Koronaprezydent

Koronaprezydent

PiS z koalicjantami przeforsowało ustawę o korespondencyjnych wyborach prezydenta, bardzo przy tym zachwalając ten tryb wyborów. A dopiero co prominentni działacze PiS gorliwie przekonywali, że wybory korespondencyjne są niedopuszczalne, bo łatwo je sfałszować i fałszerstwa są nie do wykrycia. Jeszcze niedawno publicznie tak twierdzili stary pisowski wyjadacz i niegdysiejszy spin doktor tej formacji Adam Bielan i młody wilk Marcin Horała.

Jarosław Kaczyński z uporem dąży do wyborów 10, a choćby i 17 maja, bo wie, że kiedy kryzys się rozleje, jego „kandydat idealny” Andrzej Duda nie będzie miał szans. Jak zawsze więc idzie po trupach, w przenośni i – niestety – dosłownie. Coraz częściej przy tej okazji wypominają mu lądowanie za wszelką cenę w Smoleńsku. O co chodzi? Przecież Jarosław Kaczyński do Smoleńska wtedy nie leciał. Jakiś telefon? Macierewicz czegoś jeszcze nie zbadał i ciągle bada? Będzie jakaś sensacja?

Wybory w szczycie epidemii to nie tylko absurd. To zbrodnia! „Spisane będą czyny i rozmowy”, jak mówił poeta.

Te wybory, jeśli nawet na siłę odbędą się w maju, będą po prostu nieważne! Mam nadzieję, że zbojkotuje je większość Polaków, a przede wszystkim zbojkotują je dotychczasowi kandydaci opozycji. Łudzę się, że – po pierwsze – ogłoszą, że w tych wyborach nie będą uczestniczyć, a po drugie, wezwą do bojkotu swoich wyborców.

Ale nie jestem pewien, czy są do tego zdolni. Nie jestem pewien, czy opozycyjnym kandydatom i ich partiom wystarczy rozumu i charakteru. O brakach tego pierwszego świadczy niedawna wypowiedź przepoczciwego i szlachetnego Bogdana Borusewicza, którego w stan podniecenia wprawiły nawet tandetne hamletyzowania Gowina. Gdy pół Polski z Gowina się śmiało, Borusewicz proponował go na… premiera!

Gowin, jak zwykle, chciał odegrać historyczną rolę. Jak kiedyś głosował za łajdactwem, ale się nie cieszył, tak ostatnio przy innym łajdactwie sam wstrzymał się od głosu, ale swoich (?) posłów namawiał, aby zagłosowali za. Wniosek z tego taki: albo Gowin cierpi na schizofrenię, albo nie panuje nad swoim Porozumieniem. Wprawdzie namaszczona na jego następczynię pani Jadwiga Emilewicz zapewniła, że zmiana ról niczego nie zmieni, bo posłowie Porozumienia „będą wykonywać wolę prezesa Gowina”, ale wzbudzić to musiało kolejne zdumienie: wola prezesa suprema lex?

Żałosna ta pani Emilewicz. Jeszcze nie dostała nominacji na wicepremiera i ministra nauki (i nie wiem, czy i kiedy dostanie), a już hardo i arogancko – nawiasem mówiąc, też niezbyt mądrze – odpowiadała prowadzącej z nią wywiad dziennikarce. A później pomylił się jej stan klęski żywiołowej ze stanem wojennym. Już widziała ulice pełne wojska. Wystraszyła się chyba, że gen. Jaruzelski stanie na czele.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 16/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 16/2020

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy