Plan wziął w Webb

Plan wziął w Webb

Teleskop, dzięki któremu mieliśmy poznać tajemnice kosmosu, odłożony na lata

Niepowetowana strata to najlżejsze określenie używane przez środowisko naukowe do podsumowania planów wstrzymania finansowania Kosmicznego Teleskopu im. Jamesa Webba, następcy teleskopu Hubble’a. Amerykański Kongres szuka oszczędności w budżecie i opóźniony projekt, którego końca nie widać, nie wzbudza tam sympatii.
NASA bije się w piersi i przyznaje do grzechu, ale nie ma innego wyjścia, jak prosić kongresmenów o więcej. Bo fakty są twarde: teleskopu nie ma, a jego części nie są nawet przetestowane. Z tego względu start misji z 2014 r., kiedy to teleskop Hubble’a ma przejść na emeryturę, opóźni się do roku 2018.
Teleskop nazwano imieniem Jamesa Webba, szefa NASA z czasów programu Apollo. Sam Webb pewnie przewraca się w grobie na wieść o tym, że jego następcy muszą żebrać w Waszyngtonie o pieniądze na rewolucyjną misję. Rewolucyjność może być jednak tym, co sprawi, że teleskop zapisze się na kartach historii z innych względów niż naukowe.

Co by tu jeszcze dodać
JWST (The James Webb Space Telescope), choć nazywany jest następcą Hubble’a, nie zapewni tak efektownych zdjęć, bo będzie obserwował kosmos w podczerwieni, która ma tę zaletę, że przenika przez obłoki pyłu, nie do przebycia dla światła widzialnego.
Gigantyczne 6,5-metrowe zwierciadło Webba wykonane jest z berylu, metalu niezwykle odpornego na odkształcenia związane ze zmianami temperatury, dodatkowo pokrytego złotem, które doskonale wyłapuje podczerwień. Jest tak duże, że nie zmieści się w żadnej rakiecie, musi więc rozłożyć się w przestrzeni kosmicznej z dokładnością co do nanometra. Chroniąca przed Słońcem osłona o powierzchni kortu tenisowego wykonana jest z kaptonu, z domieszkami aluminium i krzemu. I również musi perfekcyjnie się rozłożyć w przestrzeni kosmicznej.
Całość musi wytrzymać przeciążenia związane z lotem w kosmos oraz ekstremalne temperatury próżni i działać bezawaryjnie przez pięć lat 1,5 mln km od Ziemi, bez możliwości ludzkiej interwencji. Przy obecnym stanie programu lotów załogowych nie ma możliwości dokonania napraw jak w przypadku Hubble’a, który rezydował na orbicie. Gdyby którakolwiek z tych rzeczy zawiodła, teleskop poszedłby na śmietnik. Dlatego, na ile to możliwe, każda część jest rygorystycznie testowana na Ziemi.
Testy minimalizujące ryzyko porażki pochłaniają mnóstwo czasu i kosztują masę pieniędzy. Ale to nie są jedyne powody niechęci parlamentarzystów wobec obserwatorium kosmicznego. Ostrze krytyki skierowane jest pod adresem zarządzających NASA, którzy nie potrafili trzymać projektu żelazną ręką, w efekcie czego w miarę upływu czasu puchł on od oprzyrządowania nieprzewidzianego w pierwotnej wersji. Do wykonania tych instrumentów trzeba było od podstaw opracować nowe technologie, dlatego po wydaniu 2 mld dol. teleskop wciąż istniał tylko na papierze. Niegospodarność i megalomanię agencji opisywał na łamach „Nature” Lee Billings. Wczesny projekt następcy Hubble’a, który trafił w 1995 r. na biurko ówczesnego szefa NASA Daniela Goldina, zakładał, że nowy teleskop będzie miał czterometrowe zwierciadło. Goldin zaś powiedział: „A dlaczego nie ośmiometrowe?”. Billings konkluduje: „Do czasu, kiedy JWST przeszedł wstępne recenzje w 2008 r. i Agencja wydała zgodę na budowę, projekt, który miał być »szybki, lepszy, tani«, zamienił się w multiinstrumentową, multimiliardową misję rozpisaną na wiele instytucji, krajów, a nawet kontynentów”.

Porażka, na którą nas nie stać
Nie tylko amerykańskie środowisko naukowe źle przyjęło intencje Kongresu. Sarah Kendrew z Instytutu Astronomicznego im. Maksa Plancka w Heidelbergu, która pracowała nad jednym z instrumentów teleskopu, na łamach „Guardiana” porównuje JWST z jego wielkim poprzednikiem: „Hubble kosztował parę miliardów więcej, niż zakładano, a jego start opóźnił się o dekadę. Dzisiaj nikt nie śmie kwestionować, czy były to dobrze wydane pieniądze. Nie stać nas na to, aby się nie dowiedzieć, czy jego następca odniesie podobny sukces”.
Skok jakościowy, jaki się dokonał dzięki teleskopowi Hubble’a, był niewyobrażalny. W 1996 r. teleskop skierowano na nieciekawy, pusty fragment nieba. Kiedy spłynęły dane, oczom naukowców ukazały się dziesiątki galaktyk odległych o miliardy lat świetlnych. Teleskop ten odkrył dla nas najdalsze supernowe i najmłodsze galaktyki. Nadzieje związane ze 100 razy czulszym teleskopem Webba są podobne – że pokaże rzeczy, o których nawet nam się nie śni.

Gorzka pigułka akceleratora
„Kiedy Hubble leciał w kosmos, nikt nie podejrzewał, jakich odkryć dokona. To jedyny teleskop, który zobaczył planetę okrążającą inną gwiazdę. Żaden inny tego nie zrobił. Gdy leciał w kosmos, nikt nie zakładał, że istnieje coś takiego jak ciemna energia”, mówi Rick Howard, jeden z budowniczych teleskopu. Do dzisiaj nie wiemy, czym jest ciemna energia, podejrzewamy natomiast, że to ona odpowiada za rozszerzanie się wszechświata – fenomen, który udało się odkryć za pomocą teleskopu Hubble’a.
Naukowcy zza oceanu boją się również utraty prymatu w astronomii, podając jako przykład losy akceleratora cząstek Nadprzewodzącego Superzderzacza. Kongres skasował 100-kilometrowy akcelerator w 1993 r., pozostawiając w ten sposób bez następcy dumę amerykańskiej fizyki cząstek – Tevatron w Chicago. Był on najlepszy do 2008 r., kiedy Europejczycy oddali do użytku Wielki Zderzacz Hadronów w CERN-ie pod Genewą – fakt będący gorzką pigułką dla kraju przyzwyczajonego do pierwszego miejsca we wszystkim.
Teleskop Webba jest obecnie jedynym tego typu projektem, jakim dysponuje ludzkość. Jeśli nie wystartuje, wiedza o kosmosie na wiele lat stanie w miejscu. A kto nie idzie naprzód, ten się cofa.

Wydanie: 30/2011

Kategorie: Nauka

Komentarze

  1. kamil_c
    kamil_c 28 lipca, 2011, 00:01

    Autor pisze: „W 1996 r. teleskop skierowano na nieciekawy, pusty fragment nieba. Kiedy spłynęły dane, oczom naukowców ukazały się dziesiątki galaktyk odległych o miliardy lat świetlnych.” Prawdopodobnie chodzi o tzw. Głębokie Pole Hubble’a – obraz nie dziesiątek, ale około 3 tysięcy galaktyk, zmieszczonych w obszarze nieba wielkości piłki tenisowej widzianej z odległości stu metrów.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy