Rokita wojuje, Kaczyński miłuje

Rokita wojuje, Kaczyński miłuje

Jakież to szczęście, że Jan Rokita nie jest premierem i na życie zarabia jako dziennikarz Springerowskiego „Dziennika”. Tak niedawno aspirował do funkcji szefa rządu, a jego niebywałe ambicje opisywały niektóre media. Do dziś gdzieniegdzie wiszą jeszcze plakaty „Premier z Krakowa” z jego podobizną. Co by było, gdyby to marzenie się ziściło? Po wydarzeniach na pokładzie samolotu Lufthansy strach pomyśleć, jacy ludzie ocierają się o stery rządowe. Pana Rokitę znają od tej innej strony nie tylko niemieckie linie lotnicze. Okazuje się, że nasz LOT też ma z nim i jego kapeluszem duże problemy. Tyle że LOT na polskich lotniskach musi znosić wybujałe ego Rokity, a Lufthansa nie musi. To spora różnica. Ale ten dociekliwy analityk wielkich problemów jakoś jej nie zauważył. I nie widzi jej do tej pory. Realia przysłoniły mu kapelusze i płaszcze. I jakby cały ten incydent sam w sobie nie był wystarczająco żenujący, to mamy ciąg dalszy. Ku uciesze publiczności największymi obrońcami Rokity i krytykami Lufthansy stały się wydawane w Polsce Springerowskie gazety. Mamy już więc wojnę polsko-niemiecką, którą wypowiedzieli Rokitowie, i wojnę niemiecko-niemiecką w obronie Rokity. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby polski premier faktycznie był z tego krakowskiego plakatu.
Czy można się więc dziwić, że popularność PO, która Rokitę odsunęła od wpływów, utrzymuje się ciągle na wysokim poziomie? O te słupki sondażowe postanowił zawalczyć Jarosław Kaczyński, mający kompleks polityka, który nigdy, nawet w czasach prosperity PiS, nie był przez naród kochany. Przypuszczam zresztą, że z wszystkich haseł PO najbardziej irytowała go polityka miłości Tuska. Ze spóźnionym refleksem powtarza więc stare cudze hasła. Kompiluje wypowiedzi polityków sprzed lat, jeśli tylko mu to dziś pasuje. Nawet tak znane jak gen. Jaruzelskiego „partia ta sama, ale nie taka sama” z lat 80.
Jałowość ocen i widoczną bezradność wobec realnych problemów kraju próbuje prezes nadrobić pomysłami reklamowymi. Stąd te wszystkie billboardy, spoty telewizyjne i nowe stroje. Jarosław Kaczyński do nowej roli przyodziany został przez najlepszych stylistów. Trzeba też uczciwie przyznać, że teraz wygląda znacznie schludniej niż ongiś. Ale bez przesady z tą nowością stylu. To ciągle nie za wysoka półka. Popatrzmy więc, co poza nowym opakowaniem proponuje prezes PiS? Przede wszystkim bardzo silnie eksponuje rolę kilku kobiet, nowych liderek programowych partii. Byłoby to ciekawe, gdyby nie kompletny brak konsekwencji Kaczyńskiego. Bo z jednej strony nowe twarze, a z drugiej? Nawet nie trzeba głęboko grzebać. Wystarczą ostatnie dni. Prezes PiS do sejmowej komisji śledczej zgłasza Macierewicza i wychwala osiągnięcia takiego szkodnika i nieudacznika jak były minister skarbu Wojciech Jasiński. Osiągnięcia Macierewicza poznali na własnej skórze nasi żołnierze w Afganistanie, a sukcesy Jasińskiego to wycięcie wszystkich kompetentnych ludzi w spółkach skarbu państwa i powołanie ludzi PiS. Miernych, ale wiernych. I pazernych. Do niczego się nie nadawali. Ale odprawy wzięli astronomiczne. Rekordzista ponad 5 mln zł. Tak wyglądało niedawno państwo pod rządami PiS. Prezes Kaczyński o tym zapomniał. Ale większość Polaków jeszcze o tym pamięta.

Wydanie: 7/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy