Przestarzała tarcza

Przestarzała tarcza

Chcemy instalacji rakiet Patriot, których Amerykanie… już nie produkują

Administracja amerykańska, szczególnie Departament Stanu oraz Pentagon nie mogą się jeszcze otrząsnąć po policzku, który USA otrzymały od dotychczasowego wiernego sługi, za jakiego uważa się w Waszyngtonie Polskę. Tym bardziej że ten piekący policzek został wymierzony właśnie w dniu święta narodowego Stanów Zjednoczonych. Dotychczas wierna i gotowa na każde skinienie Polska zamroziła negocjacje na temat tarczy antyrakietowej, nie przyjmując amerykańskich warunków. Jest to fakt już powszechnie znany. W Ameryce większym problemem jest natomiast próba rozszyfrowania, po co min. Fotyga przyleciała nad Potomac i co chciała załatwić, zwłaszcza że jej głównym rozmówcą był nie kto inny jak ambasador RP w Waszyngtonie.
Faktycznie sedno problemu elementów tarczy antyrakietowej na naszym terytorium, a szerzej

zwiększenia gwarancji bezpieczeństwa

dla naszego kraju, leży zupełnie gdzie indziej. Oczywiste jest, że tarcza będzie systemem globalnym, ale za ok. 30 lat. Jest możliwość włączenia się do tego przedsięwzięcia Rosji, ale w dość odległej przyszłości. Istnieje również oczywiście możliwość, ale tylko hipotetyczna, że za kilkanaście lat nie będzie już państw bandyckich.
Jednak na dzisiaj i bliskie jutro tarcza zagraża przede wszystkim Rosji poprzez możliwość obezwładnienia części jej ofensywnego potencjału rakietowego. Baza antyrakietowa na terytorium północnej Polski skierowana jest przede wszystkim przeciwko rosyjskim silosom zlokalizowanym na Półwyspie Kola. To, że ten właśnie półwysep jest optymalnym obszarem dla wyrzutni rakiet skierowanych na USA i Kanadę, jest niewątpliwe. W nieustannej grze i wzajemnym szachowaniu się wybudowanie w Polsce infrastruktury antyrakietowej wybija Rosji poważną część atomoworakietowych zębów. Rosjanie nie będą zasypiali gruszek w popiele. Oni muszą zneutralizować bazę poprzez możliwość jej szybkiego obezwładnienia, jeszcze przed wystrzeleniem antypocisków. Możliwości są dwie. Pierwsza to desant morskich i powietrznych oddziałów specnazu i zniszczenie bazy wraz z przyległościami. Druga to po prostu skierowanie dodatkowych rakiet średniego i bliskiego zasięgu w bazę i jej przyległości.
Zarówno prewencyjny atak specnazu, jak i atak rakietowy na ową bazę trzeba poważnie brać pod uwagę. Oczywiście trudniejsza jest sprawa skutecznej obrony przed atakiem rakietowym. Zbudowanie mobilnego systemu antyrakietowego nie jest zadaniem łatwym ani tanim. Tym bardziej że zastosowane technologie należą do unikalnych. Praktycznie tylko dwa państwa mają operacyjne systemy antyrakietowe. Zdaniem specjalistów, Rosja ma większe osiągnięcia w dziedzinie operacyjnych technologii antyrakietowych niż USA. Przez dłuższy czas rosyjskie S-300 były znacznie lepsze i około trzykrotnie tańsze od amerykańskiego odpowiednika, czyli patriotów. Ten system modernizowano, kolejno powstawały Patriot 1, 2 i 3. Patriot 1 sprawdził się w czasie Pustynnej Burzy. Ale od tego czasu upłynęła już w zakresie technologii rakietowych niemalże cała epoka. Zbudowano dwie kolejne mutacje, które czyniły system sprawniejszym, ale również sporo droższym. W roku 2004 wszedł substytut Patriota, operacyjny pocisk antyrakietowy THAAD o stosunkowo dużej sprawności i możliwościach przechwytywania. Tyle że

horrendalnie drogi.

W tym samym roku przerwano produkcję patriotów i podjęto seryjną produkcję nowego systemu. W tym samym okresie Rosjanie wybudowali też nowy system S-400. Również znacznie sprawniejszy od poprzedniego i sześciokrotnie tańszy od amerykańskiego THAAD.
Logiczne byłoby, żeby Amerykanie osłonili swoją bazę w Polsce oraz terytorium swojego bliskiego sojusznika najlepszym systemem antyrakietowym. Ale o tym nie ma mowy. Wielką łaską Ameryki jest zaoferowanie czasowego, rotacyjnego stacjonowania w Polsce mocno już przestarzałych patriotów, będących w zasobach amerykańskiej armii stacjonującej w Europie. Zamysł jest prosty. Na miesiąc w kwartale dzielni amerykańscy boys przyjeżdżaliby ze swoimi patriotami na polski poligon. Wykonywaliby tam próbne strzelania i wracali do Niemiec. Ponieważ rejon, gdzie ma być budowana baza pocisków antyrakietowych systemu NMD, znajduje się w pobliżu Słupska, a polski poligon do strzelań przeciwlotniczych z kolei to Wicko niedaleko Ustki, zaproponowano, że bateria patriotów będzie stacjonować właśnie w Wicku. I ćwiczyć oczywiście. Mądre i sprytne, powie ktoś. Naturalnie tak. Tyle że ci sprytni to akurat nie my. Amerykanie w tej koncepcji, której przyklaskują bracia Kaczyńscy, mieliby za darmo poligon, ćwiczenia i… A my? – zapyta ktoś niegrzecznie. Dla nas pozostałaby chwała, że mamy bazę antyrakiet i przez cztery miesiące w roku baterię, za każdym razem inną, pocisków Patriot. Rząd Tuska nie zgodził się na takie mało pociągające dla nas rozwiązanie. Zażądano więcej patriotów, chociaż należałoby zgodnie ze zdrowym rozsądkiem poprosić o nowoczesne pociski THAAD, a nie przestarzałe już patrioty. Amerykanie są nawet gotowi przystać na nowe polskie życzenia, tylko że… rakiet Patriot już się nie produkuje. Jeżeli administracja amerykańska zażąda, producent wznowi produkcję. Jak Polacy chcą. Pozostają koszty, o których dżentelmeni głośno nie mówią, chociaż wyciągają skwapliwie ręce. Koszt jednej baterii systemu Patriot, czyli sześć razy cztery popularne rury, tj. 24 rakiety, plus trzy ruchome stacje radarowe – naprowadzające, cztery wozy techniczne i zapas, czyli po dalsze trzy pociski w kasetach na jedną rurę to ok. 360 mln dol. Tzn. niezupełnie, bo jest to cena dla armii amerykańskiej. My, bliscy sojusznicy musielibyśmy, jak nam uprzejmie wyliczono, zapłacić za jedną kompletną baterię ok. 600 mln dol. No i jeszcze jakieś 50-60 mln za szkolenie personelu, dalsze sumy za serwis itd. Żeby w miarę skutecznie osłonić nasze terytorium, potrzebujemy jakieś 16 baterii. Koszty astronomiczne,

efekt zaś iluzoryczny,

bo rosyjskie nowe pociski bliskiego zasięgu systemu Iskander na pewno nie zostaną przechwycone przez system Patriot. Również rakiety starszych generacji, np. łuny i toczki, stacjonujące w zonie Kaliningradu w znacznej większości przedrą się przez osłonę złożoną z systemu Patriot. Rząd Tuska wysunął postulaty, żeby na naszym terytorium stacjonowały stale trzy, cztery baterie systemu Patriot. Podniesie to na pewno ducha, ale w istotny sposób nie poprawi bezpieczeństwa. Amerykanie natomiast oferują na obecnym etapie po prostu sprzedaż. Za ogromne pieniądze. Byłaby to transakcja podobna do zakupu też nowych fabrycznie, ale przestarzałych generacyjnie samolotów F-16. Nawet ładnie się prezentujących, jednak mocno awaryjnych i piekielnie drogich. No cóż, jeżeli chcemy wydatkować kolejne 3 mld zł na przestarzały już system, amerykańskiemu establishmentowi to nie przeszkadza. Wprost przeciwnie.

 

Wydanie: 31/2008

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy