Wydarzenia na Ukrainie w 2014 r. były zwykłym zamachem stanu. Zamachem, który mógł się podobać politykom polskim i europejskim, ale nie było podstaw, aby go uznać za świetlany przykład demokracji. Z demokracją nie miało to nic wspólnego, na skutek zaś przejęcia władzy siłą, a nie przez kartkę wyborczą, doprowadzono do wojny domowej. Ale w języku politycznym nadal używa się słów niedostosowanych do charakteru tego wydarzenia. Teraz w Polsce władza, walcząc z Trybunałem Konstytucyjnym, zaczyna łamać reguły państwa prawa. Nie jest to siłowe przejmowanie władzy, ale prawo nie jest respektowane. I ci sami ludzie, którzy Majdan ukraiński nazwali demokratycznym, łamanie prawa w Polsce nazywają zamachem na konstytucję. W obu przypadkach, w jednym na wielką skalę, w drugim na razie na małą, mamy do czynienia z łamaniem prawa. I wypadałoby to konsekwentnie nazywać. Nie można zmieniać słów opisujących określone zdarzenia w zależności od tego, czy nam się one podobają, czy nie. Takie poplątanie słów i znaczeń prowadzi do fałszywego opisu rzeczywistości, wywołuje emocje i kształtuje świadomość społeczną, która może być podstawą błędnej polityki. Udostępnij: Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook Share on X (Otwiera się w nowym oknie) X Share on X (Otwiera się w nowym oknie) X Share on Telegram (Otwiera się w nowym oknie) Telegram Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
Tagi:
Wiesław Żółtkowski






