Podpalacze Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej

Podpalacze Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej

Podczas krwawej niedzieli 11 lipca i po niej zginęło ok. 20 tys. Polaków

Mija 75 lat od wielkiej tragedii, jaką była krwawa niedziela na Wołyniu. 11 lipca 1943 r. uzbrojone bandy ukraińskich nacjonalistów otoczyły sześć kościołów i wymordowały Polaków uczestniczących w niedzielnych nabożeństwach; kościoły zostały podpalone lub zburzone. Takiej masakry w świątyniach nie było od czasu najazdu Tatarów, tym razem był to pogrom zaplanowany pod kryptonimem „Akcija na Petra i Pawła”. W następnych dniach te same bandy zaatakowały ponad sto polskich wsi i osiedli w powiatach Horochów, Włodzimierz Wołyński i Kowel. Ocenia się, że podczas krwawej niedzieli i po niej zginęło ok. 20 tys. Polaków.

Wielonarodowościowy Wołyń był pierwszym obszarem, na którym ukraińscy ekstremiści, obywatele polscy, rozpoczęli budowanie jednoetnicznej samostijnej Ukrainy, opierając się na programie sformułowanym na zjeździe założycielskim Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) w 1929 r. Zamierzeniem tej organizacji, ideologicznie związanej z faszyzmem niemieckim, była eksterminacja społeczności nieukraińskiej okupującej „ukraińskie ziemie etnograficzne”. Od wielu lat Ukraińcy o galicyjskim rodowodzie przygotowywali się do „usuwania” Polaków. Warunki do osiągnięcia tego celu stworzył im niemiecki okupant. Po zajęciu Kresów przez ZSRR we wrześniu 1939 r. OUN zdecydowała się na przeniesienie swoich kadr do powołanego przez Hitlera Generalnego Gubernatorstwa. Siedzibą ukraińskich struktur nacjonalistycznych był Kraków, gdzie w 1940 r. doszło do rozłamu organizacji na dwie frakcje: OUN-Melnykowców i OUN-Banderowców. Liderzy obu frakcji, przeświadczeni o pomocy Hitlera w utworzeniu państwa ukraińskiego, prześcigali się w wiernopoddańczych gestach wobec niego i przygotowywali do wzięcia udziału w planowanej wojnie z ZSRR. Obaj przywódcy OUN zabiegali o utworzenie w ramach Wehrmachtu ukraińskich jednostek militarnych i niezależnie od siebie organizowali tzw. grupy pochodne, prowadzili szkolenia, opracowywali instrukcje, broszury, ulotki, odezwy. Przeszkoleni propagandyści po wejściu na Ukrainę mieli przejmować władzę terenową i prowadzić aktywną działalność.

Banderowcy ramię w ramię z Wehrmachtem

Po agresji Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 r. z wojskami niemieckimi na Wołyń wkroczyły grupy pochodne OUN frakcji Bandery. Ich członkowie rozgłaszali wiadomości o proklamowaniu państwa ukraińskiego i walce ukraińskiego wojska, organizowali manifestacje, rozpowszechniali odezwy. W jednej z nich napisano: „Narodzie! Przejmuj w swoje ręce wszystkie urzędy, całą władzę. (…) Narodzie! – Wiedz! Moskwa, Polska, Madziarzy, Żydostwo – to Twoi wrogowie. Niszcz ich (…). Twoim wodzem jest Stepan Bandera”. Propagandowa działalność grup pochodnych tworzyła atmosferę i miała decydujący wpływ na postawy Ukraińców mieszkających na ziemiach II RP. Na Ukrainie naddnieprzańskiej stosunek ludności do nacjonalistycznej ideologii i propagandy był jednoznacznie negatywny. Tymczasem na Wołyniu wielu aktywistów grup pochodnych znalazło się w szeregach milicji ukraińskiej przekształconej przez Niemców w ukraińską policję pomocniczą. Policja ta wykonywała rozkazy okupanta, ale politycznie była pod wpływem OUN-Banderowców.

latka-google

W końcu marca 1943 r. na wezwanie urzędującego prowidnyka Mykoły Łebedia większość tej policji zdezerterowała i zbrojnie wsparła luźne bandy ujmowane już w karby dyscypliny przez organizację Bandery. Niemcy wyposażyli policję ukraińską w duże uprawnienia, Ukraińcom przekazywali władzę terenową. Pozostałe mniejszości narodowe znalazły się w sytuacji dramatycznej, zwłaszcza że metodą realizacji władzy okupanta był terror stosowany wspólnie z policją ukraińską. W wyniku tej współpracy podczas pacyfikacji wsi polskich, ukraińskich i czeskich śmierć poniosło wielu Polaków, a także obywateli Rzeczypospolitej innych narodowości. W listopadzie 1942 r. oddział ukraińskiej policji pomocniczej dokonał pierwszego masowego mordu na polskich mieszkańcach wsi Obórki w powiecie Łuck. Uratował się zaledwie jeden świadek tragedii.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 28/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 28/2018

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy