Kraj specjalnej troski

Kraj specjalnej troski

Oglądając protesty opiekunów niepełnosprawnych, można było się zastanowić, co jeszcze nie działa w Polsce tak, jak trzeba. Służba zdrowia jaka jest, każdy widzi. Brak jasnych planów co do polskiej energetyki spowoduje, że już niedługo rozpoczną się planowe wyłączenia prądu w ciągu dnia. System wymiaru sprawiedliwości działa tak, że można spędzić w próżni prawnej i w zawieszeniu wiele lat, czekając na rozstrzygnięcia sądowe. System emerytalny leży na łopatkach, a za jakiś czas emeryci będą masowo potrzebowali pomocy socjalnej lub zasilą – nie ze swojej woli – rozwijający się na Zachodzie ruch freeganów. Dla niewtajemniczonych – freeganie to ludzie, którzy chcąc ograniczyć konsumpcję, wykorzystują żywność wyrzucaną na śmietniki.
Na łopatki rozłożyła mnie jednak wiadomość wiceministra ochrony środowiska o stanie wód w Polsce. Nie tylko mamy wody mniej niż Hiszpanie, których sytuacja jest kiepska, ale okazuje się, że jesteśmy na poziomie Afryki. „Przez lata melioracji, osuszania bagien i wycinania lasów w nieodpowiednich miejscach, w Polsce zasoby wody pitnej szacowane są na takie, jakie są w Egipcie”, przyznał szczerze wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski.
Słysząc takie newsy, należy odwrócić pytanie: nie trzeba pytać, z czym jest problem w Polsce, lecz jaka sfera życia zbiorowego działa bez zarzutów. To może się okazać wielkim wyzwaniem. Niewidzialna ręka rynku nie chce zadziałać w wielu przypadkach. Zbawcza prywatyzacja – wbrew obietnicom polskich neoliberałów spod znaku Balcerowicza – także nie przyniosła dobrobytu ani sprawnego systemu. Ekonomizacja wszystkich sfer życia publicznego wytworzyła przez ostatnie 25 lat wąską grupę bogatych, nieliczną klasę średnią oraz całą resztę, która żyje w ciągłym poczuciu braku bezpieczeństwa socjalnego. W tej całej reszcie jest także 25-30% tych, którzy klepią prawdziwą biedę. Nazbierało się tyle nierozwiązanych i kompromitujących elitę władzy problemów, że już nie wystarcza dywanu, pod który można je wszystkie pozamiatać. A kolejne wybory wcale nie muszą rozładować napięcia społecznego, które nasila się w ciszy.
Prof. Marcin Król wyznał ostatnio na łamach „Gazety Wyborczej”, że jako społeczeństwo „doszliśmy do punktu, z którego nie tylko nie widać przyszłości, ale nawet horyzontu. Wszystko zdominowała mgła, mgła demokracji bez serca i liberalizmu bez wolności, wolności wykorzystanej przez siebie i dla innych”. Polski liberalizm okazał się fundamentalizmem rynkowym podlanym neoliberalnym sosem. Wszelkie problemy zbiorowe zostały sprywatyzowane i zredukowane do problemów jednostki. Są ofiary, nie ma winnych, a świadomość społeczną zdominował stadny egoizm. Dlatego – jak twierdzi prof. Król – „staliśmy się nie tylko bezideowi, ale i w konsekwencji bezduszni”.
Przez 25 lat nie powstał w Polsce silny liberalizm kulturowy ani polityczny. Polscy liberałowie za każdym razem okazywali się tylko monetarystycznymi neoliberałami w gospodarce i konserwatystami w sferze kultury. Nie zaistniała również lewica stwarzająca alternatywę dla istniejącego porządku zarówno w sferze ekonomii, jak i w przestrzeni wartości, idei oraz kultury. Chcąc nie chcąc, zostaliśmy sam na sam z ortodoksją rynkową z jednej strony, a z drugiej – z nacjonalistyczno-klerykalnym obozem wyznawców jedynej prawdy.
Swoje krytyczne refleksje prof. Król, przekonany o konieczności przełomu, kończy wyznaniem: „Jaki kształt konkretny będzie miała ta zmiana, nie wiem, chociaż wiem, że nie obędzie się bez ruchów społecznych i wszystkich z nimi związanych niepokojów i obaw”. Warto dodać, że nie każda zmiana jest postępowa. Może również pójść w drugą stronę – bardziej represyjnego, nacjonalistycznego i niesprawiedliwego społeczeństwa. To, czy społeczny gniew będzie upomnieniem się o większą demokratyzację, równość i sprawiedliwość, czy posłuży do nałożenia kajdan, jeszcze większej liczby represyjnych kontroli i utrzymania logiki wyzysku, zależy od aktorów publicznych, od zdolności ludzi do samoorganizacji oraz od nowych liderów politycznych. Czas też zakończyć nazywanie populizmem każdej krytyki niesprawiedliwości stwarzanej przez polski „realny kapitalizm”. Krytyka niesprawnego systemu nie musi być populizmem. Może być upomnieniem się o demokratyzację i ożywczym impulsem, który przywróci polityce jej pierwotne znaczenie – narzędzia zmieniającego i poprawiającego świat, w którym żyjemy.
 

Wydanie: 15/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy