Profesor Tadeusz Zieliński

Odszedł człowiek, który współtworzył Trzecią Rzeczpospolitą i który do kresu swego życia bronił idei państwa prawa oraz bezpieczeństwa społecznego

28 września 2003 r. w Krakowie zmarł prof. Tadeusz Zieliński. Przez prawie trzy lata opierał się ciężkiej chorobie. Starał się więc żyć jak człowiek zdrowy. Do ostatniej chwili pracował. Jeszcze kilka dni przed śmiercią wybrał się do Warszawy na posiedzenie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, gdzie nie tylko przewodniczył obradom, ale i wygłosił referat, jak zwykle pełen interesujących uwag. Po powrocie, już czując się bardzo źle, zdążył napisać felieton do „Przeglądu”. Niestety, ostatni.
Odszedł człowiek, który współtworzył Trzecią Rzeczpospolitą i który do kresu swego życia bronił piórem i własną działalnością idei państwa prawa oraz bezpieczeństwa społecznego.
Urodzony w 1924 r. mógł dopiero po wojnie rozpocząć studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, które zresztą ukończył błyskawicznie. W 1950 r. uzyskał stopień doktora praw również w Krakowie, na podstawie rozprawy o współsprawstwie w prawie karnym.
Po ukończeniu aplikacji i dwuletniej asesurze w Sądzie Powiatowym dla Miasta Krakowa dano mu do zrozumienia, że nie ma dla niego miejsca w sądownictwie. W 1952 r. został arbitrem w Okręgowej Komisji Arbitrażowej w Krakowie, ówczesnym jakby sądzie rozstrzygającym spory między jednostkami gospodarki uspołecznionej. Tam też kierunek jego zainteresowań przesunął się z prawa karnego w stronę prawa cywilnego. W 1954 r. ukazuje się jego pierwszy artykuł, poświęcony postępowaniu egzekucyjnemu („Nowe Prawo” 1954, nr 9), a pół roku później publikuje na łamach prestiżowego „Państwa i Prawa” (nr 12) liczący się przez wiele lat artykuł o naczelnych zasadach procesu arbitrażowego. Potem pojawiają się następne, wszystkie z dziedziny najszerzej pojętego prawa cywilnego.
W 1958 r. rezygnuje z pracy w Okręgowej Komisji Arbitrażowej, uzyskuje wpis na listę adwokatów i przyjmuje propozycję prof. Mariana Cieślaka zatrudnienia w Katedrze Postępowania Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego w charakterze asystenta i starszego asystenta.
W 1962 r. przechodzi do Katedry Prawa Pracy na tym uniwersytecie i od tej chwili aż do przejścia na emeryturę pozostanie organizacyjnie związany z uprawianiem nauki oraz dydaktyki w dziedzinie prawa pracy.

Prawo pracy stało się

zresztą już od 1958 r. głównym punktem zainteresowań naukowych dr. Tadeusza Zielińskiego. W latach 1958-1967 ukazało się jego 11 rozpraw, artykułów i glos razem wziętych poruszających kluczowe kwestie na obszarze prawa pracy i ubezpieczeń społecznych. Z zakresu tego prawa zostanie wkrótce napisana rozprawa habilitacyjna („Nieważne rozwiązanie stosunku pracy”, Wyd. UJ, Kraków 1968). W tej dziedzinie otrzyma tytuł profesora najpierw nadzwyczajnego w 1978 r., po opublikowaniu rozprawy „Stosunek prawa pracy do prawa administracyjnego” (PWN, Warszawa 1977), już po przeniesieniu się na Uniwersytet Śląski. Otrzyma też 12 lat później tytuł profesora zwyczajnego w tej samej dziedzinie, tym razem już na Uniwersytecie Jagiellońskim, do którego powróci w 1982 r., aby objąć kierownictwo Katedry Prawa Pracy i Polityki Społecznej.
Wśród 240 publikacji mających charakter naukowy znajduje się aż 16 książek. Obok nich blisko dwie setki felietonów i artykułów publicystycznych, niezliczone wywiady, sporo wykładów gościnnych w Polsce i za granicą. Fundamentalne znaczenie dla rozwoju prawa pracy – nie tylko w znaczeniu dyscypliny naukowej, ale i gałęzi prawa pozytywnego – mają rozprawy „Nieważne rozwiązanie stosunku pracy” z 1968 r., „Klauzule generalne w prawie pracy” z 1988 r. i „Podstawy rozwoju prawa pracy” z tego samego roku. Podstawowe myśli wyrażone w owych pracach – konieczność zapewnienia racjonalnej stabilizacji stosunku pracy, sposób interpretacji klauzul generalnych i ich rola nie tylko w prawie pracy, niezbędność uznania prawa ubezpieczeń społecznych za odrębną i samodzielną gałąź prawa – stały się paradygmatami współczesnego prawa pracy i nie tylko tego prawa. Nie można tu nie wymienić trzytomowego dzieła z 1986 r. – „Prawa pracy. Zarysu systemu”. Na blisko 1,1 tys. stron tych trzech tomów przedstawione zostały po raz pierwszy w Polsce kompleksowo i koherentnie wszystkie instytucje ustawodawstwa pracy. Autor omawiał je wnikliwie i wielopłaszczyznowo, z wykorzystaniem około 3 tys. rozmaitych rozpraw, monografii, komentarzy i glos.
Ktoś kiedyś celnie zauważył, że prof. Tadeusz Zieliński nie był uczonym gabinetowym. Przypadła mu rola sterowania procesem odchodzenia od modelu prawa pracy charakterystycznego dla gospodarki socjalizmu realnego w kierunku modelu cechującego gospodarkę wolnorynkową. Wyczulony na trudne warunki życia szerokich rzesz pracowniczych

przeciwstawiał się koncepcjom ultraliberalnym

lansowanym przez środowiska pracodawców, na przykład w postaci ograniczenia powszechnej trwałości stosunku pracy. Ostrzegał, że mogą one się przyczynić do rozpalenia konfliktów społecznych i sporów zbiorowych na masową skalę.
W 2000 r. ukazał się „Komentarz do kodeksu pracy” opracowany przez zespół autorów działający pod jego kierunkiem. Przewodniczył Komisji do Spraw Reformy Prawa Pracy, w której poszukuje się kompromisu w obliczu żądań rozluźnienia reguł chroniących poczucie bezpieczeństwa prawnego pracownika. Zaś dowodem uznania jego dorobku naukowego jest członkostwo w takich instytucjach naukowych, do których przynależność zawsze jest odczytywana jako szczególne wyróżnienie. Chodzi tu przede wszystkim o członkostwo w Polskiej Akademii Nauk (od 1994 r.), powołanie na członka Prezydium PAN w latach 1996-1998, bardzo aktywne i pełne inwencji przewodniczenie Komitetowi Nauk Prawnych PAN w latach 1996-2003, przynależność do Société Internationale de Droit du Travail et de la Sécurité Sociale z siedzibą w Genewie oraz Institut für Sozialrecht w Bochum.
Swobodnie poruszał się na obszarze teorii i filozofii prawa, prawa karnego i procesu karnego, prawa administracyjnego i konstytucyjnego. Nie ma chyba kluczowego problemu w polskiej teorii i praktyce stosowania prawa wobec obywateli, który nie znalazłby odbicia w twórczości prof. Tadeusza Zielińskiego. Łatwiej byłoby wymienić to, czym się nie zajmował, jeżeli owocny w ogóle miałby być trud takich poszukiwań. Szczególnie po ukazaniu się jego dwóch głośnych książek – „Czasu prawa i bezprawia” i dwa lata później „Labiryntu praw i obyczajów” – napisanych z myślą, że przeczytają je wszyscy, którzy interesują się

stykiem prawa i ustroju państwa

z jego wcielaniem w życie codzienne, bez względu na wykształcenie, w tym również prawnicze. Nie pozostaje nic innego, jak odesłać do nich tych, którzy jeszcze nie mieli ich w ręku, zapewnić, że są napisane świetną polszczyzną, pełne błyskotliwych i arcycelnych uwag, mimo że dotyczą współczesnych wydarzeń widzianych przez szkiełko prawnika i mędrca w jednej osobie, dotyczą problemów nigdy nietracących na aktualności.
Jak prof. Zieliński widział prawo? Wydaje się, że jego podejście można zaakceptować jako racjonalistyczny neopozytywizm, korygowany przez system ogólnoludzkich wartości, których pogwałcenia nie może usprawiedliwić żadne prawo. Źródło tych wartości widział w dorobku historycznym ludzkości, w którym szczególne miejsce zajmują racjonaliści w starożytności. Widział je także w epoce oświecenia. Był jednym z pierwszych w Polsce, którzy pisali, że prawo w państwie demokratycznym ma również własny wewnętrzny system wartości. Przez całą twórczość prof. Tadeusza Zielińskiego przewijał się motyw szanowania litery prawa i nawoływania do jego stabilności, a więc do dokonywania w nim zmian, gdy są naprawdę konieczne i nie z mocą wsteczną. Odrazę w nim budziło częste niestety naginanie norm prawnych dla celów doraźnych, a szczególnie wypadki, które celnie nazywał łamaniem prawa polityką.
W jednym z felietonów w „Przeglądzie” prof. Tadeusz Zieliński wypomniał niektórym politykom, że pomysł tzw. czasowego zamrożenia rewaloryzacji rent i emerytur oraz przekazywania składek na otwarte fundusze emerytalne narusza przepisy konstytucji. Z przekorną ironią wspomniał, że należałoby zatem wpierw „zamrozić niektóre przepisy… samej konstytucji”.
Bezkompromisowość poglądów i postawy społecznej musiała doprowadzić go w latach 80. do konfliktów z władzami PRL i do zakładania Komitetu Helsińskiego, którego został bardzo aktywnym członkiem. W 1989 r. wziął udział w obradach Okrągłego Stołu po stronie solidarnościowej, a wkrótce potem na plakacie wyborczym pojawiło się jego zdjęcie z Lechem Wałęsą. Został wybrany do Senatu. W Senacie przewodniczył Komisji Ustawodawczej, oddając swój czas, talent i wiedzę przetwarzaniu polskiego prawa. Warto przypomnieć, że był jednym z inicjatorów i autorów ustawy z 23 lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. Znaczenie tej ustawy w przywracaniu wiary w sens sprawiedliwości, niestety, często bardzo już spóźnionej, od pierwszej chwili było oczywiste dla wszystkich tych, którym leżało na sercu naprawienie krzywd wyrządzonych w PRL.
W 1992 r. objął stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Jego bezkompromisowość w poszanowaniu prawa i w wymaganiu tego od innych, opozycji wobec relatywizmu prawniczego, musiała narazić go na konflikty z tymi, którzy nie mogli lub nie chcieli zrozumieć, że Rzecznik Praw Obywatelskich jest rzecznikiem praw wszystkich obywateli i prawa równego dla wszystkich. Wśród epitetów, jakich mu niektórzy nie skąpili, jeden zabrzmiał jak wyszukany komplement – jest

„kustoszem przestarzałych przepisów”.

Był niestrudzony w przypominaniu, że prawa w naszym państwie są także dla należących do sfer najuboższych i nie mających żadnych koneksji.
Jednym z najtrudniejszych problemów, z jakim przypadło prof. Zielińskiemu się zmierzyć, był problem nieposłuszeństwa obywatelskiego. W pewnych kołach oczekiwano, że każda forma nieposłuszeństwa prawu musi znaleźć poparcie rzecznika. Jego stanowisko w tej kwestii nie może nie budzić aprobaty. W 1995 r. w Sejmie powiedział: „Obywatelskie nieposłuszeństwo nie może być wtedy realizowane, gdy obywatele mogą dochodzić swych racji przed niezawisłymi trybunałami. Nikt nie może bowiem w państwie prawnym wynosić się ponad sądy i uzurpować sobie prawa do narzucania swego rzekomo „jedynie słusznego” poglądu”. Kropką nad i jest zaś zdanie: „Obywatelskie nieposłuszeństwo ma być środkiem obrony moralnej prawa, a nie sposobem pomiatania prawem przez tych, którym marzy się staropolskie liberum veto”.
Pod koniec swojej kadencji podjął się kandydowania na stanowisko Prezydenta RP z ramienia Unii Pracy, z góry wiedząc, że nie ma szans powodzenia. Jestem przekonany, że dobrze zdawał sobie sprawę, iż jedyne, co może skutecznie zrobić, to przedstawić inną alternatywę ułożenia stosunków społecznych w Trzeciej Rzeczypospolitej. Zaoferowanie mu i przyjęcie w 1997 r. teki ministra pracy i spraw socjalnych na okres niecałego niestety roku było już prostą konsekwencją szacunku, jakiego przysporzyła mu funkcja Rzecznika Praw Obywatelskich.
Osobowość człowieka zdradza wszystko, co czyni, jak reaguje na wszelkie bodźce, co lubi i co wzbudza w nim odrazę. W jego świetnych felietonach publikowanych na łamach „Przeglądu” zawsze pojawiały się odesłania i cytaty z literatury, a zwłaszcza filozofów starożytnych. Żegnając się z nim, nie sposób więc powstrzymać się przed określeniem go słowami jego ulubionego języka: homo frugi omnia recte facit – człowiek zacny czyni wszystko dobrze.

Prof. dr hab. Stanisław Waltoś
Uniwersytet Jagielloński

 

Wydanie: 41/2003

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy