Poligamia zamiast zdrady

Skoro Europa myśli o legalizacji związków homoseksualnych, dlaczego nie zrobić tego z poligamią?

W krajach Europy Zachodniej, w Szwecji, Holandii, Belgii rozpoczyna się dyskusja nad prawnym zalegalizowaniem poligamii. Bo skoro w niektórych państwach dopuszcza się możliwość związków homoseksualnych (rozumianych jako pełnoprawne małżeństwa), przyznaje się im prawo do posiadania potomstwa, to dlaczego nie dać takiego prawa związkom poligamicznym? Pytanie tylko, jak silne okażą się teraz naleciałości kulturowe?
Zdaniem naukowców, w Europie dotąd brakowało uzasadnienia społecznego dla poligamii. – Ale już od lat obserwuje się pewien kierunek zmian. Gwałtownie spada dzietność. I to w krajach, np. we Włoszech, Francji, które dotąd uchodziły za ostoję tradycyjnego modelu rodziny, wielopokoleniowej, z gromadą dzieci – mówi prof. Zbigniew Drozdowicz, filozof i kulturoznawca. – Nie ma, jak jeszcze jakiś czas temu, jednego, wspólnego dla całej Europy modelu rodziny. Taka sytuacja sprzyja związkom poligamicznym.
A stąd już tylko krok do stwierdzenia, że w krajach postępowej Europy wcześniej czy później będzie musiało dojść do legalizacji poligamii. Bo skoro coraz częściej zgadzamy się na związki homo- i biseksualne, to czemu przekreślać poligamię? Szczególnie gdy obie strony są za… – Usunięcie prawnego zakazu bigamii znacznie uzdrowiłoby sytuację, zmniejszyło poziom hipokryzji. Tym bardziej że zdaniem seksuologów, co czwarta żona i co trzeci mąż zdradzają współmałżonków – dodaje dr Bogusław Pawłowski, biolog i antropolog. – Takie rozwiązanie byłoby też dobre dla dzieci, które po rozwodzie rodziców nie byłyby pozbawiane ojca. Miałyby ciocię, czyli drugą żonę tatusia.
Prof. Lechosław Gapik, psycholog i seksuolog, jest zdania, że legalizacja związków poligamicznych w Polsce znalazłaby zwolenników, bo w każdym społeczeństwie znajdą się ludzie szukający w życiu oryginalności.
– Jednak Polacy wyrastają w tradycji głęboko ugruntowanej religią chrześcijańską. A ta traktuje małżeństwo wyłącznie jako związek jednej kobiety i jednego mężczyzny. Dyskusja na temat legalizacji poligamii ma więc podobny wydźwięk co dyskusja na temat związków homoseksualnych – mówi. I zaraz dodaje: – Jestem za tym, aby istniał odpowiedni zapis prawny regulujący stałe związki erotyczne niezależnie od płci i liczby osób je tworzących. Ale nie nazywajmy tego zaraz małżeństwem, bo ta nazwa w naszej kulturze jest zarezerwowana dla tradycyjnego związku kobiety i mężczyzny. Raczej chodziłoby tu o uregulowanie alimentacyjne, opiekuńcze, spadkowe itp. A do takiego uregulowania nie ma co podchodzić ze świętym oburzeniem, bo służyłoby tylko lepszemu porządkowaniu relacji międzyludzkich.
Z natury poligamiści

– Dążenie do prawnego uregulowania poligamii nie ma sensu. Ludzie od zawsze się zdradzali i będą zdradzać. Ale to nie jest dostateczny argument za. Poza tym ze skokiem w bok mało kto się już kryje – przekonuje z kolei Zbigniew Liber, ginekolog.
– Obecny problem społeczny to raczej monogamia okresowa. Wzorem Hollywood ludzie się pobierają, rozwodzą, znowu pobierają i znowu rozwodzą. I wszystko w zastraszającym tempie. Zarabiają na tym tylko adwokaci.
– Polskie społeczeństwo może tolerować skoki w bok i romansy biurowe, ale żeby miało się zgodzić na zalegalizowanie poligamii? Wątpię! – dodaje dr Marek Marcyniak, seksuolog. – Poza tym kogo byłoby na to stać? Owszem, jesteśmy z natury poligamistami i olbrzymim marnotrawstwem z punktu widzenia genetyki jest współżycie mężczyzny z tylko jedną kobietą. Ale nawet gdyby dać Polakom takie prawo, wątpię, czy chcieliby z niego korzystać.
Takich wątpliwości nie ma natomiast Bogusław Pawłowski: – Człowiek w swej naturze jest umiarkowanie poligamiczny. Ale jest tu konflikt płci. Bo mężczyźni w większości chcą mieć więcej partnerek, a kobiety jednego partnera. Nawet jest takie powiedzenie, że mężczyźni chcą jednej rzeczy od wielu kobiet, a kobiety wielu rzeczy od jednego mężczyzny – przekonuje. Jego zdaniem, za poligamią przemawia biologia. Tyle że na biologię zakłada się gorset kultury. Mężczyźni oglądają się za młodszymi partnerkami, podświadomie szukając ewentualnej matki dla swoich przyszłych dzieci. I niczego nie zmienia fakt, że mogą mieć już od lat wspaniałą żonę, którą szczerze kochają. Z punktu widzenia kobiet sprawa wygląda nieco inaczej. U kobiet wiek reprodukcyjny kończy się stosunkowo szybko. I dlatego, pełne obaw, dążą do utrzymania jak najdłużej swojego dotychczasowego związku w nienaruszonej formie.
Zwłaszcza że badania socjologiczne na świecie pokazały, że prawdopodobieństwo rozpadu rodziny jest bezpośrednio związane z liczbą posiadanych dzieci. Im ich więcej, tym mniej zdrad. Gdy nie ma dzieci, prawdopodobieństwo zdrady wzrasta do prawie 40%. Jeżeli w rodzinie jest wiele dzieci, to znaczy, że z biologicznego punktu widzenia rodzina się realizuje. Nowa partnerka nie jest więc potrzebna, ryzyko poligamii spada.
Naukowcy podają też inny przykład. To, że atrakcyjność kobiety szybko maleje w oczach jej stałego partnera, dowodzi, że mężczyzna nie jest predestynowany do monogamii. Ale wystarczy, by tylko zmienił partnerkę, a jego libido gwałtownie odżywa. Nazywa się to efektem Coolidge’a, od pewnej historii z udziałem prezydenta Stanów Zjednoczonych, Johna Calvina Coolidge’a. Kiedyś wraz z żoną zwiedzał fermę drobiu. Prezydentowa na wieść, że kogut może odbywać dziesiątki stosunków dziennie, rzekła: Proszę powtórzyć to panu Coolidge’owi! Prezydent na to spytał, czy za każdym razem z tą samą kurą. Usłyszawszy, że nie, polecił: Proszę szybko powtórzyć to pani Coolidge!
Na razie jednak poligamia kojarzy się natychmiast z islamem. – I ma w nim wytłumaczenie, choć dla wielu może to brzmieć co najmniej dziwnie – mówi Monika Nawracka, etnografka. – Rodzina, dzieci są symbolem szczęścia, prestiżu. Np. posiadanie drugiej żony, gdy pierwsza jest bezpłodna, poślubienie żony zmarłego brata jest logiczne. Często wskazuje się też na przewagę liczebną kobiet – poligamia zatem realizuje potrzeby społeczeństw, w których jest praktykowana.

W islamie to kwestia ceny
– Zdrada w Iraku jest ostro piętnowana. W Polsce nie zawsze, bo tu żonaty mężczyzna nie ma innej możliwości na kontakt z drugą kobietą niż zdrada – mówi Shatha Janabi, która pierwszy raz przyjechała z Iraku do Polski dziesięć lat temu. – Mój mąż też pochodzi z Iraku, czasem żartuje, że w końcu ma prawo mieć więcej żon. Ja mu odpowiadam: to idź i zrób to. Ale, szczerze mówiąc, ani model rodziny na Wschodzie, ani ten w Polsce zbytnio mi się nie podoba. Bo żadna kobieta nie lubi mieć konkurencji w osobie drugiej żony czy kochanki.
– Niedawno wróciłam z Iranu. Rozmawiałam z Irańczykami, którzy bardzo się dziwili, że ktoś może nie chcieć zawrzeć małżeństwa. To dla większości z nich niewyobrażalne – mówi Monika Nawracka, etnografka.
– W islamie traktuje się zawarcie małżeństwa jako powinność, ponieważ człowiek ma w sobie dar kreacji, tworzenia życia. Poligamia – choć coraz rzadsza – nie wzbudza w świecie islamu takich emocji. Co innego osoba zdolna do małżeństwa, która go nie zawiera – ona popełnia grzech.
Dr Bogusław Pawłowski w takim sposobie myślenia nie widzi nic dziwnego. – 85% społeczeństw zróżnicowanych kulturowo akceptuje poligamię. Biorąc pod uwagę liczbę osób przyzwalających na taki stan rzeczy, poligamia jest dominującym systemem – przekonuje. – A to, co się dzieje w naszej kulturze, należałoby nazwać monogamią seryjną. Wszystko przez to, że wielu mężczyzn nie stać na posiadanie kilku żon i zapewnienie im utrzymania. Stąd biorą się rozwody.
Współczesne prawo islamskie pozwala na poligamię, choć jedynie w formie poligynii (czyli gdy jeden mąż ma więcej niż jedną żonę). W czerwcu 2002 r. aresztowano w Kairze 36-letnią Amal Mustafa Ali. Jej małżonek po trzech latach trwania małżeństwa zorientował się, że Amal ma jeszcze drugiego męża, któremu urodziła dwójkę dzieci. Kobietę aresztowano, jednak nie wiadomo, co się z nią dalej działo.
Shatha Janabi jest przekonana, że ostatnio sporo się zmieniło w ludzkiej mentalności. – Ale nie jest tak, że kraje arabskie patrzą na Zachód i biorą z niego przykład. Bardziej chodzi o to, że sytuacja wymusza inne podejście do tradycji. Np. Irak. Te wszystkie wojny, teraz okupacja, terroryści. Ludzie mają wiele zmartwień i brakuje im czasu, żeby mieć więcej żon i dzieci – mówi. – Coraz więcej mężczyzn, jak już bierze sobie żonę, to z myślą, że będzie to ta jedna na całe życie. Inaczej jest na wsi, gdzie wielożeństwo ma się dobrze. Ale tam też zdarzają się konflikty, szczególnie gdy wszystkie żony mieszkają pod jednym dachem. W Koranie jest napisane, że można mieć więcej żon. Ale Pan Bóg bardzo rozsądnie ułożył tę zasadę. Mężczyzna powinien być sprawiedliwy i w stosunku do każdej żony zachowywać się tak samo. Pan Bóg w swej mądrości wie, że to niemożliwe. I dlatego mówi, że lepiej mieć jedną żonę.
Są na to odpowiednie fragmenty Koranu: „Lękaj się być niesłusznym względem niewiast twoich i nie miej więcej nad dwie, trzy lub cztery żony, wybieraj takie, jakie się tobie podobały. Jeżeli ich uczciwie utrzymywać nie możesz, poprzestań na jednej tylko”. (Surah an-Nisa”, 4:3), „Nie będziecie mogli pomimo usiłowań waszych podzielić zarówno miłość między wasze żony, ale na żadną stronę nie przeważajcie szali” (Surah an-Nisa”, 4:127). Ale od każdej reguły są wyjątki. I to nie byle jakie, bo sam Mohamet pozostawił po sobie aż dziewięć wdów. Muzułmanie tłumaczą, że w zamian więcej się modlił i pościł od przeciętnego śmiertelnika.
– W islamie to, co mówi religia, jest słuszne i dobre, jest też prawem. To prawda, że Mahomet miał wiele żon, ale współczesny muzułmanin może mieć maksymalnie cztery żony. Jednak np. Tunezja i Turcja ustawodawczo zakazały małżeństw poligamicznych. Poza tym małżeństwo w islamie jest bardzo drogim przedsięwzięciem. Mężczyzna jest zobowiązany przekazać rodzinie przyszłej żony mahr, czyli dar ślubny. Czasami jest on wart nawet tysiące dolarów – mówi Monika Nawracka. Przyznaje, że poligamia jest tam sposobem na ochronę porządku społecznego, ale kobiety z zasady nie są podporządkowane mężowi, chociaż praktyka społeczna czasami wskazuje na coś zupełnie innego. Jak mówi perskie przysłowie: Mężczyzna jest głową, a kobieta szyją, która nią kręci.

W Afryce król ma wiele żon
W krajach muzułmańskich próbuje się ostatnio znaleźć naukowe uzasadnienie poligamii. Np. takie, że wielożeństwo może być skutecznym lekarstwem w walce z AIDS. W Kampali, stolicy Ugandy (16% to muzułmanie), odbyła się nawet konferencja muzułmanek. Wśród opinii dominowały takie, że mężczyzna, mówiąc żonie o intencji kolejnego ożenku, ma już na oku konkretną partnerkę. Odmowa byłaby więc zachęcaniem go do życia w konkubinacie i jednocześnie narażaniem męża na zakażenie AIDS.
– Dobrze zarządzana poligamia jest dobrą praktyką. Łatwo walczyć z rozprzestrzenianiem się AIDS, jeśli mężczyzna posiadający cztery żony nie utrzymuje kontaktów pozamałżeńskich – mówiły uczestniczki konferencji.
W Rwandzie każda żona ma własny dom, swoje pola i bydło. Jest gospodynią domu, a mąż gospodaruje żonami, odwiedza je po kolei, spędzając z każdą odpowiednią ilość czasu. W plemieniu Tutsi domy są od siebie oddalone i kobiety znają się jedynie z imienia. W Hutu relacje między żonami są nieco lepsze.
Inaczej natomiast wygląda w Afryce tzw. poligamia królewska, gdzie władca ma przynajmniej 10 żon. Ale po pięciu, sześciu latach oddaje kilka któremuś z przyjaciół. Gdyby tego nie zrobił, i tak musiałby zrezygnować z sypiania z nimi i poślubić kolejne kobiety.
Zdaniem misjonarzy, „wirus” poligamii stopniowo udaje się wytępić. Jednak co innego pokazują badania socjologiczne. W Kenii 76% kobiet nie widzi w wielożeństwie niczego złego. A na wsiach 25 na 27 kobiet uważa nawet poligamię za coś znacznie lepszego od monogamii.
Pewnie dlatego Kościół w Kenii dość sceptycznie patrzy na działania ortodoksyjnych misjonarzy. Nawet wielebny David Gitari z Kościoła anglikańskiego w Kenii powiedział, że poligamia praktykowana właściwie jest o wiele bardziej chrześcijańska niż rozwód oraz ponowne małżeństwo, biorąc pod uwagę opuszczone żony i dzieci.

Religijni poligamiści
– Ciekawie sprawa ma się z mormonami, bo oni wywodzą się bezpośrednio z kultury chrześcijańskiej. Nie można więc im zarzucić wpływu islamu czy kultury afrykańskiej – przekonują etnografowie.
Joseph Smith, który w latach 30. XIX w. założył w USA organizację mormonów, zgromadził wokół siebie 49 żon. W 1862 r. Kongres USA zakazał poligamii. I choć po wielu potyczkach mormoni w końcu uznali tę decyzję (nazwano ją nawet Wielkim Przystosowaniem), to jednak nie zrezygnowali z praktyk poligamicznych. Według badań, w Ameryce jest około 30 tys. takich związków. W 2001 r. sporo szumu zrobiło się wokół niejakiego Toma Greena, który publicznie oświadczył, że ma prawo do swojego stylu życia wynikającego z jego przekonań religijnych. Władze, które dotąd patrzyły na poczynania mormonów przez palce, musiały coś z tym fantem zrobić i skazały Greena za poczwórną bigamię. Dostał pięć lat więzienia i został zobowiązany do zwrotu stanowi Utah 75 tys. dol. za bezprawnie pobrane zasiłki rodzinne na 29 dzieci. Ostatni zarzut dotyczył gwałtu na jednej z pań Green, którą poślubił, gdy miała 13 lat. Członkowie sekty solidarnie stwierdzili jednak, że Tom Green jest ich wielkim współczesnym męczennikiem. – Mężczyzna pragnie posiadać więcej niż jedną żonę, a kobieta więcej niż jedno dziecko. Taka jest między nimi różnica dana przez Boga – grzmiał Jim Harmston, lider Rady Dwunastu z Manti, stojącej na czele ekskomunikowanych za wielożeństwo członków Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, czyli mormonów.
Mężczyźni z Rady Dwunastu z Manti mają, licząc wszystkich razem, ponad 40 żon. I ponoć nie są to zaniedbane kury domowe, ale eleganckie panie z dyplomami uniwersyteckimi. Bart Malstrom jest właścicielem małej fabryczki produkującej leki homeopatyczne. Interes prowadzi razem z czterema żonami i dwanaściorgiem dzieci. – Nikt nie zmusza kobiety do zawarcia związku lub wytrwania w nim, jeśli okaże się, że nie ma na to ochoty – mówią żony Barta, a on sam ma na to najlepszy dowód: jeszcze trzy lata temu miał pięć żon, teraz tylko cztery. Jedna odeszła. Dlaczego, nie powiedziała.

Poligamia w cywilizowanej Europie?
Agnieszka Sumińska, sędzia, naczelnik Wydziału Spraw Rodzinnych i Nieletnich w Ministerstwie Sprawiedliwości, przekonuje, że poligamia jest sprzeczna z podstawowymi zasadami kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Wynika to z art. 1 i 13 k.r.o. Przewidują one przeszkodę do zawarcia małżeństwa, zwaną potocznie przeszkodą bigamii, która polega na zakazie zawarcia małżeństwa przez osoby pozostające już w związku. Nieprzestrzeganie jej powoduje m.in. unieważnienie małżeństwa, a naruszenie zakazu bigamii stanowi popełnienie przestępstwa określonego w art. 206 k.k. – Kodeks rodzinny pochodzi z 1964 r. Był wielokrotnie nowelizowany, ale zasada monogamii nie była nigdy poddawana nawet najmniejszym próbom zmian – mówi Agnieszka Sumińska.
– Nie wyobrażam sobie, żeby pod tym względem inne kraje Unii mogły mieć jakikolwiek wpływ na polskie prawodawstwo. Na razie jest tylko projekt ustawy o związkach partnerskich, ale czy znajdzie on swoje stałe miejsce w polskim ustawodawstwie, trudno powiedzieć. Z rozmów z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości z innych krajów wynika, że nasze rozwiązania prawne w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym są wzorem w całej Europie. Nie słyszałam, żeby nasz kodeks rodzinny był uznawany za oporny na wszelkie przejawy społecznego rozwoju, żeby zawierał zatwardziałe przepisy i był murem dla ducha postępu.
Zdaniem socjologów, w Szwecji wychowuje się w rodzinach homoseksualnych około 40 tys. dzieci. A ostatnio Ogólnokrajowy Związek ds. Równouprawnienia Seksualnego wysunął postulat, by dzieci w lesbijskich związkach mogły mieć dwie matki i ojca, a nawet dwie matki i dwóch ojców. Idąc za ciosem, były lider chadeków, Alf Svensson, uważa, że skoro aprobuje się małżeństwa homoseksualne, nie pozostaje nic innego, jak zezwolić na poligamię. W maju młodzieżowy związek Zielonych zaproponował, aby poligamia i poliamoria (osoby pozostają w związkach opierających się na więcej niż jednej głębokiej miłości równocześnie) zostały usankcjonowane. Ich zdaniem, nie ma powodów, by człowiek nie mógł kochać dwóch lub więcej osób. Z podobną propozycją legalizacji poligamii wystąpili też młodzi socjaldemokraci z hrabstwa Bohus w Szwecji. Małżeństwo powinno być, ich zdaniem, neutralne nie tylko co do płci, ale i co do liczby osób, które chciałyby zawrzeć związek.
Swego czasu media donosiły o irlandzkich „obrońcach praw człowieka” protestujących przeciwko pobieraniu od imigrantów wyznających islam oświadczenia o rezygnacji z wielożeństwa. Podobny problem jest w Belgii, która nie uznaje poligamii. – Dotyczy to małżeństw zawieranych przez Belgów oraz przez cudzoziemców, ale na terenie naszego kraju – tłumaczył w prasie Dirk Beke, holenderski prawnik i profesor na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Gandawie i Wydziale Polityki Rozwoju Uniwersytetu w Antwerpii. – Ale np. dwoje Marokańczyków osiadłych w Belgii jedzie do Maroka wziąć ślub. A potem mężczyzna, znów w Maroku, zawiera kolejne małżeństwo. Zostanie ono pośrednio uznane przez belgijskie prawo, pod warunkiem że małżonkowie są Marokańczykami, czyli pochodzą z kraju, gdzie takie związki są dopuszczalne. Dodatkowo uznanie takiego małżeństwa jest uwarunkowane dwoma kryteriami. Po pierwsze, nie ma ono żadnego związku z – jak to określono w przepisach – belgijskim porządkiem prawnym. A więc np. kolejna żona nie może być Belgijką. Po drugie, uznanie kolejnego małżeństwa leży w interesie kobiety albo dzieci. Nigdy w interesie mężczyzny. Jeśli, dajmy na to, Marokańczyk żyjący w Belgii ma tu wypadek, a w Maroku żyją jego dwie żony, to odszkodowanie zostanie podzielone pomiędzy obie. W przypadku śmierci małżonka i podziału majątku prawo do niego mają dzieci wszystkich żon.
Zwolennicy legalizacji poligamii (albo, jak mówią, delegalizacji zakazu bigamii) poza aspektem prawnym widzą też, logiczne ponoć, przesłanki socjologiczne. – We Francji socjologowie przeprowadzili badania bogatych biznesmenów, mężczyzn w kwiecie wieku, między 35. a 50. rokiem życia. Mieli po dwie rodziny, oficjalną i nieoficjalną – opowiada dr Pawłowski. – W obu były dzieci i w obu kobiety nie pracowały, bo mężczyźni mogli sobie na to pozwolić. Z tym że legalna żona nie wiedziała nic o drugim życiu męża. Okazało się, że ci biznesmeni byli strasznie zestresowani i w miarę trwania takiej sytuacji ich zdolność życia na wysokich obrotach zmniejszała się, pojawiały się problemy w pracy. Wszystko przez to, że społeczeństwo przez przyjęte zakazy utrudniało im życie.
– We Francji mniejszość muzułmańska to 5 mln ludzi. I dla Francji to olbrzymi problem, bo ten kraj bardzo chciałby zachować stabilność społeczną, zachować status kultury wysokiej. I pewnie dlatego stara Europa się nie ugnie – przekonuje prof. Zbigniew Drozdowicz. – Powszechna akceptacja i legalizacja poligamii, nawet w najbardziej postępowych społeczeństwach, nie jest możliwa. I nie ma co narzekać na ograniczenie wolności. W kulturze zachodniej wolność to pochodna odpowiedzialności. Inaczej staje się anarchią. Gdyby z kolei wprowadzić w polskim prawie odpowiedni zapis, Polacy też nie podeszliby do sprawy z wielkim entuzjazmem. I nie chodzi tu wcale o stosunek do religii, ale o obawę, że sąsiedzi nie pozostawiliby na nich suchej nitki. Bo Polacy to naród bardzo konserwatywny.
– Na razie dyskusja na temat legalizacji poligamii jest dość abstrakcyjna, bo nie jesteśmy przygotowani mentalnie do takich pomysłów. Choć i w Polsce są przypadki, gdy pod jednym dachem z jednym mężczyzną mieszka kilka kobiet. Oni nie szukają jednak prawnego potwierdzenia swoich relacji. Problem pojawia się dopiero w przypadku śmierci czy choroby którejś z tych osób. Nagle okazuje się, że bliscy sobie przez wiele lat ludzie z punktu widzenia prawa są traktowani jak zupełnie obcy – zgadza się prof. Lechosław Gapik. I przekonuje, że takie sytuacje powinny zostać jak najszybciej uregulowane.


Poligamia, w odróżnieniu od monogamii, oznacza związek małżeński z wieloma osobami. Wśród jej form wyróżniamy poligynię (wielożeństwo) – małżeństwo mężczyzny z kilkoma kobietami oraz poliandrię (wielomęstwo) – małżeństwo kobiety z kilkoma mężczyznami. Ta druga forma była znacznie rzadsza, dlatego potocznie przyjęło się rozumienie poligamii jako wielożeństwa.


Czy powinno się w Polsce zalegalizować poligamię?

Kora Jackowska,
wokalistka
Z mojego punktu widzenia – nie. Żyję od 30 lat w związku nieformalnym i dlatego jestem za legalizacją związków konkubenckich. Myślę, że od tego trzeba zacząć. Nie powinno się robić od razu trzech kroków, kiedy się nie zrobiło jednego – pomagającego różnym nieformalnym parom hetero- i homoseksualnym, które żyją razem, ale nie mają żadnych praw ani zabezpieczeń prawnych, materialnych itd. Co do związków poligamicznych – osobiście nie gustuję w czworokątach, pięciokątach, nie leży to w moim charakterze. Nie uważam się za rewolucjonistkę, jestem raczej zwolenniczką małych kroków.

Leon Niemczyk,
matrymonialny rekordzista wśród polskich aktorów, sześć razy żonaty
Odpowiem słowami Szekspira – nic, co ludzkie, nie jest mi obce. Oczywiście, trudno byłoby mi, aby nie wyjść na błazna, utrzymywać, że związek na całe życie z jednym partnerem jest czymś znakomitym. Wiem jednak, że istnieją ludzie szczęśliwie żyjący z jednym stałym partnerem. Na szczęście nie jesteśmy pod tym względem zaszeregowani do jednego gatunku ssaków. Wierność do końca życia nie stała się dla nas sztywnym szablonem i to jest cała odpowiedź na pytanie. Czy legalna poligamia? To są sprawy do rozważenia. Muzułmanie to praktykują, ale o ile wiem, w Koranie jest zapisane, że mężczyzna musi utrzymywać swoje kobiety, dać im podstawę egzystencji. W naszej religii tego nie było i nie ma. A obecnie obserwuję jakby coś przeciwnego – dominację różnych bizneswoman, choć do tej pory to mężczyzna był motorem wszelkich działań.

Kevin Aiston,
etatowy Brytyjczyk w TVP
Nigdy by mi to nie przyszło do głowy. Polska jest krajem mocno osadzonym w tradycji i gdyby coś takiego uchwalono, powstałby protest, bunt. Oczywiście, na pewno znaleźliby się i entuzjaści, którzy pochwaliliby legalną poligamię. Mówiliby, to fajne, czekamy na nowe pomysły. Ale dla mnie osobiście nie jest to zbyt zachęcająca perspektywa. Ludzie tak często narzekają na jedną żonę, to po co by im były jeszcze trzy?

Jan Tomaszewski,
piłkarz
Niech Arabowie mają taką możliwość, bo islam zezwala im na cztery żony, ja jestem zwolennikiem tej jednej, choć ona wcale nie musi być jedyna. Życie sportowca jest specyficzne, przypomina trochę życie marynarza. W tej chwili zawodnik wysokiej klasy jest poza domem 200 dni w roku. Człowiek staje przed dylematem, czy się wiązać, czy nie. Opierając się na własnym doświadczeniu, powiem – nie wiązać się. Mam za sobą dwa rozwody, choć moim partnerkom niczego nie mogłem zarzucić ani nic złego o nich powiedzieć. Rozejścia były w dużej mierze wynikiem rozłąki. Osoby w luźnym związku, tzw. narzeczeni, byliby w stanie przetrzymać różne zawirowania i długotrwałe rozstania, małżonkowie już nie. Dlatego moja propozycja idzie w stronę narzeczeństwa.

Katarzyna Grochola,
pisarka
Nie wierzę, że człowiek nie może wytrzymać w jednym związku, że „to” jest silniejsze od niego. W tym zdaniu tkwi szatan, bo przecież nikt nikogo nie zmusza do małżeństwa. Niech ktoś od razu określi się jako poligamista, a nie zapewnia o wielkich uczuciach. Wtedy kobiety nie będą na to się nabierać. Sytuacja będzie uczciwa.
Wydaje mi się, że kobiety mają mniejszą skłonność do umieszczania uczuć w różnych mężczyznach (czy kobietach). One raczej tęsknią za czymś stałym, trwałym, a zmienność odnoszą do postaci partnera, a nie ich liczby. Założenie, że będę żyła z paroma mężczyznami (kobietami), oznacza, że chcę za wszelką cenę uniknąć bliskości. Ktoś mądry powiedział: jeśli żyję z jedną kobietą, to tak, jakbym miał wszystkie, jeśli żyję ze wszystkimi, to jakbym nie miał żadnej. Zdarza się, że zdrada poprawia stosunki między małżonkami, bo wtedy pretensje się rozkładają, związek dostaje „trzeciej nogi”. Jednak unikanie stworzenia dobrego związku jest ucieczką przed pełną otwartością. Stąd rodzą się pomysły poligamii. Co do biologii zaś – wydaje się, że mężczyzna ma spokojne spodnie dlatego, że jest uczuciowo dojrzały, a nie dlatego, że ma wiele partnerek.

Notował BT


Kara za bigamię

Art. 206 kodeksu karnego
Kto zawiera małżeństwo, pomimo że pozostaje w związku małżeńskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.
Złapani bigamiści
1998 – 1
1999 – 8
2000 – 6
2001 – 8
2002 – 9
2003 – 6
(Źródło: Komenda Główna Policji)

W Biblii najlepszym przykładem poligamisty był król Salomon. Pismo Święte podaje (1 Krl 11,3), iż miał on koło tysiąca kobiet z różnych narodów, z czego 700 to związki sakramentalne, a 300 mniej oficjalne.

Związki poligamiczne imigrantów w prawie unijnym

Unia Europejska w przyjętej w 2003 r. dyrektywie o łączeniu rodzin nie zezwala na wydawanie prawa pobytu związkom poligamicznym. Mężczyzna pochodzący z kraju, gdzie takie związki są dopuszczalne, jeśli dostanie prawo pobytu w kraju UE, może legalnie sprowadzić tylko jedną żonę.
Kraj członkowski UE sam może zdecydować, czy dać prawo pobytu dzieciom pochodzącym z jednego związku, czy ze wszystkich małżeństw. Jeśli wybierze drugą opcję, to taka decyzja nie będzie miała wpływu na prawo osiedlania się rodziny w innych państwach UE.

Wydanie: 33/2005

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Max11
    Max11 7 października, 2015, 15:39

    Miałem dużo kobiet w swoim życiu. Teraz mam jedną na prawdę wspaniałą: jest inteligentna, ładna, mamy wspólne poczucie humoru, dobry sex itp. Jednak mi jest mało, mimo tego, że mam udany związek to i tak patrzę na inne kobiety. Patrzę i cały czas mnie korci żeby poderwać jakąś inną. To straszne uczucie, ponieważ chce zachować wierność, ale z drugiej strony mam ogromną chęć spróbować czegoś nowego. Czy tak musi być?

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Anonim
      Anonim 18 listopada, 2015, 12:13

      Spróbuj, jeśli to tak Cię absorbuje, ale najpierw odejdź od tej, z ktorą jestes- zachowasz honor.. Proste. A potem nie wyj pod jej drzwiami, że nie było warto. A najlepiej powiedz jej w prost, z jakiego powodu ją rzucasz.

      Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 28 listopada, 2015, 09:29

    no to niech kobieta ma lilku mężów

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy