Historia dobra na serial

Historia dobra  na serial

Jesienna ramówka: od O.J. Simpsona do Escobara

Telewizja publiczna nadrabia zaległości repertuarowe, więc w każdy wtorek o godz. 21.20 w Jedynce możemy oglądać nowy odcinek jednego z najgłośniejszych ubiegłorocznych seriali, „American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona”. Słynny zawodnik futbolu amerykańskiego w październiku wychodzi z więzienia dzięki zwolnieniu warunkowemu, moment na emisję serialu o procesie stulecia jest zatem trafiony.

Seriale opowiadające o historii najnowszej, z wyraźnie zarysowanym tłem społeczno-ekonomicznym i wątkiem obyczajowym, obejmujące ostatnie dwie-trzy dekady, to nowy i skuteczny pomysł amerykańskich producentów na wielkie hity, zdobywające rokrocznie liczne nominacje do najbardziej prestiżowych nagród telewizyjnych. Tak było z „Narcos” wyprodukowanym przez platformę Netflix (polscy widzowie także mogą oglądać wszystkie dostępne sezony serialu, z których ostatni miał premierę 1 września). Podobnie dzieje się z serialem Ryana Murphy’ego „American Crime Story”. Pierwszy sezon dotyczy batalii sądowej futbolisty oskarżonego o zamordowanie byłej żony i jej partnera, kolejny poświęcony będzie śmierci włoskiego projektanta Gianniego Versacego.

Seriale okazały się strzałem w dziesiątkę, bo amerykańska (pop)historia wciąż budzi wiele emocji. Zresztą, jak się okazuje, nie tylko amerykańska, co udowadnia kolejny serial Ryana Murphy’ego „Konflikt” („Feud”). Zgodnie z tytułem co sezon będziemy poznawać historię innego słynnego konfliktu. Obecnie producent pracuje nad dziejami małżeństwa księżnej Diany i księcia Karola. I znowu trudno wyobrazić sobie lepszy moment, skoro właśnie minęło 20 lat od tragicznej śmierci księżnej, a kolejne plotki o abdykacji królowej na rzecz najstarszego syna nie znajdują potwierdzenia.

Nie jestem czarny, jestem O.J.

Życie O.J. Simpsona od zawsze budziło zainteresowanie nie tylko fanów i kibiców czy czarnoskórych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, ale całego amerykańskiego społeczeństwa. Już w latach 60., jako student Uniwersytetu Południowej Kalifornii, Simpson odnosił pierwsze sukcesy sportowe i kiedy Los Angeles zmagało się z największymi zamieszkami na tle rasowym, on trzymał się od nich z daleka. Nigdy nie stał się rzecznikiem mniejszości etnicznych, chociaż szczyt jego kariery sportowej, a później aktorskiej był idealnym momentem, żeby w taką działalność się zaangażować. Jednak priorytety Simpsona były inne. Zależało mu przede wszystkim na awansie do towarzystwa białej klasy średniej, a później na akceptacji najbardziej uprzywilejowanych amerykańskich przedsiębiorców, celebrytów i polityków. Jako chichot losu odbiera się więc ów proces stulecia i ukazanie Simpsona jako ofiary rasizmu – z jakim skutkiem, wiemy, ale nie przeszkadza to w śledzeniu tego doskonale napisanego i jeszcze lepiej sfilmowanego serialu, w którym emocje z 1995 r. rosną na nowo. Całą historię oglądamy od momentu przyjazdu policji na miejsce zbrodni i ujawnienia zwłok Nicole Brown, przeszukania posesji Simpsona, jego szaleńczej ucieczki autostradami południowej Kalifornii, poprzez spektakularny proces sądowy, a wreszcie jego finał.

Bohaterowie tego procesu, czyli m.in. prokurator Marcia Clark (świetna Sarah Paulson), na nowo stają się postaciami numer jeden amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, podobnie jak adwokaci futbolisty Robert Shapiro (fenomenalny John Travolta) i Johnnie Cochran (Courtney B. Vance). W postać O.J. Simpsona wciela się Cuba Gooding Junior.

Ale rzecz dotyczy szerszego problemu społecznego, jakim do dzisiaj jest rasizm amerykańskiej policji. W serialu pojawiają się oczywiste nawiązania do licznych nadużyć policji wobec czarnoskórych mieszkańców miasta. Wspominana jest sprawa Rodneya Kinga i słynnego nagrania z 1991 r., na którym przypadkowy świadek ujawnił pobicie Kinga przez kilku białych funkcjonariuszy zatrzymujących go do kontroli drogowej. „Sprawa O.J. Simpsona” doskonale pokazuje złożoność ówczesnych problemów rasowych nie tylko w Los Angeles, ale i w całych Stanach Zjednoczonych. Wyjaśnia decyzję ławy przysięgłych, a także postępowanie obu stron – zespołu prokuratorów i adwokatów.

Gdyby jednak ktoś uznał, że to za mało, warto sięgnąć po monumentalne dzieło Ezry Edelmana. Jego siedmiogodzinny serial dokumentalny „O.J.: Made in America” w tym roku został nagrodzony Oscarem (było to możliwe, gdyż serial pokazywały amerykańskie kina podczas wielogodzinnego seansu dla wytrwałych). To doskonałe uzupełnienie fabularnej wizji Murphy’ego. Na nowo ożyły wciąż nierozwiązane problemy rasowe, powróciła Marcia Clark, dla której ten proces był końcem kariery, a ona sama stała się twarzą porażki amerykańskiego systemu sprawiedliwości.

A Simpson? 1 października wychodzi na wolność po skazaniu za rozbój i porwanie i z tego, co wiadomo, uznaje, że „odsiedział swoje”. Ostatnio zapowiadał także, że ożeni się z Kim Kardashian, córką jego zmarłego przyjaciela i prawnika Roberta Kardashiana (w serialu widzimy go jako postać najbardziej złamaną i rozczarowaną tym, czego się dowiedział o przyjacielu). Ta historia jeszcze się nie skończyła, a rodziny ofiar nie doczekały się moralnego zadośćuczynienia.

Escobar i dżentelmeni z Cali

Kolumbia ostatnich dekad XX w. rządzona była przez kartele narkotykowe. Momentem szczytowym rozwoju tej narkodemokracji, jak nazywali Kolumbię amerykańscy agenci DEA (agencji powołanej do walki z narkotykami), była działalność Pabla Escobara, syna ubogiego rolnika z Medellín. Najważniejszy okres jego działalności przypadł na lata 80. i pierwszą połowę 90. To właśnie historia triumfu Escobara, a później jego upadku została pokazana w serialu „Narcos”. Losy kolumbijskich karteli narkotykowych (najpierw tego z Medellín, a później z Cali) poznajemy z perspektywy amerykańskich agentów DEA – Steve Murphy i Javier Peña mają schwytać narkobiznesowych baronów. Upadek Escobara w serialu nabiera nowego znaczenia. Escobara poznajemy jako postać skomplikowaną – egocentryka i narcyza, widzącego w lustrze kolejne wcielenie Robin Hooda. Równocześnie obserwujemy jego silne związki z rodziną. Jego syn Sebastián Marroquín miał zresztą wiele zarzutów wobec twórców serialu, a w oficjalnym liście wskazał pomyłki w biografii ojca. Miał również za złe, że Netflix nie konsultował z nim scenariusza. Podobnie jak dalsza rodzina Escobarów, szukająca ostatniej okazji do wzbogacenia się dzięki „spuściźnie” niesławnego krewnego.

Escobar zmarł, ale narkobiznes kwitł dalej. O dżentelmenach z Cali, pierwszym kolumbijskim kartelu działającym jak korporacja, opowiada najnowszy sezon serialu dostępny na platformie Netflix. Wiadomo, że wspierali oni kampanię prezydencką samego Ernesta Sampera Pizana, kolumbijskiego prezydenta w latach 1994-1998. Amerykanie, ujawniając ten fakt, dowiedli, że walka z narkotykami w Kolumbii to walka na najwyższych szczeblach.

Królowa serc

„Narcos”, podobnie jak „American Crime Story”, doskonale oddaje specyfikę miejsc i czasów, o których opowiada. W obu serialach mamy wspaniale odtworzone lata 80. i 90., wraz z ich kontekstem społecznym i politycznym. Najwyraźniej tego oczekują widzowie, bo takich seriali powstaje coraz więcej. Wystarczy przywołać wspominany „Konflikt” o życiu Diany i Karola. Mimo że Netflix dopiero co rozpoczął produkcję drugiego sezonu „Korony”, serialu o rządach królowej Elżbiety II, w kolejnych odsłonach obejmującego także życie Karola, stacja FX zdecydowała się na własny serial.

Małżeństwo Diany Spencer i Karola Windsora nie należało do udanych od samego początku. Znając Ryana Murphy’ego, można się spodziewać, że pokaże on nie tylko życie tej dwójki, ale i bogaty kontekst obyczajowy i ekonomiczny Wielkiej Brytanii, począwszy od lat 80. Jest zatem na co czekać. W międzyczasie możemy sięgnąć po inne tytuły z rozmachem przedstawiające najnowszą historię popularną, np. „Kroniki Times Square” (HBO) Davida Simona, opowiadające o początkach rozwoju branży pornograficznej w Nowym Jorku lat 70. To kolejny dowód, że dzisiaj znacznie bardziej interesują nas telewizyjne panoramy nieodległej przeszłości niż fikcyjne opowieści o bohaterach, którzy koniec końców żyją długo i szczęśliwie.

Wydanie: 37/2017

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy