Polsko, twa zguba w partiach

Polsko, twa zguba w partiach

Na dwa i pół roku więzienia oraz sto tysięcy złotych grzywny skazał warszawski sąd okręgowy Onufrego Zagłobę za chęć sprzedania Niderlandów. Surowość wyroku sąd uzasadnił wielką szkodliwością tego czynu.
Nieudany fortel Zagłoby spowodował podział partii postkomunistycznej na dwie partie postkomunistyczne. Pociągnęło to za sobą upadek rządu i prawdopodobnie przyśpieszy wybory do Sejmu. Korupcyjna propozycja pana Zagłoby uznana została powszechnie za najważniejsze wydarzenie roku. Prawdopodobnie będzie się ona znajdowała na czołówkach gazet także przez następny rok. Przedstawiciel partii prawa i sprawiedliwości już zapowiedział, że wyrok go nie zadowala, dlatego gdy jego partia dojdzie do władzy, zmieni sędziów i prokuratorów na takich, co wydadzą pożądany wyrok. Afera Onufrego Zagłoby przekonała większość Polaków, że w kraju handluje się ustawami, władza należy do Grupy Trzymającej Władzę, a mówiąc „po nazwiskach” do Oleńki Jakubowskiej i Bohuna Czarzastego.

*

Podobno partia Marka Borowskiego nie bardzo pragnie mieć w swoich szeregach posła i byłego ministra Kaczmarka, który chciał się wkupić łajdackim postępowaniem przeciw Leszkowi Millerowi. Kaczmarek nie został usunięty z SLD w trybie weryfikacji, jak być powinno, lecz dobrowolnie ustąpił. Może wrócić. „A czemu nie? Przecież miał konflikt z Leszkiem Millerem, a nie z całym SLD – zauważa Józef Oleksy”. Mam nadzieję, że „Wprost” przytoczył wypowiedź Oleksego nieściśle. A jeśli ściśle? W takim razie trzeba przyjąć do wiadomości, że ryba SLD mocno zepsuła się od głowy. Dlaczego nie mielibyśmy przyjąć do naszego towarzystwa jegomościa, który tylko jednemu z nas opróżnił kieszenie, a nie wszystkim po kolei. Takim trybem rozumuje lider SLD – o ile, powtarzam, gazeta prawdziwie przytoczyła jego słowa.

*

Według mnie, Marek Borowski jest jedną z najbardziej pozytywnych postaci polskiej polityki. Poważny, porządny, ma kwalifikacje na najwyższe stanowiska w państwie. Ale raczej na stanowiska rządowe i urzędowe, bo przywódcą ludu z pewnością nie jest. Respekt dla Borowskiego nie przenosi się na partię, którą niepotrzebnie stworzył. Ta partia to balon bezskutecznie nadmuchiwany przez media. Powietrze ucieka z niego za każdym razem, gdy Celiński coś powie albo partia coś oświadczy. Dla „borówek” SLD był za mało lewicowy. Gdy uformowały się w partię, okazało się, że jest między nimi miejsce i dla liberalnego Frasyniuka, który jednak tym miejscem wzgardził, i dla jakichś nieznanych z nazwiska osób z PiS-u, które też nie skorzystały. Do jakiego stopnia jest to lewicowa alternatywa dla SLD, dowiadujemy się z „Gazety Wyborczej”, która nawołuje Socjaldemokrację Polską do sojuszu z Platformą Obywatelską i PiS-em. Afera Onufrego Zagłoby ujawniła podziały transpartyjne, niepokrywające się z dotychczasowymi partyjnymi. Lewica podzieliła się według mętnej logiki i na niejasnej podstawie jak kiedyś PZPR na grupę „natolińską” i grupę „puławską”. Różnic ideowych między nimi nie było widać, ale nienawidziły się z całej duszy.
Wszystko wskazuje na to, że zwycięzcami w wyborach, jeśli odbędą się w tym roku, zostaną partie Rokity i Leppera. Lewica albo się w Sejmie nie znajdzie, albo będzie reprezentowana skromnie. A jednak „borówki” z całą gorliwością prą do rozwiązania Sejmu i nowych wyborów. Niech ktoś to spróbuje zrozumieć i objaśnić. Borowski zawsze był legalistą, Sejm został wybrany na cztery lata, ale to nie ma dla niego znaczenia. W niedawno wydanym oświadczeniu SdPl stwierdza, że będzie „konsekwentnie walczyć z parlamentarną koalicją strachu przed wolą wyborców”. Nie sztuka walczyć z koalicją strachu. Zobaczymy, jak sobie „borówki” poradzą z koalicją odwagi. Poza tym koalicja strachu znalazła się w Sejmie z woli wyborców, więc nie boi się tej woli pryncypialnie. Może nie woli wyborców się boi, lecz nieprzygotowanych do pełnienia roli ustawodawców przedstawicieli partii „populistycznych”, których w nowym Sejmie będzie więcej niż w obecnym. W tym samym oświadczeniu znajduje się zdanie, które słychać w mowie każdej partii: „Tylko razem z obywatelami i dzięki ich poparciu udzielonemu w wyborach można wydobyć Polskę z ogarniającego ją chaosu”. Właśnie poprzez taki puste frazesy ucieka powietrze z Socjaldemokracji Borowskiego. Nie mniej od postulatów puste i banalne są próby diagnozy. „Kraj niszczy korupcja, kolesiostwo i nepotyzm”. Nepotyzm? Czy jesteśmy na dworze papieskim w czasach Renesansu? Ludzie mają krewnych i starają się im pomóc. Było tak zawsze i wszędzie, nic się nie zmieni w przyszłości, a słowo „nepotyzm” zostało wymyślone, by nazwać taki stan rzeczy, gdy papież płodzi synów i mianuje ich kardynałami. Kolesiostwo? Od czasu wydrukowania książki „Republika kolesiów” (République des copains) minęło już sto lat, chodziło tam o trzecią rzeczpospolitą, ale francuską, więc i kolesiostwo nie stanowi skandalu wołającego o pomstę do nieba.
Wszystkie te partie prące do przyspieszonych wyborów liczą chyba tylko na naiwność Leppera. I tu mogą się mylić. Lepper próbował uczyć się przebiegłości z książek. Czy się nauczył – widzimy, gdy z góry zapowiada koalicję ze skrajną prawicą LPR. Czy wyborcy, którzy przypłynęli do Samoobrony z SLD, zechcą głosować na taką koalicję?

 

Wydanie: 19/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy