Pułtusk uczy skutecznie

Pułtusk uczy skutecznie

Nad Narwią powstała uczelnia, w której studia zaoczne nie są ślizganiem się po wiedzy

Szkoła powstała z marzeń i wspomnień. Prof. Andrzej Bartnicki, historyk, rektor Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku, długo opowiada o swoich amerykańskich zachwytach. Opartą na tamtejszych wzorach uczelnię chciał otworzyć w Polsce. Wybrał Pułtusk, bo pochodzi ze wsi i chciał, żeby prowincja miała blisko na uniwersytet. Jednak słowa „prowincja” nie lubi, gdyż to oznacza stan umysłu, a nie miejsce.
Jaki jeszcze argument przemawiał za Pułtuskiem? W tym miasteczku na praktykach studenckich poznał żonę.

Co wyciśnie uparty student?

W 1994 r. kilkudziesięciu profesorów UW – dziś przyznają, że kierował nimi bunt przeciwko istniejącym wzorcom edukacji – założyło towarzystwo edukacyjne Atena. Uczelnia zaczynała od studiów licencjackich na trzech kierunkach: filologii polskiej, historii i pedagogice. Teraz ma pięć kierunków, a na naukach politycznych i historii uzyskała uprawnienia nadawania tytułu doktora. Zatrudnia 300 profesorów i doktorów habilitowanych. Jak zaznacza rektor, są to nie tylko osoby znakomite merytorycznie, ale i niekonfliktowe, potrafiące pracować w zespole. Na wykłady przyjeżdżają goście z zagranicy. Kultową postacią (takiego określenia używają studenci) jest prof. Konstanty Wojtaszczyk, dziekan nauk politycznych, znany z barwnych wykładów i wielkich wymagań.
Swój wykład właśnie kończy prof. Jerzy Woźnicki, były rektor Politechniki Warszawskiej. Humanistom dobrze robią wykłady z pogranicza nauk technicznych.
Uczelnia ma własne, obszerne budynki, znakomicie wyposażone sale wykładowe, studio telewizyjne i radiowe. Od kilku lat jest w czołówce. W tym roku zajęła drugie miejsce (ranking „Perspektyw” i „Rzeczpospolitej”) na liście niepaństwowych uczelni magisterskich. W tej sytuacji wśród wykładowców określenie „Oksford nad Narwią” przyjmowane jest z wielką łaskawością. Podkreślają też, że odległość od stolicy dobrze robi atmosferze nauki. Jeszcze jedna złota myśl, którą słyszę, to stwierdzenie, że uparty i pracowity student wyciśnie z uczelni bardzo wiele. W końcu nawet języki obce wykładane są w nowoczesnych laboratoriach. Trzeba tylko chcieć.
W uczelni obowiązywała zasada: co zarobiono, natychmiast inwestowano. Tak powstały akademik na 100 miejsc, wspaniała, przyjazna studentowi biblioteka, no i skomputeryzowana czytelnia. Stoi już budynek dla europeistyki. Kierunek ruszy, gdy minister edukacji zatwierdzi program.
Na wszystko, co budowali, nie brali kredytów, nie mieli dotacji, za to dostawali międzynarodowe granty.

Olimpia przyjechała z gór

Na WSH studiuje 13 tys. studentów, tylko co piąty na studiach dziennych. Dlaczego preferują studia zaoczne, zwykle mające marną opinię? – Nie jest ważne, ile godzin student się uczy, ale z jaką skutecznością – tłumaczy prof. Bartnicki. – Można przespać dziesiątki wykładów i nic z tego nie mieć. U nas każdy zaoczny poza obowiązkowymi godzinami ma wiele konsultacji z profesorami, pisze obowiązkowe prace. Poza tym dzisiejsze pokolenie jest dojrzalsze, chce i uczyć się, i pracować. Trzeba mu to umożliwić.
Zaoczni dojeżdżają autobusami, organizują się wokół właścicieli samochodów, wynajmują autokary.
Sławę WSH początkowo budowały nazwiska wykładowców, czołówki polskiej humanistyki. Teraz wzmacniają ją pozytywne opinie absolwentów. Właściwie wszyscy chętni są przyjmowani, decyduje tylko rozmowa kwalifikacyjna. Jednak potem zaczynają się schody, czyli wymagania. Po pierwszym roku odpada ok. 10% studentów.
Krzysztof Miszewski na swoich naukach politycznych jako specjalizację wybrał marketing polityczny. Kończy studia i widzi się albo w swojej firmie, albo w administracji państwowej. A może będzie bliżej działalności społecznej? Podobnie myśli o dwa lata młodszy Przemysław Hanc. – Kiedyś możliwości zatrudnienia po takich kierunkach sprowadzały się do dyplomacji lub instytucji centralnych. Teraz można miedzy innymi uczestniczyć w polityce lokalnej – tłumaczy prof. Krzysztof Michałek, prodziekan na Wydziale Nauk Politycznych i dodaje, że w przeszłości były tu tylko trzy specjalizacje. Teraz jest dziesięć, bo trzeba reagować na zapotrzebowanie. Na przykład gdy Polska przystąpiła do NATO, wprowadzono politykę obronną.
Marta Kowalska (III rok zarządzania) na studia zarabia w czasie wakacji. Na Olimpię Zając z Zakopanego składają się mama i babcia. Ona sama pomaga znakomitymi ocenami, które dały jej stypendium. Ale dziś o co spytasz Olimpię (V rok nauk politycznych), i tak usłyszysz o fantastycznym festiwalu teatralnym, który w odbędzie się w maju. Tak, Olimpia jako rzecznik imprezy na pewno jest skuteczna. – Jednak boję się przyszłości – mówi. – Absolwenci uczelni prywatnych ciągle muszą przekonywać pracodawców, że są znakomici. A ja przyjechałam tu z Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Pułtusk był świadomym wyborem.
Nauki polityczne żyją debatami parlamentarnymi. Z tej niekonwencjonalnej formy zaliczenia dumni są i wykładowcy, i studenci. Niewyspani, bo każda debata to maraton. Trzeba wcielić się w wylosowanego polityka i bronić swoich racji. – Najlepsi są ci, którzy muszą się wcielić w osoby, których nie akceptują – śmieje się Przemysław Hanc.
Debatom przysłuchują się zaproszeni politycy. – To wszystko zbliża studentów do realnego życia politycznego – tłumaczy prof. Michałek. Dodaje, że jest amerykanistą, rozczarowanym lekko, bo studenci jako specjalizację wybierają chętniej europeistykę. Właśnie skończył dyskusję. Omawiano scenariusze dla Bliskiego Wschodu. Odpowiadano na pytanie, jak długo będzie w Iraku wprowadzana demokracja. Bo dyskutują tylko o tym, co aktualne.

Wydanie: 17/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy