Prenatalne zacofanie

Prenatalne zacofanie

W Polsce wykonuje się 90% badań prenatalnych mniej niż w innych krajach Europy. Powód? Lekarska indolencja i wpływ Kościoła

„Dla mnie badania prenatalne są błogosławieństwem. Mam 31 lat i urodziłam dziecko z nieuleczalnym rdzeniowym zanikiem mięśni. Mój synek umarł po czterech miesiącach. Bardzo chcielibyśmy mieć jeszcze dziecko, ale boimy się. Jedynym pocieszeniem dla mnie i dla męża jest fakt, że gdybym zaszła w ciążę, jest coś takiego jak badania prenatalne. Nie wytrzymałabym psychicznie śmierci następnego dziecka…”, napisała na forum internetowym Marta. Takich wpisów są setki. Ale był też i taki: „Urodziłam pięknych trzech synów, nie robiłam żadnych badań. Po co te badania? Żeby dzieci zabijać”.
Ustawa z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży mówi wyraźnie: „Organy administracji rządowej oraz samorządu terytorialnego (…) są zobowiązane zapewnić swobodny dostęp do informacji i badań prenatalnych, szczególnie wtedy, gdy istnieje podwyższone ryzyko bądź podejrzenie wystąpienia wady genetycznej lub rozwojowej płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu płodu”. Tymczasem prośba pacjentki o skierowanie na takie badania jest przyjmowana przez wielu lekarzy ze zdziwieniem lub wręcz z niechęcią. Dlaczego?
– To ingerencja w boże dzieło stworzenia, w bożą niespodziankę – mówi ksiądz Andrzej z lubelskiej parafii. – Kobiety robią sobie takie badania, żeby mieć usprawiedliwienie dla zabicia swojego nienarodzonego dziecka.
„Badania prenatalne zbyt często dostarczają okazji do zaproponowania i wykonywania przerwania ciąży – czytamy w encyklice „Evangelium Vitae”. – Jest to wówczas aborcja eugeniczna, akceptowana przez opinię publiczną o specyficznej mentalności, co do której ustala się błędny pogląd, że jest ona wyrazem wymogów ťterapeutycznychŤ: mentalność ta przyjmuje życie tylko pod pewnymi warunkami, odrzucając ułomność, kalectwo i chorobę”. Stanowisko Kościoła katolickiego w tej sprawie jest jasne: badanie prenatalne może być grzechem, jeśli decydująca się na nie kobieta zakłada, że w przypadku wykrycia nieprawidłowości w rozwoju płodu dokona aborcji. Jeśli celem takiego badania jest sprawdzenie „jakości” dziecka, wówczas diagnostyka prenatalna też jest grzechem, nawet gdy do aborcji ostatecznie nie dochodzi. Stanowisko takie podzielają także inne Kościoły chrześcijańskie.

Gdyby nie badania, dziecka by nie było

Marzena spod Przasnysza miała 42 lata, gdy po raz trzeci zaszła w ciążę. Była już wówczas matką dwóch dorosłych synów, których wychowywała samotnie przez kilkanaście lat. A tu wpadka z nowym partnerem. Nie chciała słyszeć o kolejnym macierzyństwie. Gdy lekarz stwierdził ciążę, od razu wspomniała mu o aborcji. Ginekolog skierował ją wtedy na badania prenatalne. Nie bardzo chciała na nie iść, ale było możliwe, że wynik badania da jej prawo do legalnej aborcji. Poszła. Gdy odbierała wyniki, wciąż oboje z partnerem (on też miał dorosłych synów z poprzedniego związku) myśleli o aborcji. Dopóki nie przeczytali, że dziecko jest zupełnie zdrowe. Na dodatek to… dziewczynka. Już w drodze do domu kupili zestaw witamin dla Marzeny. Dziś mała Ola jest oczkiem w głowie całej rodziny. Gdyby nie badanie, pewnie by jej nie było.
Karolina z Wołomina w pierwszych dniach ciąży zachorowała na grypę. Nieświadoma swojego stanu szprycowała się najsilniejszymi środkami. Gdy dowiedziała się o dziecku, wpadła w rozpacz. Zdawała sobie sprawę, jakie mogą być skutki brania leków. Poprosiła lekarza o skierowanie na badania prenatalne. Lekarz nie dość, że ją wyśmiał, to jeszcze zmieszał z błotem. Karolina miała 20 lat, to miało być jej pierwsze dziecko.
– Byłam strzępkiem nerwów – mówi dziewczyna. Wreszcie zdecydowała, że wyjedzie za granicę do brata i tam dokona aborcji. Wtedy w przychodni pojawił się nowy ginekolog, który bez zastanowienia dał jej skierowanie na badania. Okazało się, że jej synek może mieć wadę serca. Po paru tygodniach powtórzono badania i precyzyjnie określono chorobę dziecka. Tydzień po urodzeniu chłopiec przeszedł operację, przygotowaną jeszcze w okresie ciąży. Dziś ma trzy lata i jest zdrowym, pogodnym przedszkolakiem.
Pierwsze dziecko Katarzyny z Warszawy przyszło na świat z rozszczepieniem kręgosłupa. Żyło krótko i bardzo cierpiało. Kobieta i jej mąż przeżyli koszmar, więc gdy zdecydowali się na drugie dziecko, od razu mówili o badaniach. Skierowanie dostali bez problemu, ale wynik był przerażający – pląsawica Huntingtona. Kasia zdecydowała się na aborcję. Nie chciała mieć więcej dzieci. Przeszła długą terapię. Aż zaszła w ciążę po raz trzeci. Gdy zobaczyła pozytywny wynik testu ciążowego, nie chciała nawet iść do lekarza. Od razu pomyślała o aborcji, wpadła w depresję. To lekarz zmusił ją do wykonania badań prenatalnych. Dziecko okazało się zdrowe. Dziś chłopiec chodzi już do szkoły.
Wady u płodu stwierdza się tylko u 3-4% badanych kobiet ciężarnych z grupy podwyższonego ryzyka. W Zakładzie Genetyki w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie wykonano 663 genetyczne badania prenatalne. Patologiczne zmiany stwierdzono u 33 płodów, 27 kobiet zdecydowało się na przerwanie ciąży. Na 1124 ankietowanych kobiet, które poddały się diagnostyce prenatalnej, 810 (72%) oświadczyło, że zrezygnowałoby z planów prokreacyjnych bez możliwości wykonania tych badań.

Przeszło 50 lat doświadczeń

Początki diagnostyki prenatalnej to lata 50. Pierwszej próby pobrania płynu owodniowego od ciężarnej w celu uzyskania informacji o stanie płodu dokonał angielski lekarz Douglas Bevis. Jednak prawdziwy początek to rok 1960, gdy Povl Riis i Fritz Fuchs zastosowali określenie płci płodu przez oznaczenie ciałek Barra w komórkach płynu owodniowego do diagnostyki schorzeń dziedzicznych sprzężonych z płcią. W dużym stopniu do rozwoju tej diagnostyki przyczyniło się zastosowanie ultradźwięków w medycynie. W Polsce badania prenatalne zostały wprowadzone w roku 1975. W latach 80. stały się powszechniejsze i objęto nimi większą liczbę pacjentek. Mitem jest, że badania prenatalne są tylko jedną z przyczyn aborcji. To nieprawda. Nie każda bowiem stwierdzona badaniem prenatalnym wada jest wskazaniem do przerwania ciąży. W wielu przypadkach już wczesne leczenie może usunąć skutki choroby genetycznie uwarunkowanej. Poza tym medycyna się rozwija i rodzice są świadomi, że to, co było chorobą nieuleczalną jeszcze dziesięć lat temu, za dwa lata może dawać dobre rokowania.

Zapisane w chromosomach

Celem genetycznych badań prenatalnych jest określenie liczby i struktury chromosomów w komórkach płodu (czyli oznaczenie i ocena kariotypu płodu). Dokonuje się tego na podstawie badania chromosomów komórek płynu owodniowego, komórek trofoblastu, w pewnych przypadkach – komórek krwi pępowinowej.
Najczęściej stosowaną metodą jest amniopunkcja możliwa w 13. tygodniu ciąży. Podczas badania pobiera się próbkę płynu przez nakłucie powłok brzusznych i pęcherza owodniowego ciężarnej pod kontrolą ultrasonografu, dzięki czemu lekarz może dokładnie obserwować, jakie miejsce nakłuwa, i uniknąć uszkodzenia płodu. W pobranym płynie znajdują się komórki płodu pochodzące z owodni, ze skóry, układu moczowo-płciowego i pokarmowego. Na specjalnej sztucznej pożywce zakłada się ich hodowlę in vitro, a po ich namnożeniu wykonuje się badanie zestawu chromosomów dziecka, czyli określa jego kariotyp. Proces ten trwa przeciętnie cztery tygodnie.
Kolejny sposób to biopsja trofoblastu (już w 8. tygodniu ciąży) Materiał pobiera się albo przez powłoki brzuszne, albo – rzadziej – przez szyjkę macicy. Wynik uzyskuje się już w ciągu jednego-trzech dni. Badanie to ma ograniczenia i jest obarczone nieco większym ryzykiem niż amniopunkcja.
Od 19. tygodnia ciąży można wykonać tzw. kordocentezę, czyli badanie komórek z krwi pępowinowej, i zweryfikować wynik amniopunkcji. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że badaniem prenatalnym jest także powszechne już dziś USG.
Istnieje jeszcze potrójny test wykonywany od samych początków ciąży. Polega on na pobraniu próbki krwi ciężarnej, ocenie poziomu trzech hormonów (alfa-fetoproteiny, estradiolu i horiongonadotropiny), a następnie analizie poziomu hormonów przez specjalny program komputerowy w korelacji z wiekiem ciężarnej. Jest to niestety drogie badanie (500-600 zł), a powinno się je wykonywać u wszystkich ciężarnych.
– Dzieci z wadami rodzą nie tylko kobiety z grupy podwyższonego ryzyka, czyli mające powyżej 35 lat. Pozytywny wynik potrójnego testu stwierdza się również u młodszych pacjentek, które także mogą mieć dziecko z zespołem Downa – mówi dr Elżbieta Zdzienicka, neurolog z Poradni Genetycznej Zakładu Genetyki Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Można uratować dziecko

W 85% przypadków wykonanie badań prenatalnych było wstępem do leczenia zagrożonego płodu. Dzięki postępom genetyki w stosunku do 60 chorób dziedzicznych udało się ustalić, który gen – czy odcinek genu lub genów – jest za tę chorobę odpowiedzialny. To dało możliwość wyeliminowania wielu chorób genetycznych, jeszcze zanim dziecko przyjdzie na świat.
Wczesne rozpoznanie pozwala na interwencję chirurgiczną niemal natychmiast po urodzeniu (tak jak u Karoliny), co znacznie zwiększa szanse, a czasem jest wręcz jedyną nadzieją na zdrowie i życie dziecka (np. w przypadku niedorozwoju lewej komory serca, powodującego 25% zgonów w pierwszym tygodniu życia noworodków czy przepukliny przeponowej). W niektórych przypadkach rozpoznanych już w badaniu ultrasonograficznym można stosować tzw. farmakoterapię pośrednią, czyli podawanie leku matce. W ten sposób podaje się np. leki nasercowe w przypadku nieprawidłowego rytmu serca płodu lub hormony sterydowe przy niedojrzałości płuc.
Niektóre inwazyjne metody diagnostyki prenatalnej mogą również służyć leczeniu. Można podawać leki bezpośrednio do krwi płodu (gdy podawanie ich matce jest niemożliwe bądź nie przynosi efektu) bądź też wykonać transfuzję krwi płodu, uzupełniać lub zmniejszać ilość płynu owodniowego. Możliwe jest również wewnątrzmaciczne leczenie wad polegających na upośledzonym odpływie płynów z narządów, np. wodogłowia czy grupy uropatii zaporowych (choroby polegające na obecności przeszkody w odpływie moczu) poprzez założenie cewników odprowadzających odpowiednio nadmiar płynu mózgowo-rdzeniowego lub moczu do jamy owodni. Istnieją doniesienia o udanych operacjach przepukliny przeponowej (wada polegająca na przemieszczeniu narządów jamy brzusznej do klatki piersiowej), operacjach wad układu nerwowego, opróżnianiu torbieli i zmniejszaniu masy guzów. To częstokroć operacje jeszcze w łonie matki.

Dylematy kobiet

Dla kobiet często samo wykonanie badania już jest dylematem. Część z nich boi się, że zaszkodzą dziecku. Ryzyko, jakie niesie badanie prenatalne, określa się na 0,3-1% (mniej więcej jeden na 100-200 zabiegów może się zakończyć poronieniem lub obumarciem płodu). Z wadami wrodzonymi rodzi się 3% dzieci, 85% tych defektów jest uwarunkowanych genetycznie. Jak więc widać, większe jest prawdopodobieństwo ostatecznego rozpoznania choroby i skutecznego zaplanowania postępowania niż spowodowania poronienia.
Znacznie większy jest lęk, przed tym, co kobieta usłyszy po takim badaniu. „Mam 40 lat i jestem w drugim miesiącu ciąży. Nie planowaliśmy tego dziecka (mamy już dwójkę nastolatków), ale teraz zaczynam się powoli cieszyć na to, co się ma zdarzyć. Mam jednak poważne zmartwienie – mój mąż i lekarz prowadzący namawiają mnie, żebym zrobiła wszystkie badania prenatalne – pisze Grażyna. – Ponieważ nie jestem młodą kobietą, ryzyko urodzenia dziecka upośledzonego jest podobno dość duże. Mąż twierdzi, że na Zachodzie takie badania robi się rutynowo wszystkim kobietom po 35. roku życia i nikt się nad tym nie zastanawia. Ja jednak jestem pełna wątpliwości. No bo co z tego, że w czwartym miesiącu ciąży dowiem się, że noszę pod sercem dziecko z wadą genetyczną – przecież ono będzie się już ruszało, kopało – żyło swoim życiem. Mąż wywiera na mnie bardzo silną presję, ale gdy go pytam, po co to badanie – odpowiada wymijająco, mówi, że nie poradzimy sobie z ciężko chorym dzieckiem. Naprawdę nie wiem, co mam robić”. Szybko otrzymała jednak anonimową odpowiedź. „Uważam, że medycyna nie może zastępować Boga. To przecież On daje życie i ma prawo o nim decydować. Upośledzone dziecko pozostaje dzieckiem, chce żyć i być kochane. Czy ktokolwiek ma prawo mu tego zabronić? Nie ma sensu pozwalać na ingerencje w największą ludzką tajemnicę. Po co? Żebyś zabiła niewinną dziecinę?”.
Na szczęście pojawił się też taki wpis: „Miałam podobny problem – moje trzecie dziecko urodziłam, mając 38 lat. Tyle jednak nasłuchałam się od przyjaciółek i kuzynek o różnych dramatycznych przypadkach, że nawet nie zastanawiałam się nad tym, czy wykonywać badania, czy nie. Skoro medycyna dysponuje dzisiaj takimi ogromnymi możliwościami, to dlaczego z nich nie korzystać? Wykonałam wszystkie badania, które zalecił mi lekarz. Chciałam mieć pewność, że dziecku nic nie grozi, że będzie miało szanse na normalne życie, tak jak jego starsze rodzeństwo. Wiele kobiet myśli o badaniach prenatalnych jak o wyroku dla nienarodzonego jeszcze dziecka. Ja uważam, że jest to kwestia odpowiedzialności. Skoro noszę w sobie dziecko, chcę wiedzieć, w jaki sposób można mu pomóc, jeżeli tej pomocy potrzebuje. O wiele lepiej znać nawet najgorszą prawdę na kilka miesięcy przed narodzinami dziecka. To pomaga matce zaakceptować sytuację, a lekarzom podpowiada, w jaki sposób postępować z obarczonym chorobą noworodkiem”.
Psycholodzy często spotykają się z podobnymi dylematami przyszłych matek. – Badania prenatalne mogą być źródłem ulgi lub niepokoju. Każda kobieta może zdecydować, czy woli wiedzieć więcej, ryzykując, że pozna bolesną prawdę i stanie wobec bardzo trudnej decyzji; czy woli nie wiedzieć nic, ryzykując, że prawda spadnie na nią nagle i postawi ją nieprzygotowaną w sytuacji bez wyboru. Wpływ na tę decyzję powinien mieć również mąż i starsze dzieci – bo w końcu to one kiedyś miałyby się zająć upośledzonym bratem czy siostrą – twierdzi psycholog Zofia Milska-Wrzesińska. – Kobieta, która wkroczyła w okres zwiększonego ryzyka, a nie chce przeprowadzić badań prenatalnych, powinna poszukać w sobie przyczyn tej niechęci. Może ma pewność, że każdy obrót spraw jest dla niej do zaakceptowania i będzie potrafiła sprostać nawet najtrudniejszym okolicznościom. Wtedy rzeczywiście badania są zbędne. Ale większość nas nie ma w sobie tyle heroizmu. Jeśli nie chcemy badań, to raczej dlatego, że chowamy głowę w piasek. Czasem boimy się opinii różnych władców sumienia ferujących bezduszne wyroki. Decyzja o przeprowadzeniu lub zaniechaniu badań prenatalnych powinna wynikać z odwagi i jasnego myślenia, a nie z tchórzostwa.

Niewielka wiedza

Wiedza o badaniach prenatalnych jest niewielka. Teoretycznie są one dostępne, ale zbyt mało rodzin wie o ich istnieniu oraz o tym, że diagnostyka prenatalna jest z zasady bezpłatna. Ludzie nie rozumieją, że nie w każdym przypadku wada wrodzona stwierdzona u płodu oznacza przerwanie ciąży. Żaden lekarz nie usunie ciąży, gdy stwierdzona wada jedynie upośledza w jakimś stopniu funkcjonowanie tego dziecka w przyszłości, np. w przypadku wady kostnej. W Polsce od niedawna prowadzi się rejestr wrodzonych wad rozwojowych. Umożliwi to stwierdzenie, ile dzieci z wadami genetycznymi rodzi się w Polsce i ile z nich jest leczonych. Tylko 10% rodziców z grupy ryzyka genetycznego trafia do poradni genetycznych. Rodzice nie wiedzą też, że mogą swoich praw dochodzić w sądzie. Przed Sądem Najwyższym niedawno odbyła się rozprawa, o tzw. złe urodzenie – odmowę przeprowadzenia badań genetycznych przy podejrzeniu ciężkiego uszkodzenia płodu. Barbara Wojnarowska urodziła swe pierwsze dziecko z chorobą genetyczną – hipochondroplazją kości. Gdy w 1999 r. zaszła znów w ciążę, lekarze ze szpitala w Łomży odmówili skierowania jej na badania prenatalne, mimo podejrzeń, iż dziecko może urodzić się z tą samą chorobą. Wskutek tej odmowy kobieta nie mogła podjąć decyzji o przerwaniu ciąży, a dziecko urodziło się z tą samą chorobą genetyczną co pierwsze. Rodzice domagali się 1,7 mln zł odszkodowania, z tego 1,2 mln zł miała stanowić renta dla córki. Obowiązkiem lekarza było skierowanie matki na badania prenatalne, a przynajmniej wskazanie „realnych możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza”, orzekł Sąd Najwyższy i skierował sprawę do sądu II instancji. Procesy w takich sprawach zdarzają się w innych krajach, ale tam w większości przypadków kobiety są od razu informowane o prawach do badań prenatalnych. U nas w ogóle się o tym nie mówi.
Co prawda do Senatu wniesiono projekt ustawy, która zobowiązałaby lekarzy do dokładnego informowania kobiet o szczegółowych wynikach testu prenatalnego, rokowaniach dla dziecka, jego perspektywach rozwoju, oczekiwanej (statystycznie) długości życia i możliwościach leczenia choroby, ale na tym koniec.

Jeżeli lekarz nie daje skierowania

Co jednak zrobić, gdy lekarz odmówi wykonania badań? Według prawnika z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny tacy rodzice powinni przede wszystkim uzyskać skierowanie. Żeby to się udało, prawnik radzi: – Poznaj treść ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, zabierz tekst ze sobą do lekarza. Gdy lekarz odmawia wydania skierowania lub wykonania badania czy zabiegu, należy domagać się podania decyzji wraz z jej uzasadnieniem na piśmie, z datą, pieczątką i podpisem. W razie odmowy lekarza, można udać się do kierownika placówki po interwencję. Dobrze od razu zwrócić się z pismem, tzw. ugodą przedsądową, tak żeby dyrekcja placówki wiedziała, że nie zostawimy tak sprawy. Jeśli otrzyma się odmowę, pozostaje droga sądowa. Należy wystąpić do sądu, żądając odszkodowania pieniężnego i zadośćuczynienia. W związku z tym należy jak najszybciej sprecyzować zarzuty, skierować je przeciw konkretnym osobom (z imienia i nazwiska) i instytucjom. Upływ czasu ma istotne znaczenie, ponieważ na dochodzenie roszczeń pacjent ma trzy lata. Z prośbą o pomoc czy interwencję można zwracać się do: oddziałów Narodowego Funduszu Zdrowia, które odpowiadają za realizację świadczeń (czuwają nad tym rzecznicy praw pacjenta), Ministerstwa Zdrowia (Wydział Skarg, Biuro Praw Pacjenta); wojewódzkich konsultantów ds. położnictwa i ginekologii, Okręgowych Rzeczników Odpowiedzialności Zawodowej przy Okręgowych Izbach Lekarskich oraz Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
Wyczekiwane dziecko to wspaniały prezent od losu. Nikt tego nie podważa. Pamiętajmy jednak, że to my, dorośli, jesteśmy za nie odpowiedzialni. Za jego zdrowie, ból, cierpienie, rozpacz. I jeśli mamy choćby niewielkie wątpliwości, to nie możemy być egoistami. Jesteśmy to winni naszym dzieciom.

Wskazania do badań prenatalnych

1. Kobieta ma więcej niż 35 lat.
2. W rodzinie ciężarnej lub jej męża występowały wcześniej choroby genetyczne.
3. Przyszła matka urodziła wcześniej dziecko z wadą genetyczną (np. z zespołem Downa) lub z wadą ośrodkowego układu nerwowego (np. wodogłowiem, przepukliną mózgowo-rdzeniową) albo z określoną grupą chorób metabolicznych (m.in. mukowiscydozą).
4. Test potrójny wykrył w surowicy krwi ciężarnej wysokie stężenie
alfa-fetoproteiny (białko wytwarzane w wątrobie i jelicie płodu). Podwyższone wartości mogą sugerować m.in. rozszczep kręgosłupa dziecka.

Badania prenatalne na świecie

W Wielkiej Brytanii badania prenatalne są powszechnie dostępne i prawnie gwarantowane. W USA prawo nie reguluje samych badań prenatalnych, ale pozwy o „złe urodzenie” wnoszone w imieniu dzieci urodzonych z wadami genetycznymi zdarzają się coraz częściej wraz z postępem badań genetycznych. Rodzice takich dzieci oskarżają z reguły lekarzy o błąd w sztuce, domagając się należnych w takich wypadkach odszkodowań. W 1988 r. w Waszyngtonie matka dziecka z zespołem Downa pozwała do sądu lekarza, że nie wykonał u niej badań prenatalnych. Lekarz tłumaczył się, że nie miał takiego obowiązku, ponieważ badania takie zalecało się wtedy u kobiet powyżej 35. roku życia, a tymczasem powódka miała 34 lata. Kobieta jednak wygrała sprawę i otrzymała odszkodowanie.
We Włoszech nie informowano w ostatnich latach o jakimkolwiek przypadku zaskarżenia odmowy wykonania badań prenatalnych przez ciężarną kobietę, która urodziła potem chore dziecko. Wynika to z powszechności badań prenatalnych, które są praktycznie obowiązkowe w przypadku kobiet powyżej 35. roku. Jeśli jednak nie poddadzą się im, nie spotyka ich oczywiście żadna kara. Jest to kwestia osobistej odpowiedzialności.
Prawodawstwo szwedzkie nie zna pojęcia złego urodzenia. Nie znają go też ginekolodzy, w tym polscy lekarze praktykujący w Szwecji. Natomiast nieuzasadniona odmowa dopuszczenia do badań z zaniedbania lub z przyczyn ideowych byłaby na pewno podstawą do głośnej sprawy sądowej. Każdej ciężarnej, która ukończyła lub ukończy przed porodem 35. rok życia, rutynowo proponuje się badania wód płodowych w 14.-16. tygodniu. W wyniku tych badań wykrywa się ok. 90% genetycznie uwarunkowanych zaburzeń rozwoju. Z tych 90% aż 94% to zespół Downa, reszta to rzadziej spotykane wady genetyczne.
W Niemczech lekarz płaci nie tylko odszkodowanie rodzicom, jeśli odmówi badań, a dziecko urodzi się chore, ale też łoży na to dziecko alimenty.

Wydanie: 16/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy