Kłamstwa demokratyczne

Kłamstwa demokratyczne

Overview

Ryba psuje się od głowy, a demokracja od mediów. Gdy przeczytałem gdzieś wzmiankę Stanisława Brzozowskiego, że nie lubi demokracji z powodu rozpowszechnionej w tym ustroju nieprawdy, nie bardzo wiedziałem, co go doprowadziło do takiego poglądu, bo przecież w tyranii czy w zwykłej dyktaturze kłamstwa jest o wiele więcej. Tak, ale w dyktaturze każdy jest przysposobiony do czytania między wierszami, a gdy to dłużej trwa, przyjmuje niemal bezwiednie średniowieczną z pochodzenia filozofię dwóch prawd – oficjalnej i prywatnej. Dzięki temu staje się przenikliwy i krytyczny, edukacyjny aparat tyrana niełatwo wprowadza go w błąd. Porównajcie naiwność dzisiejszej młodzieży z wycwanionymi umysłowo swoimi kolegami z czasów PRL. Demokracja wywodzi się ze szlachetnych ideałów równości, wolności i braterstwa, a w swoich początkach prawdomówność stawiała bardzo wysoko w hierarchii cnót. Według Monteskiusza (tego od trójpodziału władz) cnota jest podstawą demokracji, jak też wszelkich rządów republikańskich, tak jak honor jest niezbędny, żeby mogła trwać szlachetna monarchia. Upadek moralności – a poniżenie prawdy jest znamieniem rozkładu etycznego – zapowiada upadek demokracji. Sprawę trzeba widzieć w jej złożoności. Empirycznie biorąc, demokracja jest wielopartyjna, a partie nieustannie ze sobą rywalizują lub wprost walczą. Nie ma obiektywizmu tam, gdzie ma miejsce walka lub rywalizacja bez wytchnienia. Obiektywizm to pewna postać prawdy.

Nie widzę, żeby przekonanie o kryzysie demokracji było w świecie szeroko rozprzestrzenione, ale niektórzy myśliciele straszą, że taki kryzys zachodzi lub nadciąga. Bardzo w naukach społecznych respektowany XX-wieczny filozof Karl Popper przed śmiercią głosił, że trzeba zlikwidować telewizję, bo w przeciwnym razie ona zniszczy demokrację, gdyż jest przepotężnym narzędziem kłamstwa.

Pojawiły się słowa (fake news, postprawda, wojna informacyjna), które świadczą, że w prasie i mediach elektronicznych, w życiu publicznym w ogóle, nieprawda, fałsz czy kłamstwo znormalniały i że z tych uczynków już nie trzeba się spowiadać.

Wszystkie telewizje kłamią, najczęściej przez przemilczenie, ale każda na swój sposób. Przejdźmy do konkretu. Telewizja Polsat okazała się na tyle odważna, że zaprosiła Jerzego Urbana. I na tym jej odwaga się skończyła. Byłem ciekaw, jak każdy, co Urban powie, bo chociaż nie jestem zwolennikiem jego obecnej postmodernistycznej lewicowości, to też jak niemal każdy cenię jego sądy, oceny i w ogóle poglądy w sprawach publicznych. Jednakże prezenterka prowadząca z nim rozmowę zadawała tak głupie i zdarte od ciągłego używania pytania, że on nie miał możliwości sformułowania swojego zdania. Widać było, że postanowił sobie odpowiadać rzeczowo na pytania, jakiekolwiek by one były, ale widocznie nie przewidział, że nie będzie pytań, tylko zarzuty i oskarżenia, nie jakieś oryginalne, lecz te co zawsze od 25 lat. Prezenterka Polsatu szczególnie była zgorszona „kłamstwami” Urbana – rzecznika rządu. W odpowiedzi udało mu się sprostować, że w setkach wypowiedzi były raptem dwa fałsze (ściśle biorąc, nie były to kłamstwa). Jak sobie przypominam, konferencje prasowe Jerzego Urbana denerwowały ludzi, ale nie dlatego, że mówił nieprawdę, lecz z tego powodu, że rozmijały się z ogólnym stanem ducha, jaki wówczas w Polsce panował. Korespondenci zagraniczni w większości byli jego konferencjami zachwyceni, bo były one czymś niezwykłym w obozie socjalistycznym: zerwał on z panującym idiomem, ową drętwą mową ideologiczną i przemawiał w normalnej, doskonałej polszczyźnie. Byli ci korespondenci zaskoczeni tym, że on mówi prawdę, a nie tym, że czasami się z nią mija. W tamtych czasach było nie do pomyślenia wygłaszanie w telewizji takich kłamstw, jakie teraz są na porządku dziennym w TVN czy w Polsacie, nie mówiąc o stacjach tzw. publicznych, które działają, zdaje się, na wariackich papierach.

Ktoś zauważył, że obraz polityki, jaki one kreują, jest bardziej odległy od rzeczywistości niż propaganda okresu stalinowskiego. Polsat to – wydaje mi się, ale oglądam rzadko – stacja stosunkowo umiarkowana, ale i tu można usłyszeć od posła partii Nowoczesnej opinie w rodzaju: poseł PiS jako prokurator stanu wojennego oskarżył „setki, tysiące” opozycjonistów. „Na Majdanie kijowskim zginęło 700 osób” (TVP Info). „Rosja przejęła reparacje niemieckie należne Polsce” (Trwam). „Rząd PiS działa jak agentura moskiewska” (TVN 24). W Rosji polityka wobec homoseksualnych „ma charakter ludobójczy” (TVN 24 BiS). Proszę jeszcze o chwilę cierpliwości. Redaktor Kraśko w TVN 24 BiS w związku z przyjazdem do Polski oddziału wojsk amerykańskich dał taki oto komentarz: „Polacy powinni szaleć z radości, że wreszcie spełniły się ich wielopokoleniowe marzenia o przybyciu wojsk amerykańskich. Marzenie o przybyciu Andersa na białym koniu zrealizowało się ze zwielokrotnioną siłą…” (cytuję z pamięci, lecz wiernie). I na koniec wymówka, że „Polacy przyjmują ten cud biernie”. Oto kiedy według TVN skończyła się szczęśliwie II wojna światowa. Czy w obecnej telewizji utrzymałby się komentator w tym stopniu kompetentny i obiektywny, jak np. Karol Małcużyński? Jakie ja miałem wówczas wymagania, że on mi się wydawał nieobiektywny?

Osobliwością polskich telewizji wszystkich odcieni jest rola, jaką sobie przypisują prezenterzy, a zwłaszcza prezenterki wobec osób zaproszonych do wypowiedzi. Uważają, że zaproszonego, zwłaszcza gdy jest nim ktoś znaczący, należy cały czas naprowadzać na poprawny pogląd, nie dać mu rozwinąć myśli, natomiast samemu popisywać się wiedzą wczoraj zdobytą. Do czego służą te wywiady? Do powtarzania setki razy tych samych „poprawnych” komunałów? Ogłupianie ludzi na masową skalę, ukrywanie, przemilczanie ważnych faktów, przyśpiesza degenerację ustroju, który miał być demokratyczny.

Jeżeli normalna w demokracji rywalizacja partii wytwarza tyle nieprawdy, to co się musi stać, gdy wybuchnie wielki konflikt między ludnością a władzą? Jesteśmy jako społeczeństwo ofiarami fałszywych opisów i wartościowań, jakie powstały podczas buntu lat 80. Tamten bunt przeciw władzy był uzasadniony, a jego skutki, globalnie biorąc, pozytywne, ale nie zmienia to faktu, że pozostała po nim masa fałszywych wyobrażeń. Rzecznik rządu kłamał? Rzecznicy „społeczeństwa” kłamali sto razy więcej i wcale ze swoich kłamstw się nie wycofują, lecz przeciwnie, dodają nowe. Mają nawet swój możny urząd, który tym się zajmuje statutowo.

Wydanie: 40/2017

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 12 października, 2017, 10:01

    W polskiej rzeczywistości medialnej jest naprawdę niewiele nazwisk z których poglądami i opiniami się identyfikuję. Oceny sytuacji, zdarzeń politycznych, społecznych jakie te osoby publicznie prezentują są mi bliskie. Powodują iż w swoich ocenach nie czuję się odosobniony. Sprawiają, że nie czuję się dinozaurem, który nie tylko dawno temu powinien wyginąć, ale też niczego z otaczającej rzeczywistości nie rozumie.
    Do nazwisk tych zaliczam osobę profesora Bronisława Łagowskiego. Panie Profesorze, proszę pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Podobnie do mnie myślących jest więcej niż powszechnie się sądzi.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy