Popularność mnie nie zniewala

Popularność mnie nie zniewala

Rozmowa z Magdą Mołek, prezenterką telewizyjnej Jedynki

– Praca w telewizji publicznej była dla pani spełnieniem marzeń?
– Zawsze. Kiedyś pracowałam w telewizji publicznej we Wrocławiu, choć tylko przez chwilę. Miałam wtedy przyjemność zaistnieć na antenie ogólnopolskiej. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego praca w Telewizji Polskiej była moim celem, ale zawsze w głębi duszy wiedziałam, że tam zmierzam. Zdawałam sobie sprawę, że stacje komercyjne, w których pracowałam, to doskonała nauka, wielka pasja i ogrom pracy. W telewizji publicznej jest jeszcze więcej pracy. Natomiast zmieniło się pole rażenia. Zamiast 80 tys. widzów ogląda mnie 8 mln. Kiedy się wskakuje na taką półkę, można dostać zawrotu głowy. Na szczęście jestem już na tyle ze wszystkim oswojona, że w żaden sposób mnie to nie zniewala.
– Jan Suzin powiedział kiedyś, że jest pani nie tylko atrakcyjna, ale także, co nie jest powszechne wśród prezenterów, wyraźnie artykułuje głoski i mówi ładną polszczyzną.
– To dla mnie zaszczyt, że takie słowa pochodzą od pana Jana Suzina. Z drugiej strony, prawda jest taka, że jeszcze dużo i ciężko nad tą polszczyzną będę pracować. Zwłaszcza nad celnością moich wypowiedzi, za którymi stoją myśli. Niestety, ostatnio zdarza mi się, że chcę w jak najkrótszym czasie sprzedać jak najwięcej informacji. A tak się nie da. Język polski jest pojemny, jednak do pewnego stopnia. Trzeba umieć wyczuć moment, kiedy jest za dużo gadania, mowy-trawy. Dlatego pracuję nad tym.
– Gazety rozpisywały się o kradzieży pani sukienek tuż przed festiwalem w Sopocie. Przytrafiły się pani jeszcze jakieś inne wydarzenia tego typu?
– Historia ze skradzionymi rzeczami była trochę jak na zawołanie. Pamiętam, że dzwonili do mnie koledzy, z którymi kiedyś pracowałam, i mówili, że świetnie to wymyśliłam: kłamstwo sprzedać jako prawdę. Przekonywałam ich, że to prawda i wcale nie jest mi do śmiechu, bo gdy kobieta zostaje bez ciuchów, nie ma powodów do żartów.
Inna historia przydarzyła mi się podczas pracy w Canal Plus podczas wywiadu z aktorką Mirą Sorvino, która przyjechała do Polski, by promować swój film \”Lulu na moście\”. Polskie gazety pisały wtedy o jej romansie z Quentinem Tarantino, więc zapytałam ją o niego. Ona jakoś przez to przebrnęła. Dopiero kiedy wychodziłyśmy ze studia, rozpłakała się. Krzyczała: co to za zwyczaje, jak mogłam zadać jej tak osobiste pytanie. Byłam kompletnie zbita z pantałyku, bo wydawało mi się, że skoro ona mówiła o tym w wywiadach, nie ma w tym nic dziwnego. Nie wiedziałam, że oni właśnie się rozstali, dlatego było jej przykro. Wynikła też kwestia różnic kulturowych między nami a Amerykanami. Tam gwiazdom tego formatu w publicznym talk show nie zadaje się pytań dotyczących sfery prywatnej, jeżeli nie znają programu.
– Ma pani pomysł na swoją obecność w Jedynce?
– Na pewno to, w czym biorę udział, nie do końca zależy ode mnie. O tym decyduje szef. W jego gestii leżą decyzje, że wywiad z Philem Collinsem czy Garou przeprowadzę właśnie ja, a nie ktoś inny. Nie jestem więc do końca panią swego losu. Natomiast jeżeli chodzi o mój wizerunek jako osobowości telewizyjnej, mam na to swój pomysł, jestem mu wierna od lat. Jednak w TVP pracuję dopiero pół roku. Ja i firma jeszcze się wyczuwamy. Moi szefowie bacznie mi się przyglądają i jako fachowcy będą mieli decydujący głos, w jakim kierunku powinnam się rozwijać. Jeżeli się uda, program, nad którym pracuję, oprę na wszystkich moich atutach. Trochę na kobiecości, trochę na cieple, i mimo blond włosów również na inteligencji. Podglądam też zachodnie stacje, patrzę, co nowego wprowadzają. Myślę, że zgrabna kompilacja wszystkich elementów da całość, która stworzy nową jakość, a ja będę miała przyjemność firmować ją swoim nazwiskiem w Programie 1 TVP.

Wydanie: 7/2003

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy