Wideo-oskarżyciel

Wideo-oskarżyciel

Kim jest Andrzej Czyżewski, świadek w sprawie afery paliwowej, który obciąża zeznaniami czołowych polityków

Przeprowadzone metodą wideo-internetową zeznania Andrzeja Czyżewskiego to woda na młyn prawicowych członków sejmowej Komisji Śledczej ds. Orlenu. Oto bowiem posłowie otrzymali informacje, z których wynika, że przez lata działalność mafii paliwowej w Polsce wspierały i ochraniały służby specjalne i politycy. Czyżewski, świadek w sprawie afery paliwowej, obciążył zeznaniami ponad 100 osób, wśród których znalazło się wielu czołowych przedstawicieli lewicy – m.in. Stanisław Ciosek, Jerzy Szmajdziński, Andrzej Celiński i Krzysztof Janik.
Kim jest człowiek stawiający tak ciężkie zarzuty?

Żaden szczególny prokurator

W mediach przedstawia się go jako byłego prokuratora, który pod koniec 1982 r. wyemigrował do Niemiec. Jak sam twierdzi, przed stanem wojennym współpracował z Komisją Krajową „Solidarności”, za co został internowany. Po wyjściu na wolność wraz z żoną – również prokuratorem – nie mogli znaleźć pracy i zdecydowali się wyjechać z kraju.
– Przyjęliśmy obywatelstwo niemieckie, a po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta, zrezygnowaliśmy z polskiego – podkreśla dziś Czyżewski w publicznych wystąpieniach.
– Czyżewski? – zastanawia się Waldemar Zduniak, szef prokuratury w Malborku, gdzie miał pracować dzisiejszy świadek. – Nie przypominam sobie. A jestem tu prokuratorem z najdłuższym, 24-letnim stażem. Choć niewykluczone, że po prostu się minęliśmy. Jeśli tak, to pan Czyżewski niczym szczególnym się nie wyróżnił – nikt o nim nie wspominał, nikt nie opowiadał żadnych związanych z nim historii.
Czyżewskiego nie kojarzy również Andrzej Celiński, choć były prokurator twierdzi, że obaj znają się jeszcze z czasów „Solidarności”
– Nie miałem z tym człowiekiem do czynienia, nie znam go – zapewniał publicznie poseł SdPl.
Jeszcze mniej wiadomo o działalności Czyżewskiego na przełomie lat 80. i 90. Media relacjonujące jego zeznania podawały tylko, że w tym czasie pracował w branży paliwowej na terenie Niemiec. I nagle, w 1999 r., został mniejszościowym udziałowcem firmy Dansztof – jednej ze spółek zamieszanych w nielegalne obroty paliwem i wyłudzanie akcyzy. Prokuratura w Zielonej Górze zarzuciła Czyżewskiemu działanie na szkodę spółki i narażenie jej na straty 438 tys. zł.
Zdaniem Czyżewskiego, media błędnie przypisują mu udziały w Dansztofie. Jak twierdzi, tylko przez miesiąc był udziałowcem tej firmy.
– Bzdura – mówi Kazimierz Rubaszewski, rzecznik zielonogórskiej prokuratury. – Czyżewski był znacznie dłużej we władzach spółki, co potwierdzają zapisy z rejestrów sądowych. I tak od 3 marca 1999 r. do 30 kwietnia 1999 r. był członkiem zarządu; od 30 kwietnia 1999 r. do maja 2000 r. był przewodniczącym rady nadzorczej; od kwietnia 2000 r. do 4 października 2000 r. był wiceprezesem zarządu.

Ucieczka do Niemiec

W sprawie Dansztofu, obok Czyżewskiego, oskarżono trzy inne osoby w różnym okresie wchodzące w skład władz spółki. Obecnie przed Sądem Rejonowym w Zgorzelcu toczy się ich proces.
– Czwartej osobie, której sformułowano zarzuty, nie zdołano ich przedstawić i przesłuchać w charakterze podejrzanego. Dotyczy to właśnie Andrzeja Czyżewskiego – mówi Rubaszewski.
Jak wynika z jego relacji, aż przez siedem miesięcy wzywano Czyżewskiego do stawienia się w prokuraturze – za każdym razem bezskutecznie. W efekcie w kwietniu 2002 r. prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowego aresztowanie byłego prokuratora. Ten jednak ani myślał oddać się w ręce polskiego wymiaru sprawiedliwości i uciekł do Niemiec. 14 maja 2002 r. wydano i rozesłano za nim list gończy.
To właśnie z powodu tego listu przesłuchanie Czyżewskiego w sprawie afery paliwowej miało charakter wideokonferencji między prokuraturami w Krakowie i w Hamburgu. Świadek otwarcie odmawiał przyjazdu do Polski, obawiając się aresztu.
Czy to, co zeznał, ma jakąś wartość? Z przecieków, jakie dotarły do mediów, wynika, że poza mało konkretnymi oskarżeniami miotanymi w stronę polityków Czyżewski szczegółowo opisał sieć powiązań między prokuratorami, bankowcami, służbami specjalnymi a przestępcami paliwowymi. Zdaniem krakowskich prokuratorów, jego zeznania będą trudne do zweryfikowania, ponieważ często powołuje się on na informacje pochodzące od nieżyjącego już jednego z baronów paliwowych, Zdzisława M.
A sprawa Dansztofu dowodzi, że Czyżewski potrafi kłamać i iść w zaparte.

 

Wydanie: 13/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy