Potrzeba mobilizacji

Potrzeba mobilizacji

Niepokojące jest, że okręt flagowy naszej kampanii wyborczej – autostrady – stoi wciąż w suchym doku Wybierając się w drogę, myślimy, jak ją przebyć. Myślimy o możliwych wariantach, o tempie, o przystankach. Jeśli to ma być trudna droga, zawczasu planujemy wyjścia awaryjne – na wypadek burzy, nadmiernego zmęczenia, kontuzji. Idąc, kontrolujemy, czy wszystko przebiega zgodnie z planem. Mamy dobry program, więc… Wsłuchując się w rozmaite opinie o rządzie Leszka Millera, trudno napotkać fundamentalną krytykę obranego kierunku. W jednej sprawie jest ona oczywista – wobec europejskiej perspektywy dla Polski. Dwie partie parlamentarne i jedna rozgłośnia radiowa konsekwentnie widzą inny cel aniżeli przyjęty i z determinacją realizowany przez ten rząd, zresztą jak i przez wszystkie poprzednie. Badania opinii publicznej dają odpowiedź, jakie są proporcje zwolenników i przeciwników europejskiego kierunku polskiej polityki. Skoro program SLD w swoich zasadniczych liniach nie jest kontestowany, przeciwnie on sam, jak i skład rządu przedstawiony parlamentowi w październiku 2001 r., nie był zasadniczo podważany – wobec dzisiejszej jego krytyki i wyraziście negatywnego stosunku opinii publicznej – znaczenia nabiera pytanie o realizację tego programu. Ze spraw fundamentalnych zapisanych w programie SLD pozostawiam na boku kwestię korzystnej integracji. Co było do zrobienia w tej sprawie w obecnej fazie działań, zostało zrobione. Może nawet z nadwyżką. Dziś myślimy, co dalej jest do zrobienia w tej kwestii, po referendum. Z rozmysłem nie wypowiadam się o działaniach informacyjnych, raz, że to jest, w mojej ocenie, drugorzędne, dwa, że u nas jak nie ma się nic do powiedzenia w sprawach zasadniczych, marudzi się w kwestii informacji. To puste gadanie, moim zdaniem, ludzie zagłosują za Polską w Unii bardziej wbrew niż za politykami. Każdą rzecz można zrobić lepiej, niż się zrobiło, a w kwestii europejskiej jak dotąd najważniejsze były działania przystosowawcze i negocjacje. Działania władcze czy służebne? Jako że jesteśmy u progu debaty przedkongresowej, chcę wyrazić swoje intuicje w sprawie barier spowalniających realizację wyborczego programu SLD. W gospodarce wydaje mi się nią ciągły, chroniczny, dziedziczony przez kolejne rządy i nieprzezwyciężony także przez nasz rząd prymat myślenia w kategoriach makroekonomicznych nad myśleniem w kategoriach mikroekonomicznych. Tak jakby mechanizmy regulacyjne w gospodarce były wyłączną i wyczerpującą przesłanką sukcesu. Przedsiębiorczość traktowana jest wciąż, mimo deklaracji idących w innym, korzystniejszym dla niej kierunku, jako obszar autonomiczny, gdzie rząd ma nic albo niewiele do powiedzenia. Wiemy, że tak nie jest, ale też od początku transformacji ingerencje państwa w realną sferę gospodarki, poza czynnikami ze sfery makroekonomii (w tym polityki podatkowej) ograniczały się do działań prywatyzacyjnych, do rozmaitego rodzaju koncesjonowania i, ogólnie rzecz ujmując, władczego, administracyjnego wpływania na działalność gospodarczą. Oczekiwać tymczasem należy nie władczych, ile służebnych postaw i działań administracji wobec prywatnych podmiotów gospodarczych. Mam na myśli przede wszystkim tworzenie warunków ułatwiających przedsiębiorcom ich rozwój. Od promocji wytwarzanych w Polsce usług i towarów, jak to robią Amerykanie, Europejczycy i Azjaci, po tworzenie instrumentów finansowania rozwoju polskich przedsiębiorstw, które są im potrzebne, prawnie dopuszczalne i ekonomicznie uzasadnione, a których rynek usług finansowych im nie zapewnia. Państwo i przedsiębiorcy Jeśli niewielki, ale i nie przesadnie mały przedsiębiorca, o kilkunastoletniej dobrej skarbowej biografii, równie dobrej renomie, dobrych i bardzo dobrych realizacjach nie może w banku uzyskać gwarancji na ewentualne roszczenia z tytułu powykonawczej rękojmii na 120 tys. zł (gwarancji niedarmowej przecież), nawet pod zastaw 172 tys. własnej lokaty, to nie powinna to być dla rządu walczącego o każde miejsce pracy i o każdego złotego wpływów podatkowych sprawa pomiędzy bankami a przedsiębiorcą. W te stosunki trzeba ingerować! Choćby poprzez zdeponowanie w banku państwowym, skoro prywatne nie wykazują zainteresowania, albo w jakimś specjalnym funduszu stosownej kwoty na podobne transakcje. One są pewne. Prywatny bank może odmówić każdemu, on może być służebny, ale nie musi. Państwo musi. Ono jest ustanowione, jak i jego instytucje, wolą obywateli. I ono zobowiązane jest wypracowywać możliwości służenia obywatelom. Nasze państwo jest władcze, dumne i zamknięte na wiele potrzeb. W każdym środowisku gospodarczym można usłyszeć od lat te same przykłady wadliwie pojmowanej roli państwa wobec rodzimej przedsiębiorczości. Zmorą dobrze

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 19/2003, 2003

Kategorie: Opinie