Oto słowo Boże

Oto słowo Boże

Jak powszechnie wiadomo polscy biskupi uwielbiają publicystkę polityczną. Ostatnio jej popis dał biskup Wiesław Mering, który postanowił  poflirtować w swoim szczególnym stylu z Martinem Schulzem, przewodniczącym Parlamentu Europejskiego:

“Naprawdę znam mój Kraj lepiej niż Pan: żyję w mojej Ojczyźnie już 70 lat; zapewniam Pana, że wybory Pana Prezydenta i nowego Rządu w Polsce nie są dowodem braku demokracji.(…) Parlament, pod Pańskim kierownictwem, zajęty jest na pewno bardzo ważnymi sprawami, m.in. długością płomienia świec i ilością wody w spłuczce.(…) Poprawność polityczna idąca w parze z małostkowością nie sprzyja mądrości. Szkoda, że – jak to kiedyś mówił pan Chirac – także <Pan stracił okazję, by siedzieć cicho>.

To w sumie nic nowego. Biskup Merhing zachował się konsekwentnie. Jego koledzy po fachu tuż przed wyborami parlamentarnymi w komunikacie Konferencji Episkopatu Polski pisali:

Wybór partii, ugrupowania, osób, którym należy powierzyć sprawy publiczne, mimo iż dotyczy sumienia każdego z osobna, nie może być wyborem wyłącznie indywidualnym. (…)Dołączam zapewnienie, że Kościół jest solidarny z pracą i prawami politycznymi środowisk, które konsekwentnie, pozytywnie i twórczo angażują się na rzecz cywilizacji życia, praw rodziny i wartości kultury chrześcijańskiej.”

Wiadomo kto reprezentuje w Polsce cywilizację życia, a kto wspiera kulturę śmierci, podkopuje wartości chrześcijańskie i chce zamienić kraj w kulturową Sodomę i Gomorę.

Nikt nie powinien też się dziwić postawie Kościoła w sprawie sporu o Trybunał Konstytucyjny. Obecne przebąkiwania hierarchów kościelnych o tym, iż może warto wykorzystać rocznicę chrztu Polski do zmiany konstytucji też nie powinny być zaskoczeniem. Obecna konstytucja od samego początku bardzo raziła Kościół i była uznawana za coś bezwartościowego. W czasie referendum konstytucyjnego w  maju 1997 r. całe duchowieństwo zaangażowało się w agitację za odrzuceniem projektu konstytucji Polski. Kościół raziło brak odwołania do Boga w preambule konstytucji, a także zapisana w  art. 25 ust. 2 Konstytucji RP „bezstronność w sprawach religijnych, światopoglądowych i filozoficznych” władz publicznych.  Dobrze postawę Kościoła w czasie referendum konstytucyjnego oddają słowa arcybiskupa Michalika, który atakował konstytucję za to, że  „nie broni życia i nie promuje prawa naturalnego. Nie opowiada się przeciwko deprawacji. Nie uwzględnia dobra społecznego, prywatyzacji ani własności. Lansuje wolność, ale ogranicza religijność. Ochrania rodzinę, ale daje prawa dziecku, co jest złe. Wprowadza prawo do milczenia, co jest niebezpieczne, bo może zakazać w pewnym momencie ewangelizacji i wprowadzić zakaz religii. Złe jest również to, że można zrzec się suwerenności na rzecz innych państw”.

Ale kościelna nauka jako wiadomo zmienna jest. I w zależności od rozwoju sytuacji politycznej pojawiają się w niej różne interpretacje. Do obecnych czasów i trwającej gorączki legislacyjnej  najbardziej prawicowego parlamentu w historii Polski i najbardziej konserwatywnego parlamentu w Europie, dobrze pasuje takie oto „Słowo Biskupów Polskich na temat niektórych problemów społecznych” z grudnia 2000 r.:

Demokracja nie jest wszechwładna. Granicę dla demokracji stanowi prawda. Niektórzy przekonują, że o prawdzie, słuszności i zasadach moralnych decyduje większość parlamentarna. Stąd próba rozstrzygania kwestii moralnych w głosowaniu. Głoszenie takich poglądów i wychowywanie społeczeństwa w takim duchu prowadzi do kwestionowania przykazań Bożych i do łamania podstawowych praw człowieka. Powtarzamy za Janem Pawłem II, że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.”

Ale powyższy cytat dotyczył oczywiście innych głosowań niż te, które teraz odbywają się w sejmie. Te obecne są zgodne z prawem bożym.

Kościół będąc elementem zespołu „dobrej zmiany” –  która odstawiła do kąta Trybunał Konstytucyjny, a teraz „porządkuje” prokuraturę i „bezpieczeństwo” nad obywatelami – powinien ponieść taką samą konsekwencję polityczną jak cały obóz władzy. Kiedy „dobra zmiana” się zatnie, a później rozsypie, funkcjonariusze kościelni nie mogą udawać niewinnych owieczek.

Jeśli okres obecnej smuty politycznej  skończy się zaczną pojawiać się zarysy nowego ładu społecznego. Dobrze by się stało jeśli byłby to nie tylko początek zmian politycznych, ale także kulturowych. Trudno bowiem sobie wyobrazić lepszy moment na przeprowadzenie polskiego oświecenia i ostateczny rozwód Kościoła nie tylko z państwem, ale z jakąkolwiek polityką.

Wydanie: 3/2016

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy