Po kiego grzyba?

Ponieważ potwór z Loch Ness przestał się w Szkocji pokazywać, a kręgi w zbożu we wsi Wylotowo zostały znowu odciśnięte i w dalszym ciągu nie wiadomo, kto je robi, ponieważ sprawców osłania zawsze tajemnicza mgła, która spowodowała, że ma powstać wokół wioski pole namiotowe z łowcami kosmitów, co bardzo cieszy sołtysa, bo 80% tego przedsięwzięcia pokryje Unia Europejska, i ponieważ gorzej ma inny były sołtys, obecnie poseł, Jerzy Gruszka, któremu żona, gdy się dowiedziała, że został przewodniczącym najnowszej komisji śledczej, powiedziała: „Zgodziłeś się za psa, szczekaj jak pies”, zastanawiałem się, co może być w tym roku przebojem sezonu ogórkowego.
Po długim, męczącym, bo w upale, myśleniu, doszedłem do wniosku, że zdecydowanym hitem lipca są wyczyny Eriki Steinbach, która postanowiła jako Związek Wypędzonych obejść 60. rocznicę powstania warszawskiego, co pewnie zaowocuje tym, że wojska niemieckie poczują się wypędzone i z Warszawy, a Erika Steinbach stanie na czele powstańców mówiących językiem Goethego.
Sądzę, że tak będzie, ponieważ naszych kombatantów na obchody nie zaprosiła.
Drugim hitem jest postawa samego kanclerza Niemiec, który od miesiąca ubiega się o dodatkową posadę, bo wygląda na to, że chce zostać także ministrem finansów naszego kraju.
Takie to przemyślenia nawiedziły mnie podczas zbierania grzybów na Mazurach. Zbierania w sposób nieetyczny i prymitywny, czyli wyniesiony z domu rodziców, którzy mieszkali w środku lasu, ponieważ ktoś kombinuje, żeby zbierać je mogli tylko ci, którzy posiadają kartę grzybiarza. I taki obywatel z kartą grzybiarza idzie sobie do lasu i zbiera borowiki bez najmniejszego problemu – takie, jakie tylko chce. Po prostu czuje się pełnoprawnym obywatelem naszej dżungli.
A taki bez karty idzie przez zagajnik, widzi prawdziwka z kapeluszem jak talerz do zupy, już chce go zerwać, kiedy przypomina sobie, że jej nie posiada, i mówi z płaczem: „Cholera jasna, przecież ja nie mam karty grzybiarza i nie wolno mi zrywać, bo pójdę do więzienia, bo za to na pewno będą sadzać”. A tu idzie facet z kartą grzybiarza i powiada: „No i co, frajerze, nie ma się karty!!!”. I sruuu mu tego grzyba spod nóg.
Ale najgorzej będzie, kiedy się pójdzie do lasu i przy drodze znajdzie się trzydzieści prawdziwków w jednym miejscu, a okaże się, że karta grzybiarza została w domu. To będzie gorsze od snu, że się ma dwie teściowe.
Myślę, że po wprowadzeniu takiej karty powinna powstać jeszcze jedna – karta idioty.

Wydanie: 31/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy