Z salonu do celi

Z salonu do celi

Marek Dochnal kreował się na światowca, ale wychodził z niego tylko nuworysz

Lobbysta Marek Dochnal, który obecnie ma problemy z wymiarem sprawiedliwości, jeszcze niedawno był kreowany przez kobiece magazyny na księcia z bajki i wzór do naśladowania. On sam chętnie chwalił się znajomością z królową angielską, biurkiem w kształcie ważki i dobrymi samochodami, które „są jego środowiskiem naturalnym”.
Kariera Marka Dochnala zapisana w kolorowych magazynach, które wtedy nie musiały jeszcze ukrywać jego nazwiska, to właściwie zdumiewająca parodia polskiego biznesmena i przykład naiwności dziennikarzy.

Gorący patriota

Marek Dochnal, właściciel konsorcjum Larchmont Group i drużyny polo, od dawna wróżył sobie wielką przyszłość, a swoimi przemyśleniami skwapliwie dzielił się na łamach prasy opisującej pięknych, młodych i bogatych. Już w szkole przekonywał nauczycielkę: „Na razie jestem wysoki, a wielki dopiero będę”.
W gorących latach 80. był patriotą. Z egzaltacją opisuje to Alicja Resich-Modlińska („Gala Plus”, numer kwiecień/maj 2004 r.): „Marek uważa się za prawdziwego patriotę. Polskę, jak mówi, kocha miłością tragiczną. Tak jak kocha się trudne dziecko. Widzi wszystkie jego błędy, czuje się bezsilny, a jednak kocha. Jeszcze jako student, mocno zaangażowany w działalność antykomunistyczną, dostał propozycję wyjazdu na Uniwersytet Yale, ale zrezygnował. Gdyby wyjechał, nie wróciłby, a przecież tutaj był potrzebny”.
Lata walki z komuną minęły, ale – jak zapewnia dziennikarka – miłość do ojczyzny została: „Wszystkie jego projekty w Polsce muszą spełniać dwa kryteria: być dobre dla kraju i przedsiębiorstwa, które jest celem operacji”.
W tekście z kwietnia br. Resich-Modlińska pieje z zachwytu: „Wybitnie uzdolniony, stworzył sobie całkowicie autonomiczny świat. Zawsze był pewny siebie, miał poczucie własnej wartości. (…) Ma fenomenalną pamięć. Nie zna słowa niemożliwe. (…) Jest erudytą i znawcą dóbr przyziemnych. Wie wszystko na temat win, restauracji, samochodów, sportu, mody i polo. (…) Marek jest rozmowny, mówi dygresyjnie, posługując się anegdotami i cytatami”. Wstydliwie mówi, że ma wady, choć z opisu wynika, że to też zalety: „Narzuca wielkie tempo życia, jest perfekcjonistą”. Nie podnosząc się z kolan, Resich-Modlińska opisuje także rodzinę: „I jeszcze córka Aurelia – złotowłosy aniołek o czułym sercu (po mamie) i zdecydowanym charakterze (po tacie)”.
Nic dziwnego, że pracując dla takiej rodziny, z radości nie posiada się nawet ich szofer – Paul. Jego uczucia dla pracodawców realizują się w dobrej służbie. „Paul wiezie mnie na lotnisko. Jest zadowolony, bo udało mu się załatwić rzecz zdawałoby się niemożliwą: rezerwację stolika dla państwa Dochnalów”, donosi z powagą Resich-Modlińska.

Warto być nawet koniem

W życie współczesnego światowca wpisany jest sport. Dochnal jest więc sportowcem hobbystą. Nie uprawia jednak pospolitego tenisa, lecz jeden z najbardziej snobistycznych sportów, czyli polo. Kolorowe magazyny donosiły podekscytowane, że biznesmen zainwestował „między innymi w dwa najlepsze na świecie boiska do gry w polo na rancho w Argentynie i jego zawodników”, jak pisała Katarzyna Montgomery w „Vivie”. Tylko jednemu graczowi (najlepszemu) wypłaca milion dolarów rocznie. Gospodarskie oko Marka Dochnal tuczyło nie tylko zawodników, lecz także konie. Sprowadzone z Argentyny do Szwajcarii „przed zawodami aklimatyzowały się w specjalnie przystosowanych, komfortowych ogrzewanych namiotach. (…) Po rozgrywkach wyekspediowano je do Anglii, gdzie będą się spokojnie wypasać i tyć”.
Przy okazji rzuca się w oczy pewien szczegół. Jeszcze w 2001 r. Dochnal mówił, że właśnie się uczy gry w polo. Trzy lata później wyraźnie zafascynowana nim Katarzyna Montgomery donosi z przejęciem: „Brawura Polaka (…) zaskoczyła międzynarodową śmietankę towarzyską. (…)Dla widzów zadziwiający był już sam fakt, że jeszcze trzy miesiące przed turniejem Polak nie jeździł konno”.
Małżeństwo Dochnalów, jak przystało na miłosiernych bogaczy, nie zapomina także o pomocy dla najbiedniejszych dzieci. Aleksandra zapewnia na łamach kolorowych pism, że chce pomagać „młodzieży patologicznej”. Dziennikarka „Vivy” z dumą wspomina, że Dochnalowie przeznaczyli cały dochód ze sprzedaży sportowych bluz drużyny polo „dla niewidomych dzieci uczących się jeździć na nartach”. Zapał do działalności charytatywnej nie dziwi jednak, wszak w jednym z wywiadów Dochnal skromnie wyznał: „Mam nadzieję, że to, co robię każdego dnia, przyczynia się do jej (biedy – przyp. JT) zmniejszenia”.

Herbata ze wzgórka
Ponieważ wśród polskich elit modne stało się bycie znawcą dobrej kuchni, Dochnal kreował się na smakosza herbaty. Do Paryża jeździł więc nie tylko dlatego, że „tam gwiazdy świecą inaczej”, ale również z powodu odpowiednich dla jego pozycji liści herbacianych. Jego delikatne podniebienie wyczuwało oryginalny smak herbaty, której gatunek uprawia się wyłącznie na jednym wzgórzu w Chinach. W Paryżu natomiast jest jeden z nielicznych na świecie sklepów sprzedających ten rarytas.
Z wielu kosztownych drobiazgów Dochnala na uwagę zasługuje biurko robione na zamówienie – pod gust właściciela. Oto jak opisuje ów mebel jeden z magazynów: „Jego biurko jest nie tylko funkcjonalne, ale także wyjątkowo oryginalne. Szklany blat w kształcie skrzydła ważki osadzony jest na masywnych nogach ze stali nierdzewnej. W zależności od wykonania i liczby detali cena takiego biurka sięga 25 tys. zł”.

On i królowa

W lipcu br. Marek Dochnal dorzucił do grona swoich znajomych… brytyjską królową (stosowny materiał faktograficzny w „Gali” i „Vivie”). Zresztą czytając o małżeństwie Dochnalów, odnosi się wrażenie, że z rodziną królewską łączy ich niemal zażyłość. A to ucinają sobie pogawędkę z księciem Andrzejem, od którego chcą odkupić dom (czego w końcu nie robią), a to wraz z Elżbietą II wręczają nagrody zawodnikom polo. Zrobienie sobie fotki z królową było możliwe dzięki temu, że Dochnal został sponsorem turnieju Royal Windsor Tournament, któremu z kolei patronuje Elżbieta II.
Aby wkręcić się do polskiej arystokracji, Dochnalowie wydali u siebie przyjęcie urodzinowe Aleksandry Dochnal dla m.in. Radziwiłłów, Czartoryskich, Sapiehów, Krasickich i Sobańskich. Gospodarze poznawali swych gości dopiero przy wręczaniu podarunków. W jednym z wywiadów Marek Dochnal przyznaje bez ogródek, że istotnie pierwszy raz widział ich na oczy, ale zaprosił arystokratów, bo „za granicą wysoko urodzeni są ozdobą przyjęć i wyznaczają ich rangę”.
Z tej przepastnej skarbnicy złotych myśli Marka Dochnala nam najbardziej spodobały się dwa cytaty: „Po prostu robię swoje, a pieniądze to tylko pochodna tej pracy. Najważniejsze jednak, że rano mogę spokojnie spojrzeć w lustro”. Oraz drugi: „Przepustką do świata, w którym funkcjonują (państwo Dochnalowie – przyp. JT), jest ich status materialny i – jak twierdzi Marek – naturalność i bezpretensjonalność”.


Marek Alojzy Dochnal, absolwent filozofii i prawa UJ, właściciel firmy Larchmont Group. Najchętniej inwestował w telekomunikację (tworzył Polkomtel) i pokrewne branże. Reprezentował światowe koncerny w największych przetargach ostatnich lat: na dostawę samolotu wielozadaniowego dla armii, na prywatyzację Polskich Hut Stali i zakładów energetycznych STOEN, teraz interesuje się Rafinerią Gdańską.
Miał „wręczyć korzyści majątkowe posłowi Andrzejowi Pęczakowi”. Dochnal użyczył po prostu łódzkiemu politykowi mercedesa (za 450 tys. zł), kierowcy i komórki.

Wydanie: 44/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy