Rozkosz zdalnie sterowana

Rozkosz zdalnie sterowana

Amerykański chirurg wynalazł miniaturowe urządzenie wywołujące orgazm 

“O YES, O YES, O YES!”, tak zatytułował artykuł z wiadomością o niezwykłym odkryciu brytyjski magazyn naukowy “New Scientist”. Oto bowiem chirurg z Północnej Karoliny skonstruował miniaturową maszynę, umożliwiającą przeżycie erotycznej rozkoszy za naciśnięciem guzika.
Komentatorzy natychmiast stwierdzili, że spełniła się wizja Woody Allena z filmu “Śpioch”, w którym bohaterom umilał życie automat zwany
“orgazmatronem”, zapewniający natychmiastowy paroksyzm ekstazy bez konieczności uprawiania

męczącego i niehigienicznego seksu.

Wynalazcą jest doktor Stuart Meloy, anestezjolog, chirurg i specjalista od łagodzenia bólu z Winston-Salem w Północnej Karolinie. Jak często w nauce bywa, o sukcesie zadecydował przypadek. W 1996 roku Meloy starał się zmniejszyć cierpienia dwóch kobiet, które odczuwały dotkliwe bóle nóg i pleców, będące następstwami wypadków drogowych. Doktor posługiwał się technologią istniejącą od lat 60. Wprowadzał do rdzenia kręgowego pacjentek elektrody, które emitują impulsy elektryczne, zmieniające sygnały wysyłane przez nerwy do mózgu. Operacja odbywała się w znieczuleniu miejscowym. Niekiedy igły z elektrodami trafiały w niewłaściwe miejsce, wtedy kobieta reagowała cichym okrzykiem bólu. “Nagle stało się coś zaskakującego. Znowu wprowadziłem igły w fałszywy punkt. Zazwyczaj pacjentki mówiły w takim wypadku: “Ach!” czy “Oj”. Teraz jednak moja podopieczna wydała dźwięk innej natury, bez wątpienia ekstatyczny. Zapytałem, o co chodzi, a wtedy kobieta powiedziała: “Doktorze, powinien pan nauczyć tego mojego męża”. Stuart Meloy zrozumiał, że przez pomyłkę wygenerował

impulsy seksualnej rozkoszy.

U drugiej pacjentki już świadomie wywołał podobną reakcję. Kobieta później tak wstydziła się swych okrzyków, że, nie bacząc na bóle pleców, zażądała przerwania terapii. Za to pielęgniarki były zachwycone i zasypały osłupiałego chirurga pytaniami: “Doktorze, kiedy my dostaniemy coś takiego?”.
Stuart Meloy opowiedział o tym osobliwym wydarzeniu znajomemu ginekologowi, który szybko zrozumiał, że elektroniczna “maszyna do orgazmu” jest już w zasięgu ręki. Meloy skontaktował się z firmą Medtronic Corporation z Minneapolis, produkującą urządzenia łagodzące ból elektronicznymi impulsami i za jej zgodą opatentował swój wynalazek. W lutym 2001 roku pewien poszukujący materiałów reporter przeglądał wpisy do urzędu patentowego i w ten sposób wpadł na trop sensacji. Głos zabrali uczeni seksuologowie. Dr Jennifer Berman, współautorka amerykańskiego bestselleru “Tylko dla kobiet. Rewolucyjny przewodnik, jak przezwyciężyć zaburzenia seksualne”, powiedziała: “43% kobiet ma kłopoty z życiem seksualnym; jednym z najpoważniejszych jest brak orgazmu. To bardzo możliwe, że urządzenie doktora Meloya złagodzi te dolegliwości. Przygotowujemy się do testów klinicznych, by całkowicie potwierdzić tę teorię”. Zdaniem specjalistów, “orgazmatron” może pomóc w osiąganiu erotycznej satysfakcji także mężczyznom.
Testy zapewne rozpoczną się już wkrótce. Dr Meloy usiłuje przekonać firmę Medtronic do podjęcia produkcji “aparatu rozkoszy”. Szefowie firmy nie kwapią się do tego z obawy o wizerunek przedsiębiorstwa, ale w przyszłości… kto wie?
Urządzenie składa się z zespołu elektrod wprowadzanych do rdzenia kręgowego, kabli łączących oraz generatora impulsów, mniejszego niż pudełko papierosów. Generator zostanie wszczepiony pod skórę pacjenta, w górnej części pośladków, tak że będzie można łatwo dosięgnąć go ręką i

po prostu nacisnąć.

Seksuologowie ostrzegają jednak, że impulsowy stymulator powinien być stosowany dopiero, gdy zawiodą inne formy leczenia. Julia Cole, psychoterapeutka życia seksualnego, mówi: “Urządzenie to jest jak viagra. Może pomóc niektórym, ale przecież problemy, powodujące zaburzenia, najczęściej pozostają”. Doktor Meloy uważa w każdym razie, że nadmiar przyjemności jest szkodliwy. W “orgazmatron” zostaną więc wbudowane blokady, ograniczające jego zastosowanie. “Czy dozwolony limit wyniesie jeden orgazm dziennie, czy cztery na tydzień – o tym już nie ja zadecyduję”, mówi szczęśliwy wynalazca.

Wydanie: 8/2001

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy