Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć krainę nieróbstwa i zastoju, to zapraszamy do naszego MSZ. Tu już się nie pracuje, tu się czeka. Jedni czekają na zmianę władzy, inni czekają na wyjazd, reszta jest atrapą.
Ta atrapa ma twarz minister Anny Fotygi. Widzieliśmy ją w telewizji, była w Portugalii i tańczyła.
Tej atrapie dorzucono w ostatnich dniach pomocników w postaci posła Karola Karskiego i Andrzeja Sadosia z Kancelarii Premiera.
To było potrzebne, bo w pewnym momencie Anna Fotyga miała tylko dwóch zastępców – Pawła Kowala i Witolda Waszczykowskiego. Bo Janusz Stańczyk wyjechał do Hagi, a wiceminister fantom Krzysztof Szczerski przeszedł do UKIE. A i ona była zagrożona, bo wisiało nad nią wotum nieufności. Ostatecznie o tych parę tygodni Fotyga będzie w MSZ dłużej, ponieważ Kaczyńscy postanowili pokazać opozycji, że „nie pękają”.
Ale gdy Fotyga była zagrożona, MSZ żyło sensacją, poszła bowiem w korytarze plotka, że gdy ona odejdzie, to MSZ obejmie Paweł Kowal. W ten sposób Rzeczpospolita po raz pierwszy miałaby jako ministra spraw zagranicznych osobę, która nie zna języków obcych. Co prawda wiceminister deklaruje, że zna rosyjski i angielski, ale od deklaracji do faktycznej biegłości droga daleka. „Ja was witaju”, mówi minister, myśląc, że mówi po rosyjsku. A obecni przy tym jego współpracownicy nie wiedzą, czy śmiać się, czy zapaść pod ziemię.
Do takiego staffu dołączeni zostali więc Karski z Sadosiem, no i znów zaczęły się śmichy-chichy.
Bo, faktycznie, teraz już wiadomo, że wiceministrem w MSZ może zostać każdy.
Paru ludzi w ministerstwie podeszło do tych nominacji na poważnie i zastanawiało się jakie kryteria zadecydowały o tym, że ci panowie zostali wiceministrami. Daremny trud. Odpowiedź jest przecież banalnie prosta – wystarczy głośno chwalić Jarosława Kaczyńskiego i głośno oburzać się na prawdziwych i domniemanych jego krytyków. Wdzięczność władcy zapewniona. Karski ją sobie zapewnił, atakując Pawła Zalewskiego i broniąc Fotygi, a Sadoś…
Z tym Sadosiem to jest śmieszna rzecz, bo – jak wszyscy już zapomnieli – parę miesięcy temu został on pełnomocnikiem ministra spraw zagranicznych do spraw ochrony i promocji wizerunku Polski w świecie. Jak ktoś już zapomniał, może sobie to odświeżyć, zerkając na stronę internetową resortu. Tam w rozdziale „Struktura MSZ” widnieje taki pełnomocnik i jest napisane, że jest nim „Andrzej Sadoś, radca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych”. Ten wpis oczywiście oznacza, że po pierwsze, nikt na tę stronę nie zajrzał od miesięcy, a po drugie, że nikt poważnie tej funkcji nie traktuje. Faktycznie, nie ma czym się chwalić, tak złej prasy i tak marnego wizerunku Polska nie miała od roku 1989, a pewnie sięgać można jeszcze dalej. Oczywiście, wiadomo, że nie jest to wina Sadosia, ale i dowodem niskiego IQ była wiara, że ktoś w MSZ, Sadoś na przykład, to odmieni. I namówi zachodnią prasę do ciepłego pisania o Kaczyńskich.
Ta wiara zaowocowała jednak stanowiskiem pełnomocnika, jakimś budżetem i bałaganem kompetencyjnym, bo nagle ten pełnomocnik zaczął rozkazywać wiceministrowi (Wiśniewskiemu wówczas). Bo chciał pokazać, że jest ważny. Bo w strukturze dworu zajmuje się ważną sprawą.
Tak to wygląda, jak do głosu dochodzą karierowicze i miernoty.

Wydanie: 38/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy