Rosyjskie kino trzyma się mocno

Rosyjskie kino trzyma się mocno

Światowi i młodzi

Rosja ma też reżyserów światowego formatu, obecnych na najważniejszych festiwalach filmowych. Niezmienną estymą od lat cieszy się twórczość Aleksandra Sokurowa, za sprawą chociażby „Molocha” (1999), „Cielca” (2001) i „Słońca” (2005), w których podjął próbę spojrzenia na Hitlera, Lenina i cesarza Hirohito. Zainteresowanie wzbudził też eksperyment formalny, jakim była „Rosyjska arka” (2002) – 90 minut kręcone na jednym ujęciu, we wnętrzach Ermitażu. Zrealizowany przez Sokurowa w języku niemieckim „Faust” (2011), uhonorowany pierwszą nagrodą w Wenecji, potwierdza, że ten reżyser zmierza w kierunku artystycznego uniwersalizmu.

Na szczególną uwagę zasługuje twórczość Andrieja Zwiagincewa. Wszystkie cztery filmy tego reżysera, począwszy od debiutanckiego „Powrotu” (2003), zyskały wyróżnienia i nagrody na najważniejszych międzynarodowych festiwalach. W polskich kinach można oglądać jego najnowszy obraz, „Lewiatan”, który w tym roku otrzymał główną nagrodę w Cannes za scenariusz i jest rosyjskim kandydatem do Oscara. Warto przy okazji odnotować, że autor zdjęć Michaił Kriczman otrzymał główną nagrodę na tegorocznym Camerimage w Bydgoszczy.

Zwiagincew to również reżyser, który wypracował własny styl, nasycony symboliką biblijną i odwołujący się do kulturowych archetypów. Polscy krytycy zbyt ochoczo podchwytują rosyjski kontekst filmów Zwiagincewa, co prowadzi do powierzchownych wniosków, że „Lewiatan” to krytyka Rosji Władimira Putina. Tymczasem bezpośrednią inspiracją była m.in. zakończona samobójczą śmiercią prawdziwa historia niejakiego Johna Heemeyera, która wydarzyła się w Stanach Zjednoczonych. Szukanie aktualnego politycznego kontekstu niemal w każdym rosyjskim filmie to zresztą polska specjalność.

Tymczasem znów przypomniał o sobie Andriej Konczałowski, największa gwiazda tegorocznego Sputnika. Nagrodzone Srebrnym Lwem w Wenecji „Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna” (2014) ujmują prostotą formy. W tym filmie, zawieszonym między dokumentem a fabułą, daje się wyczuć autentyczne zaciekawienie, z jakim Konczałowski podpatruje codzienne życie mieszkańców współczesnej rosyjskiej prowincji. Warto dodać, że film został zrealizowany z udziałem nieprofesjonalnych aktorów i bez precyzyjnego scenariusza, który zastąpiła improwizacja na planie.

Kino rosyjskie od dłuższego czasu przedstawia świat wartości. Tematykę religijną, z głównym motywem winy i odkupienia, podjął Paweł Łungin w „Wyspie” (2006). To jeden z najwybitniejszych filmów rosyjskich okresu poradzieckiego, w którym reżyser wykorzystał postać znaną z tradycji ludowego prawosławia, czyli głupca bożego (jurodiwego), w którego wcielił się Piotr Mamonow. Ten sam aktor przekonująco zagrał również cara Iwana Groźnego, który utopił Rosję we krwi i – jeśli wierzyć reżyserskiej wizji – sam pogrążył się w szaleństwie („Car”, 2009).

Wśród młodszego pokolenia na uwagę zasługują dramaturdzy i ludzie teatru, którzy zyskali uznanie głównie bardziej wyrobionej publiczności festiwalowej. Do tego grona należą Kiriłł Sieriebriennikow („Dzień w Juriewie”, 2008; „Zdrada”, 2012), Wasilij Sigariew („Żyć”, 2012) czy dobrze w Polsce znany Iwan Wyrypajew (filmy z udziałem Karoliny Gruszki: „Tlen” z 2008 r. oraz „Taniec Delhi” z 2012 r.). Okazuje się, że przenoszenie dramaturgii na ekran oraz inspiracje teatrem dają bardzo dobre rezultaty. Własny język filmowy wykreował też Siergiej Łoban („Chapiteau-show”, 2011), uchodzący za twórcę alternatywnego. Warto poza tym wyróżnić mroczne i pełne przemocy filmy Aleksieja Mizgiriowa („Bęben, bębenek”, 2009; „Konwój”, 2012) czy obrazy młodego reżysera Jurija Bykowa, takie jak „Major” z 2013 r. oraz nagrodzony na tegorocznym Sputniku „Dureń”.

Kobiecym okiem

Wielu reżyserów wprost mówi o brutalizacji życia we współczesnej Rosji, wszechobecnej korupcji, zdeprawowaniu władzy, lokalnych układach niszczących jednostkę. Zwykle jednak twórcom chodzi o coś więcej niż piętnowanie patologii. Obiektem zainteresowania jest człowiek oraz jego złożona natura – drzemiące w nim zło lub wyrzuty sumienia, gotowość do poświęceń w imię miłości, solidarności bądź elementarnej sprawiedliwości. Potwierdza to kino kobiece. Filmy Wiery Storożewej, takie jak „Podróż ze zwierzętami domowymi” (2007), „Wkrótce wiosna” (2009) czy „Dziewięć dni i jeden poranek” (2014), ukazują przede wszystkim rosyjską prowincję. Bohaterki Storożewej cechuje próba samoidentyfikacji, odnalezienia tożsamości, wyrwania się z patriarchalnego szablonu czy po prostu pragnienie szczęścia bez względu na okoliczności. Storożewa dostrzega słabości i śmiesznostki swoich postaci, ale podobnie jak Czechow nie stara się ich oceniać.

Reżyserujących kobiet zresztą nie brakuje. To m.in. Larysa Sadiłowa, Awdotia Smirnowa, Anna Melikjan czy najmłodsza spośród nich Nigina Sajfułłajewa, której dramat „Jak mam na imię” otrzymał główną nagrodę na tegorocznym Sputniku.

Kino rosyjskie oferuje też zwyczajną rozrywkę. Przykładem może być „Ironia losu. Kontynuacja”, nawiązująca do słynnego radzieckiego filmu z Barbarą Brylską. Sequel Timura Biekmambietowa z 2007 r. okazał się kasowym hitem w Rosji. Niektóre filmy, takie jak „Straż nocna” (2004) i „Straż dzienna” (2006) Timura Biekmambietowa oparte na prozie fantasy Siergieja Łukjanienki, przyniosły spore dochody również w międzynarodowej dystrybucji.

Przez kilkanaście najbliższych tygodni najciekawsze tytuły Sputnika będą mogli obejrzeć widzowie ponad 30 miast w Polsce. Niech to będzie czas dla rosyjskiej kultury, która nie powinna się stać politycznym zakładnikiem.

Autor jest adiunktem w Instytucie Rusycystyki Uniwersytetu Warszawskiego; zajmuje się współczesną literaturą i kulturą rosyjską, współpracuje z Festiwalem Filmów Rosyjskich Sputnik nad Polską

Strony: 1 2 3

Wydanie: 50/2014

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy