Powrót do Twin Peaks

Powrót do Twin Peaks

Miasteczko to obraz Ameryki i tego, co zostało z jej snów o potędze

Na ten powrót fani Davida Lyncha i Marka Frosta czekali ponad ćwierć wieku. Gdy finał za nami, warto się zastanowić, czy wizyta w najsłynniejszym telewizyjnym miasteczku była tak udana, jak oczekiwaliśmy.

W trzecim sezonie mniej było daglezjowych lasów, wodospadów i widoków. Paradoksalnie, co fanom nie przypadło do gustu, miasteczko Twin Peaks w nowej odsłonie nie odgrywa już tak ważnej roli. Co zresztą znamienne, polski tytuł nie brzmi „Miasteczko Twin Peaks”, ale po prostu „Twin Peaks” (oryg. „Twin Peaks: The Return”). Polscy widzowie mogli (i wciąż mogą) oglądać serial dzięki HBO Polska i platformie HBO Go.

Mistrz Lynch postanowił wystawić cierpliwość widzów na próbę. Jak zwykle bawił się pojęciem czasu, przestrzeni i snu. Krytycy nazywają nowy sezon najbardziej surrealistycznym serialem wszech czasów i nie sposób nie przyznać im racji. Poszczególne kadry przypominają dzieła malarskie ulubionych artystów Lyncha: Francisa Bacona, René Magritte’a czy Edwarda Hoppera. Dzięki obfitemu czerpaniu z poetyki snu, względności czasu i zaburzeniom w historii, którą śledzimy już od 1990 r., dostajemy opowieść o narodzinach zła, próbach jego zwalczenia, a także o niezmienności pewnych elementów życia w Twin Peaks. Pojawiają się ulubieni bohaterowie: Dama z Pieńkiem (ostatnia rola Catherine E. Coulson), Lucy i Andy, a także kelnerki z Double R Diner – Norma i Shelly. Na pojawienie się agenta Dale’a Coopera musieliśmy czekać nieco dłużej. Kyle MacLachlan wcielał się w aż trzy postacie (Dale Cooper, Pan C. oraz Dougie Jones) i robił to fenomenalnie. Sam przyznał, że podobnie jak wielu widzów nie całkiem zrozumiał zakończenie serialu, bo finał jest podróżą przez wszystkie ulubione motywy filmowe Lyncha i jak zwykle u niego nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Każdy musi znaleźć własną.

Wracamy do Twin Peaks, żeby ze smutkiem stwierdzić, że marzenia bohaterów z 1990 r. się nie spełniły, że ich życie jest stagnacją, rutyną albo koszmarem. To gorzka diagnoza Lyncha, który nie jest zbyt łaskawy dla naiwności widzów. To także obraz współczesnej Ameryki i tego, co zostało z jej snów o potędze.

Wątek kryminalny przenosi nas do Dakoty Południowej, Las Vegas i Nowego Jorku. Decyzja zaskakująca i okrutna, biorąc pod uwagę, jak wielbiciele talentu Lyncha kochają miasteczko. W trzecim sezonie mniej jest lokalnej obyczajowości (mocno zredukowano wątki w Double R Diner, na szczęście koncerty w Roadhouse wciąż się odbywają i są jedną z mocniejszych stron serii), więcej uwagi poświęcono rozwijaniu mitologii serialu opartej na fundamencie Czarnej i Białej Chaty. Poznajemy kolejne elementy układanki, w której Bob i Judy to esencja czystego zła, a Laura Palmer stanowi ich przeciwwagę. Podróż Coopera w poszukiwaniu kolejnych odpowiedzi jest nietypowa, ale finał sprawia, że przypominamy sobie wszystkie zalety twórczości Lyncha – upór w obnażaniu słabości ludzkiej natury, skłonność do budowania świata z rozrzuconych elementów, a także mnogość dygresji.

W serialu pojawiają się gwiazdy, z MacLachlanem na czele. Towarzyszy mu Laura Dern, a w epizodach Monica Bellucci i Richard Chamberlain, są także Michael Cera, Tim Roth czy znani z oryginalnej obsady Sheryl Lee, David Duchovny, Grace Zabriskie i Mädchen Amick.

Agent Cooper musi wrócić do przeszłości, po to by zmienić przyszłość. Wracamy więc do wydarzeń z 23 lutego 1989 r., kiedy zginęła Laura Palmer, i poznajemy nieco alternatywnych wariantów tej historii rozgrywającej się w rozmaitych czasoprzestrzeniach, co jest najbardziej fascynującym pomysłem na finał opowieści. Dla tych, którzy jeszcze nie wybrali się w tę podróż, nadchodząca jesień i zima będą doskonałym momentem. Warto.

Wydanie: 38/2017

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy