Sejsmolodzy przed sądem

Sejsmolodzy przed sądem

Czy włoscy naukowcy trafią do więzienia, bo nie ostrzegli o trzęsieniu ziemi?

We włoskim mieście L’Aquila toczy się osobliwy proces. Podsądni to sześciu wybitnych sejsmologów oraz były wysoko postawiony urzędnik obrony cywilnej. Oskarżono ich o nieudolność, zaniedbania oraz umyślne spowodowanie śmierci 309 osób, nie ostrzegli bowiem przed trzęsieniem ziemi, które zniszczyło to piękne średniowieczne miasto. Grozi im do 15 lat więzienia.
Naukowcy na świecie są zaniepokojeni. Wiadomo przecież, że w krótkim czasie trzęsień ziemi nie sposób przewidzieć. Ponad 5 tys. badaczy z różnych krajów podpisało list w obronie kolegów, wystosowany do prezydenta Włoch Giorgia Napolitana. Wielu zastanawia się, czy w przyszłości pozywani będą specjaliści, którzy nie przewidzieli innych kataklizmów i klęsk żywiołowych, takich jak huragany, tajfuny, wybuchy wulkanów, tsunami.
L’Aquila, malowniczo położona w Apeninach stolica regionu Abruzzo, znajduje się w miejscu aktywnym sejsmicznie. Już wcześniej, w roku 1461 i 1703, była niszczona przez trzęsienia ziemi.
Seria lekkich wstrząsów nawiedziła miasto w październiku 2008 r. i od tej pory ziemia drżała nieustannie. W styczniu 2009 r. doszło do 69 wstrząsów, w lutym – do 78, w marcu było ich 100, a w pierwszych pięciu dniach kwietnia – 57. Mieszkańcy żyli

w coraz większym lęku.

Przyczynił się do tego także Giampaolo Giuliani, emerytowany pracownik pobliskiego laboratorium w Gran Sasso. Skonstruował on aparaturę wykrywającą radon, radioaktywny gaz szlachetny, który wydobywa się z ziemi na skutek ruchu i pękania płyt tektonicznych. Giuliani ostrzegał, że radon w powietrzu zapowiada trzęsienie ziemi. Jednak wcześniejsze prognozy technika, który nie opublikował ani jednego artykułu naukowego, okazywały się fałszywe. Prokuratura miasta Sulmo oskarżyła go nawet o niepotrzebne podnoszenie alarmów. Władze i kręgi naukowe nie traktowały Giulianiego poważnie.
Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Na budynkach pojawiły się szczeliny, przerażeni księża wypędzali wiernych z kościołów, zamknięto dwie szkoły. 30 marca 2009 r. zebrała się na nadzwyczajne posiedzenie Narodowa Komisja Przewidywania Wielkich Zagrożeń. Obrady miały chaotyczny przebieg, ponieważ uczestniczyli w nich nie tylko sejsmolodzy, lecz także funkcjonariusze obrony cywilnej, urzędnicy miejscy oraz obywatele. Naukowcy mogli stwierdzić mniej więcej tyle: wiemy, że nic nie wiemy. Enzo Boschi, przewodniczący Narodowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii w Rzymie, oświadczył: „Jest mało prawdopodobne, że wkrótce nastąpi trzęsienie ziemi takie jak to z 1703 r., ale całkowicie wykluczyć tej możliwości się nie da”. Boschi znał wyniki badań z 1988 r., które przeprowadził znakomity sejsmolog Giuseppe Grandori dla trzech innych aktywnych sejsmicznie regionów Włoch. Grandori doszedł do wniosku, że tylko 2% potężnych trzęsień ziemi poprzedzanych jest kilka dni wcześniej przez wstrząsy o średniej sile.
Przed dziennikarzami wystąpił także niebędący sejsmologiem wicedyrektor obrony cywilnej Bernardo De Bernardinis. Powołując się na opinię naukowców (którzy obecnie zaprzeczają, że ją wydali) zapewnił, że sytuacja sejsmiczna jest stabilna, ponieważ nagromadzona w skorupie ziemskiej energia rozładuje się w małych wstrząsach. Jest to pogląd rozpowszechniony, ale nie ma naukowego uzasadnienia. Niektórzy podejrzewają, że obrona cywilna chciała uniknąć ogromnych kosztów ewakuacji tysięcy ludzi. 5 kwietnia przed godz. 23 L’Aquilę nawiedziło trzęsienie ziemi o mocy 3,9 stopnia w skali Richtera. Wielu mieszkańców mimo to pozostało na noc w domach. 6 kwietnia o 3.32 nad ranem miasto spustoszył wstrząs o sile 6,3 stopnia. Wiele średniowiecznych budynków runęło. 46-letni lekarz Vincenzo Vittorini spał z rodziną w mieszkaniu przy Via Luigi Sturzo. „To było jak uderzenie gromu. To nie był hałas, ale ogłuszający grzmot. A potem zapadła ciemność”, opowiadał. Po sześciu godzinach

ekipy ratownicze

wydobyły go z gruzów. Żona Claudia i córka, dziewięcioletnia Fabrizia, nie przeżyły. Kataklizm zabił 309 osób, ponad 1,5 tys. odniosło rany, 60 tys. straciło dach nad głową, 20 tys. budynków uległo zniszczeniu. Do dziś 8 tys. mieszkańców musi się zadowolić przypominającymi baraki prowizorycznymi kwaterami. Bazylika św. Bernarda, ratusz i kino Massimo pozostają zamknięte. Vincenzo Vittorini i inni mieszkańcy uważają, że zostali „zdradzeni przez naukę” i żądają sprawiedliwości. Wraz z władzami miejskimi domagają się od oskarżonych i państwa odszkodowań w wysokości 50 mln euro.
Tylko czy w tym przypadku sprawiedliwość może zostać wymierzona? „Przez całe lata przypominałem, że jeśli ktoś mieszka w takim miejscu jak L’Aquila, może w każdej chwili spodziewać się najgorszego”, broni się oskarżony prof. Enzo Boschi.

Wydanie: 39/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy