Rynek gasi optymizm

Rynek gasi optymizm

– Wydawnictwo książkowe ”Wiedza i Życie” ma już prawie 10 lat i silną pozycję na rynku książki. A jakie były początki?
– Początki były związane z prasą. Kiedy pracowałem jeszcze w ”Przeglądzie Tygodniowym”, dostałem ofertę poprowadzenia miesięcznika ”Wiedza i Życie”, który wówczas miał kłopoty ze sprzedaniem kilkunastotysięcznego nakładu. Wraz z kolegami przekształciliśmy go w kolorowy, nowoczesny magazyn popularnonaukowy. Ku zdumieniu wszystkich pierwszy nakład 200 tys. egzemplarzy rozszedł się. W tym czasie koncern RSW Prasa rozpadł się, powstawały spółdzielnie dziennikarskie. My także zawiązaliśmy spółdzielnię i nazwaliśmy ją ”Wiedza i Życie”. Początkowo wydawaliśmy tylko czasopismo, a od 1990 r. także książki.
– Pamięta pan pierwszy tytuł?
– Oczywiście, to był ”Atlas zwierząt świata”, wydany w nakładzie 100 tys. egzemplarzy. To były dobre czasy dla wydawców – bez trudu dostaliśmy 300 tys. marek pożyczki, w ciągu miesiąca sprzedaliśmy cały nakład i zarobiliśmy dwukrotnie. W ciągu pierwszego roku z pożyczonych 300 tys. marek zrobiliśmy 4 mln dolarów obrotu na książkach.
– Czy od razu spółdzielnia miała pomysł na wydawnictwo?
– Chcieliśmy wydawać ładne, kolorowe, nowoczesne książki. W tym czasie Polska przeżywała zmianę systemu i wartości. Jeszcze w ‘89 r. średnia płaca wynosiła 20 dolarów, nie można było marzyć o tym, by sprzedać książkę za 5 dolarów. Nagle w ciągu jednego roku okazało się, że ludzie zarabiają po 200 dolarów – i cena 5 dolarów za książkę jest do przyjęcia. Dlatego na początku lat 90. zrobił się boom na książki. Małe wydawnictwa mnożyły się jak grzyby po deszczu – większość z nich przetrwała do dzisiaj – a stare miały kłopoty. Łatwość, z jaką wtedy sprzedawało się książki, spowodowała, że do branży księgarskiej napłynęło wielu ludzi. Książka była tak ”gorącym” towarem, że sprzedawało się ją na łóżkach polowych rozkładanych na ulicy albo wprost z samochodu. Handlowało się za gotówkę, obrót był wysoki i dawał ogromne zyski.
– Jak dzisiaj wygląda współpraca z hurtowniami i księgarniami?
– Kiepsko. Rynek hurtu i sprzedaży książki jest ułomny, co wynika z tego, że jest bardzo dużo drobnych hurtowni i księgarń, które nie mają pieniędzy. Ich właściciele nakupowali wcześniej dużo książek i nie mogą ich sprzedać. Teraz sprzedają nowe książki z małą marżą lub ze stratą, żeby spłacać stare długi. Nasz handel jest zbyt rozdrobniony – działa ponad 300 hurtowni, a wystarczyłoby w zupełności 30. Księgarń jest ponad 3 tysiące, obsługują około połowę rynku sprzedaży książek. W sumie hurtownikom i księgarzom bardzo się pogorszyło. Sądzę, że nasz rynek wydawniczy czeka jeszcze wiele zmian, że w ciągu kilku lat powstaną silne sieci księgarń, odpadną nieefektywne księgarnie i hurtownie, słabe się połączą. Ten proces już się zaczyna. Nasze wydawnictwo jako jedno z pierwszych połowę produkcji sprzedaje w super-i hipermarketach. Często dostarczamy książki sami. Księgarze mają nam za złe, że nasze książki są sprzedawane taniej w supermarketach, podczas gdy oni muszą narzucać wyższą marżę, aby pokryć swoje koszty utrzymania. Supermarkety mają szybszy obrót towarem, mogą sobie pozwolić na niższe ceny. Ale taki jest kierunek rozwoju tej branży.
– A jak wygląda walka ”Wiedzy i Życia” z konkurencją?
– Znaleźliśmy taką niszę na rynku, która pozwala bezpiecznie się rozwijać. Ponad 30% naszej produkcji to przewodniki turystyczne, które mają swoją trwałą pozycję na rynku. Wydaliśmy dotychczas 40 tytułów, a nasz brytyjski partner zamierza w ciągu najbliższych dwóch lat rozszerzyć tę serię do 100 tytułów. Tak więc w tej dziedzinie będziemy się poruszać pewnie, bez ryzyka. Poza tym wydajemy książki poradnicze, które też dobrze się sprzedają. W sumie wydajemy 50-100 tytułów rocznie.
– A seria ”Edukacja europejska”?
– Tę serię wydaliśmy ”dla honoru domu”. Nie odnieśliśmy jednak sukcesów finansowych, toteż chwilowo ją wstrzymaliśmy. Niewykluczone, że będziemy ją kontynuować. Okazało się, że trudno sprzedać więcej niż tysiąc sztuk tak ambitnej literatury. Prawdopodobnie odegrał tu rolę zły kolportaż i brak reklamy.
– Większość książek ”Wiedzy i Życia” jest wydawana na zagranicznych licencjach. Jaki procent stanowią własne produkcje?
– Około 65% to książki na licencji, 35% – nasze własne. Moglibyśmy wydawać więcej własnych, ale są one bardzo kosztowne. Dlatego nie możemy wydawać ich wiele. Zawsze można dużo taniej kupić książkę, która gdzieś w świecie się ukazała, bo koszty rozkładają się na wiele nakładów. Zwłaszcza kosztowne jest wydawanie przewodników turystycznych tej klasy jak nasze, praca nad nimi wymaga zaangażowania wielu ludzi, pochłania wiele czasu i pieniędzy.
– Jakie przewodniki cieszą się największym zainteresowaniem?
– Najlepiej sprzedaje się ”Paryż”, ”Londyn” i ”Rzym”, do tej pory rozeszło się około 40 tys. egzemplarzy każdego tytułu. Sprzedaliśmy także około 30 tys. sztuk opracowanego przez nas przewodnika ”Warszawa”.
– Zatem przewodniki po miastach sprzedają się lepiej niż po krajach?
– Niezupełnie, przewodniki po krajach zaczęliśmy robić później. Największym zainteresowaniem cieszy się ”Francja”, ”Włochy”, ”Hiszpania”, ”Grecja”. Co ciekawe, Polacy mniej chętnie niż zachodni czytelnicy kupują przewodniki po regionach. Przewodnik ”Sewilla i Andaluzja” sprzedaje się dużo gorzej niż cała ”Hiszpania”, ”Florencja i Toskania” gorzej niż całe ”Włochy”. Sądzę, że to się wiąże z dość wysoką ceną przewodników.
– Co pan uważa za sukces, a co za porażkę wydawnictwa?
– Za sukces uważam wejście do międzynarodowej współpracy z brytyjskim wydawnictwem Dorling Kindersley i osiągnięcie tego poziomu produkcji i edycji, jaki mają najlepsze oficyny na świecie. Natomiast porażką jest nieumiejętność dostosowania się do zmieniających się warunków rynku książki. Często przeszacowywałem wielkości nakładów, byłem za dużym optymistą. Jednak brutalna ręka rynku mocno ociosała mój optymizm, w ostatnich latach nie rozwijamy się tak, jak sobie wymarzyłem. Nie przewidziałem tak wielkiego regresu na rynku wydawniczym – i to uznałbym za porażkę.

 

Wydanie: 1/2000

Kategorie: Wywiady
Tagi: Ewa Likowska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy