Polityczny kalejdoskop

Warte spostrzeżenia jest rozchybotanie polityki światowej od chwili upadku Sowietów. Do tego czasu bowiem główny konflikt światowy na osi USA-ZSRR był jak gdyby magnetycznym strumieniem utrzymującym w napięciu prawie znieruchomiałe bloki Wschodu i Zachodu. Pod wpływem sowieckiego zagrożenia państwa Europy Zachodniej zawarły ze Stanami Zjednoczonymi pakt obronny znany pod akronimem NATO. Zasadniczo gwarantował on wkroczenie USA do akcji militarnej w wypadku, gdyby Sowiety zaatakowały Europę Zachodnią. Tymczasem zaszła wręcz odwrotność takiej sytuacji, ponieważ to zaatakowane przez terrorystów USA, powołując się na literę porozumienia, zwróciły się do Europy o uczestnictwo w aktywnym zwalczaniu terroryzmu.
Entuzjazm, z jakim europejscy członkowie sojuszu, a zwłaszcza Niemcy, zgodziły się na rozruch owej koalicji w niejako odwrotnym do założonego porządku, osłabł jednak bardzo szybko. Do tego stopnia, że ostatnio obaj kandydaci do kanclerskiego urzędu Niemiec coraz głośniej poczęli oświadczać i to w sposób kategoryczny, i nieodwołalny, że w żadnej akcji Stanów Zjednoczonych przeciwko Irakowi udziału nie wezmą. Georgie Shultz, były sekretarz stanu, w dużym artykule ogłoszonym w „International Herald Tribune” wyliczył zebrane szczegółowe fakty i dane świadczące o rosnącym zagrożeniu nie tylko dla Bliskiego Wschodu, ale całego świata wywołanym zmasowaną produkcją bojowych środków biologicznych i chemicznych przez Saddama Husajna, szczególnie zaś jego usiłowaniem skonstruowania skutecznej broni jądrowej.
Odżegnując się od podstawowej lojalności założonej w doktrynie NATO, Niemcy, jak piszą o tym komentatorzy amerykańscy, naruszyli nie tylko spójność, ale przede wszystkim wiarygodność owej instytucji, do której z taką skwapliwością wstąpiła niedawno Polska. Okazało się, że rację miał Milton Friedman, kiedy twierdził, że spoiwem Europy nadającym jej jedność nie może być tylko unia monetarna.
Powstała sytuacja, której dalszy rozwój bardzo trudno przewidzieć. Prezydent Bush już się nazbyt zapędził w groźbach antyirackich, ażeby się mógł z nich bez utraty twarzy wycofać. Stany Zjednoczone zostały odosobnione nie tylko politycznie, ale i militarnie. Państwa sąsiadujące z Irakiem odmówiły do niego Ameryce dostępu. Wygląda to wszystko razem dość niepewnie i dowodzi, do jakiego stopnia rozkoziołkowała się sytuacja świata postsowieckiego, który podług zacnego Fukuyamy miał być trwaniem nudnego spokoju.

11 września 2002 r.

Wydanie: 37/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy