna, bo są niezależne sądy. Ale kto zaręczy, że nie pojawi się silny człowiek, który oczaruje społeczeństwo wizją prostych, skutecznych rządów i ograniczy instytucje kontrolne?
Immunitet, który został sformułowany na złe czasy, w dobrych czasach wykorzystywany jest źle. Nie wynika przecież z obecnego prawa, że łamiącego przepisy drogowe parlamentarzysty policja nie może ukarać mandatem. Nietykalność wybrańca narodu powinna polegać jedynie na jego niearesztowalności. Zatrzymania na czas ważnych głosowań, zdołowaniu w aresztanckim dołku. Nie ma żadnych powodów, żeby parlamentarzysta nie odpowiadał za fałszerstwa, malwersacje finansowe. W procesie jawnym, monitorowanym przez pluralistyczne media. Niestety, pędzący drogą poseł zwykle nie jest karany, bo policja i jej zwierzchnicy zwyczajnie nie chcą zadzierać z władzą. Obawiam się, że nawet kiedy odbierze się posłom immunitet, usłużni policjanci i ich przełożeni też przyjacielsko odstąpią od czynności, licząc na przyszłą wdzięczność władzy. Na jej odstąpienie też. Znam wielu kolegów dziennikarzy, którzy złapani przez drogówkę na łamaniu przepisów zasłaniają się legimką znanej redakcji. Działa czasami lepiej niż poselski immunitet.
W naszym kraju trendy jest myślenie magiczne. Lansowanie prostych, ponoć skutecznych rozwiązań. Bezwysiłkowych intelektualnie. Miło jest dziś schlebić społeczeństwu hasłem zniesienia immunitetu, bo w Sejmie są posłowie oskarżeni o łamanie prawa. Gorzej, gdy trzeba przypomnieć, że taki skład parlamentu wybrało owo społeczeństwo. Sprawdzić, w ilu sprawach sędziowskie sądy dyscyplinarne wybrały solidarność korporacyjną ponad zwykłym poczuciem sprawiedliwości. Policzyć, kto z Wysokiej Izby był przeciwko zdjęciu immunitetu dla kolegi posła. Dojść, czemu tak się stało. Dlaczego elementarna poselska powinność staje się targiem politycznym, koleżeńską przysługą albo jest traktowana jako zemsta polityczna? Czemu w dobrych czasach poseł, sędzia, prokurator nie mają odwagi, by się zmierzyć z sądem?

Wydanie: 39/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy