Rozwód jako patologia

Rozwód jako patologia

ZAKAZANE MYŚLI KOBIET

Separacja, o której Sejm każdej kadencji debatował cztery razy, za każdym coraz bardziej ogniście, okazała się niewypałem. Tak naprawdę tym nielicznym, którzy się na nią zdecydowali, najczęściej przyświeca brzydki cel – doprowadzić do podziału majątku i uwolnić się od mniej zarabiającego współmałżonka. To jedyny konkret, który można zyskać dzięki separacji. I raczej służy on lepiej zarabiającemu mężczyźnie, nie kobiecie, co oczywiście bardzo mi się nie podoba.
Można też zemścić się na współmałżonku, blokując mu w ten sposób możliwość połączenia się z konkurentką. Separacja nie jest więc furtką dla szlachetnych, wierzących, lecz dla mściwych i liczących dochody facetów. Szlachetni księża twierdzą też, że separacja służy temu, by nie pozwolić występnemu małżonkowi na grzech cudzołóstwa. Bez komentarza. Inny argument to dobro dziecka. Też chybiony, bo dzieci boleśnie odczuwają złość między rodzicami. Nieważne, czy w rozwodzie, czy w separacji. I jeszcze jedna prawda: Polacy generalnie nie rozwodzą się z przyczyn finansowo-mieszkaniowych. Stosują swoistą separację pod jednym dachem, bez urzędowego potwierdzenia. Trwają pod jednym adresem, każde żyje własnym życiem.
W zeszłym roku do sądów wpłynęło około 80 tys. spraw rozwodowych, przeprowadzono tylko 668 mediacji, od których może zaczynać się separacja. Nie ma żadnych danych, czy jakakolwiek para powróciła do wspólnego łoża po okresie zamrożenia związku.
Nie można więc powiedzieć, że Polacy rzucili się, by korzystać z tej niepełnej formy rozstania, choć poseł Antoni Szymański uparcie twierdzi, że rozwód to patologia społeczna (pewnie taka sama jak samotne matki) i że trzeba się jej przeciwstawiać. Bo, oczywiście, separacja patologią nie jest – to najnormalniejsza forma życia rodzinnego. Tak widać sądzi poseł Szymański.
Separacja jest obrzeżem także dlatego, że ci, którzy tak o nią zabiegali, nie zadbali o jej realizację. Anemicznie działają przykościelne ośrodki, które powinny godzić zwaśnionych i próbować namówić ich, by zamiast rozwodu spróbowali najpierw separacji. Księża argumentują, że często małżonek, po okresie win i zdrad, wraca skruszony do żony. Separację łatwiej wtedy odkręcić. Odpowiem na to, że sprawa rozwodowa trwa wystarczająco długo, by mąż nawrócił się i to niejeden raz.
W stupunktowej skali stresu rozwód ma aż 80. Nie sądzę, by separacja miała mniej, a może nawet, jako bolesna, ciągnąca się sprawa, ma więcej punktów. Bo chyba najbardziej bolą sprawy nie zamknięte. Nie kochający mężczyzna spotykany co dzień.

Wydanie: 15/2001

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy