Reklamą po uszach

Reklamą po uszach

Spoty reklamowe nie mogą być głośniejsze niż inne programy. Producenci jednak tak manipulują dźwiękiem, że odbieramy je jako bardziej agresywne, choć nie wykażą tego urządzenia

Oglądasz film, gdzie ludzie mówią do siebie czułe słówka, a tu wskakuje na wizję jakaś pani i krzyczy, że tylko wybielacz do tkanin albo herbatka na kaszel mogą cię zadowolić. Jedyne, co możesz zrobić, by się przed tym wrzaskiem obronić, to przełączyć na inny kanał.
Mimo że w czerwcu 2010 r. weszło w życie znowelizowane rozporządzenie KRRiTV o działalności reklamowej i telesprzedaży w programach radiowych i telewizyjnych, zgodnie z którym reklamy w radiu i telewizji nie mogą być głośniejsze niż poprzedzające je programy, w rzeczywistości nic się nie zmieniło.

Walka z hałasem?
Walka z hałaśliwymi reklamami trwa już dziewięć lat. W 2002 r., a potem w 2006 rzecznik praw obywatelskich kierował swoje uwagi do prezesa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, wskazując, że reklamy można nadawać, tylko nieco ciszej. Pracujący w KRRiTV przyznawali, że czasami słyszą głośne reklamy, i obiecali, że będą sprawę badać. Zalecono nawet Departamentowi Techniki KRRiTV, aby przygotował się do porównania poziomu głośności audycji nadawanych 20 sekund przed rozpoczęciem emisji reklam i telesprzedaży z poziomem głośności poszczególnych spotów reklamowych. Jeśli Departament Techniki, a wraz z nim cała rada, uznałby, że reklama była zbyt głośna, miał przesłać materiał z nasłuchu do akredytowanego laboratorium specjalizującego się w akustyce. Jeśli i to laboratorium potwierdziłoby, że reklama była głośniejsza niż poprzedzające ją programy, KRRiTV miała zdecydować o nałożeniu kary na stację telewizyjną.
Tak miało być, ale okazało się, że KRRiTV nie ma pieniędzy na skomplikowane badania. Reklamy atakowały więc telewidzów po staremu. Aż do tego roku.
Tym razem rada zarezerwowała już w budżecie pewną kwotę na badania głośności reklam, i to nie tylko telewizyjnych, lecz także radiowych. Rzeczniczka KRRiTV Katarzyna Twardowska nie chciała wprawdzie wyjawić, o jaką sumę chodzi (podobno jest to kilkadziesiąt tysięcy złotych), zapewniła jednak, że głośność reklam u nadawców publicznych i prywatnych, misyjnych i komercyjnych będzie badana wyrywkowo i losowo. Nadawcy, którym udowodni się łamanie rozporządzenia, mogą zostać obciążeni karą finansową stanowiącą nawet połowę opłaty uiszczanej przez daną stację za korzystanie z częstotliwości.

Manipulacja decybelami
Niestety nad tym projektem też zgromadziły się czarne chmury. Zgodnie bowiem z opinią fachowców nie wszystko, co wydaje się zbyt głośne, w istocie jest na tyle głośne, by wykazały to urządzenia pomiarowe. Akustyczny sygnał dźwiękowy ma wiele parametrów. Robiąc spot reklamowy, można tak posterować dźwiękiem, że dopuszczalny poziom nagłośnienia w decybelach będzie w normie, ale nam będzie się wydawać, że reklama jest głośniejsza. Dlatego stacje telewizyjne mogą nabierać zarówno telewidzów, jak i KRRiTV – fizycznych dowodów przekroczenia przepisów nie ma, bo urządzenia pomiarowe niczego nie wykryją, ale reklamodawca będzie zadowolony.
Tego, że parametrami głośności reklam można manipulować, dowodzi oświadczenie rzecznika TVP sprzed kilku lat. Powiedział on, że reklamy emitowane w Telewizji Polskiej nie są głośniejsze niż inne programy. Dba o to Wydział Kontroli Technicznej Ośrodka Emisji TVP, który przeprowadził pomiary urządzeń nagrywających i odtwarzających sygnał foniczny reklam oraz trasy światłowodowej pomiędzy Biurem Reklamy a Ośrodkiem Emisji. Nie stwierdzono wtedy żadnych nieprawidłowości. – Jednak mając na uwadze skargi telewidzów – dodał rzecznik – Biuro Reklamy TVP w porozumieniu z Wydziałem Kontroli Technicznej zaczęło emitować reklamy z obniżonym o 3 dB poziomem dźwięku.

To jak? Było za głośno czy nie było?
– Czy dźwięk o 3 dB cichszy przynosi zauważalną ulgę dla ucha? – zapytaliśmy prof. Nikodema Wołk-Łaniewskiego z Wydziału Reżyserii Dźwięku Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie.
– Tak, to spora różnica – potwierdza profesor. – Obniżenie głośności o 5 dB odbiera się jak ściszenie o połowę. Nawet obniżenie głośności o 1-1,5 dB jest zauważalne dla słuchacza.
Ekspert z Uniwersytetu Muzycznego uchyla też rąbka tajemnicy, w jaki sposób udaje się stworzyć wrażenie większej głośności w reklamach, nie przekraczając jednocześnie formalnych norm. – Dźwięk silnie cyfrowo skumulowany wytwarza poczucie dużej energetyczności – mówi prof. Wołk-Łaniewski.
– Dotyczy to zarówno muzyki, jak i głosu czytającego tekst. Ze sposobu „sztucznego zwiększenia głośności” korzystali realizatorzy dźwięku dawnej Polskiej Kroniki Filmowej, aby stworzyć bardziej uroczysty nastrój prezentowanych komunikatów. Dzisiaj takie wrażenie znacznie łatwiej osiągnąć, bo dysponujemy techniką cyfrową. Esencjonalności dźwięku nie wykryją urządzenia, które służą do badania wysterowania sygnału dźwiękowego według polskich norm. Gdyby jednak obowiązywały u nas takie standardy jak w BBC, gdzie bada się nie tylko wartość impulsów w decybelach, lecz także obecność tonów niskich, średnich i wysokich, można by z większą dokładnością określić, który dźwięk jest agresywniejszy niż np. naturalne brzmienie ludzkiego głosu lub instrumentów akustycznych.

Dyżurny „ściszacz”
Co zatem będzie z nadmiernie głośnymi reklamami? Wszystko zależy od tego, jak długo uda się oszukiwać instytucje badające głośność tych programów i co będzie dla stacji telewizyjnych lub radiowych dotkliwsze – kary nakładane przez KRRiTV w przypadku udowodnienia ewentualnego przekroczenia przepisów czy groźby nadawców reklam, że nie zapłacą za wyciszony spot, na który nikt nie zwróci uwagi.
Komentarz do tej sprawy otrzymaliśmy od Jana Zawierskiego, który przez 40 lat zajmował się oprawą muzyczną programów Telewizji Polskiej. – Zarówno producenci reklam, jak i np. twórcy przebojów muzyki rozrywkowej, rockowej itd. nagrywają utwory na najwyższym możliwym poziomie głośności. Takim technologicznym zabiegom służą dziś odpowiednie aplikacje komputerowe. Później poszczególne produkty trafiają do zespołu emisyjnego. Ludzie tam pracujący musieliby w momencie emisji reklamy obniżać poziom głośności albo odpowiednio zaprogramować urządzenia emitujące dźwięk, a po skończeniu bloku reklamowego powracać do poprzedniego poziomu głośności. Innego sposobu na wyciszenie reklam nie ma. Kiedyś większość programów produkowała telewizja i w zasadzie nie było problemów z nadmierną głośnością, bo program źle zrealizowany pod tym względem mógł być odrzucony. Dziś do emisji trafiają produkcje najróżniejszych firm, które mogą stosować rozmaite standardy głośności. Urzędnicy kupujący programy nie zajmują się tą sprawą. Nie sądzę więc, by szybko opanowano ten problem, zwłaszcza że nie jest to w interesie reklamodawców. Każdy chce być maksymalnie głośny.
– Co do mnie – dodaje Jan Zawierski – nie cierpię reklam i najchętniej je pomijam lub wyłączam. Nie lubię ich, bo działają ogłupiająco. Rzadko się zdarza reklama inteligentna, kulturalna, dowcipna, którą się odbiera z przyjemnością. Fakt, że są emitowane za głośno, ma dla mnie w tym przypadku znaczenie drugorzędne.

Wydanie: 10/2011

Kategorie: Media

Komentarze

  1. wrzo
    wrzo 30 maja, 2011, 16:14

    Mnie osobiście głośne reklamy doprowadzają do szału i od razu przełączam kanał, lub wyciszam dźwięk. Tym samym cały blok reklamowy traci swój sens, gdyż zwyczajnie dla mnie go nie ma. Na kanałach, gdzie reklamy nie są głośniejsze, nie reaguję w taki sam sposób.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • andrzej
      andrzej 27 października, 2013, 15:01

      Abstrahując od wszystkich argumentów za i przeciw należy stwierdzić że zwiększanie poziomu głośności czy to obiektywnie czy w subiektywnym odczuciu zdecydowanej większości słuchaczy czy telewidzów w ich własnych domach mimo ich sprzeciwu jest zwykłym chamstwem.

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy