Jabłka dla wizjonera

Jabłka dla wizjonera

Jak świat żegna prezesa Apple

Tej informacji świat spodziewał się od jakiegoś czasu, ale nikt do końca nie wierzył, że zostanie ogłoszona. Nawet gdy miesiąc temu Steve Jobs opuścił firmę Apple, nadzieja kazała ufać, że zrobił to tylko na krótko, aby wyzdrowieć i nabrać sił.
Zgodnie z komunikatem prasowym, odszedł w otoczeniu najbliższych. Odwiedzających witrynę Apple’a wita jego wielkie, czarno-białe zdjęcie i zachęta, aby wpisywać się do księgi kondolencyjnej. Sądząc po spontanicznych wyrazach współczucia i sympatii na całym świecie, będzie się chciało wpisać do niej wielu ludzi, odczuwających autentyczny żal i pustkę po Jobsie. Czy tak samo byłoby w przypadku założyciela jakiejkolwiek innej firmy?

Świeczki na iPadach
Chociaż odszedł inżynier, sprzedawca i menedżer, świat żegna go jak gwiazdę rocka. Fani gromadzą się pod sklepami Apple’a, aby oddać cześć temu niezwykłemu człowiekowi. Stawiają tam znicze, kładą jabłka, do okien przyklejają karteczki z podziękowaniami. W San Francisco ktoś położył czarny golf, taki jak ten, w którym Jobs podczas prezentacji opowiadał ludziom o rewolucyjnych produktach. W wielu miejscach ludzie trzymali iPady wyświetlające zdjęcia świeczek. Przed domem państwa Jobsów układają wiązanki i piszą kredą na chodniku. Sklepowe monitory wyświetlają czarno-białe zdjęcie założyciela.
Internet żyje tą smutną nowiną. 6 października Steve Jobs był frazą najczęściej wyszukiwaną przez internautów w Stanach. Hasła z nim związane, takie jak aapl stock, Apple II czy rak trzustki należały do 11 z 20 najpopularniejszych. Choć od pół roku Google toczy w sądach na całym świecie wojnę patentową z firmą Jobsa, zamieścił na swojej stronie głównej link Steve Jobs, 1955-2011, prowadzący do witryny Apple’a.
Na Facebooku ludzie zmieniają swoje zdjęcia profilowe na charakterystyczne jabłko, a w miejsce nadgryzienia wstawiają podobiznę Jobsa. Wpisy są zwięzłe: „Zmarł Steve Jobs”, „Niech spoczywa w pokoju”, „Będziemy tęsknić”. Nikt nie pisze o nim inaczej jak geniusz, innowator czy wizjoner. Podobnie jest na Twitterze, który wypełnił się cytatami prezesa, a także komentarzami w rodzaju „Albert Einstein: 1897-1955. Steve Jobs: 1955-2011. To prawie tak, jakby przejął pałeczkę”. Dużym powodzeniem cieszy się nieemitowana dotychczas reklama Apple’a i przemowa Jobsa wygłoszona na Uniwersytecie Stanforda w 2005 r., w której podkreślał, że nie zaszedłby tak daleko, gdyby ukończył edukację.
Trudno znaleźć forum internetowe, na którym nie byłoby choć jednego wspominkowego wątku. Na YouTube starsi i młodsi na gorąco wyrażali niedowierzanie i smutek, nastolatki płakały, a deviantART uruchomił specjalną stronę, na której wpisy mogą zamieszczać artyści.

Ostatni, który wiedział, co robi
Serwis Cult of Mac dla miłośników produktów spod znaku jabłka podaje, że na całym świecie poświęcono prezesowi 100 okładek prasowych. Dziennikarze napisali tam, że nie nabrali jeszcze dystansu, koniecznego, aby napisać nekrolog człowieka, który był dla nich jak ojciec, i że nie przygotowali go zawczasu w nadziei, że „taka osobowość nie może naprawdę umrzeć”. Portal magazynu „Wired” napisał: „Żegnaj, Steve, prawie cię nie znaliśmy. Za to ty doskonale znałeś nas”.
I tylko na prześmiewczym jak zwykle 4chanie można znaleźć fotografię przedstawiającą mężczyzn niosących trumnę, z której dochodzi głos: „Źle ją trzymacie”, co jest aluzją do odpowiedzi Jobsa na zarzuty, że iPhone 4 łatwo traci zasięg, albo zdjęcie Jobsa mówiącego: „Znaleźć wątrobę na czarnym rynku? Jest do tego aplikacja”, co z kolei nawiązuje do reklamy iPhone’a z 2009 r. Satyryczny portal The Onion napisał, że „zmarł ostatni Amerykanin, który wiedział, co robi”.
Nie jest przesadą stwierdzenie, że odszedł człowiek, który zmienił nasze życie. Nie musimy mieć produktów Apple’a, żeby to odczuć. Wystarczy, że mamy takie, które czerpią z nich pełnymi garściami.

Wydanie: 41/2011

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy