Sieroty po Belce

Sieroty po Belce

Czy należy zlikwidować podatek od dochodów kapitałowych?

Zmiana na scenie politycznej spowodowała wysyp różnych recept naprawy państwa. Niektóre z nich mają jednak podtekst populistyczny, jak odżywająca koncepcja likwidacji tzw. podatku Belki, czyli 19-procentowego podatku od zysków z oszczędności. Został on wprowadzony w 2001 r. i jest pobierany od zysków z funduszy inwestycyjnych, giełdy i odsetek od lokat bankowych oraz oprocentowanych kont. Sens tego obciążenia jest dosyć wyraźny – ma lekko zniechęcić do oszczędzania tych, którzy mają z czego oszczędzać, a zarazem dostarczyć do budżetu państwa zawsze potrzebne środki finansowe. Sens społeczny tego podatku można tłumaczyć np. odebraniem części zysków bogatszym i przeznaczeniem ich dla biedniejszych.
O likwidacji „podatku Belki” mówiła w końcówce rządów PiS prof. Zyta Gilowska, ale zastrzegała się, że Unia Europejska może nam go narzucić, bo ten instrument stosowany jest w większości krajów. – Podatek Belki nie jest wybitnie korzystny, jeśli chodzi o wpływy budżetowe – mówiła – jednak w pewnym sensie rynek kapitałowy się do niego przyzwyczaił. Ten podatek zniknie w ciągu kilku lat, o ile komisarz Kovacs nie zaproponuje wspólnych zasad opodatkowania dochodów kapitałowych dla całej UE
– wyjaśniła wicepremier. Wydaje się jednak, że skuteczniejszym od nacisków UE motywem zachowania „podatku Belki” były wpływy do budżetu w 2006 r. Wzrosły one trzykrotnie w stosunku do założeń, i osiągnęły 4 mld zł.
Co ciekawe, po wyborach wygranych przez PO w ten sam ton likwidatorski uderzyli zwycięzcy. Też zaczęli obiecywać posiadaczom lokat i pękatych kont bankowych, że do roku 2009 podatek zniknie. Niemal identyczne zdanie zaprezentował też koalicyjny PSL ustami prezesa Waldemara Pawlaka. Do chóru dołączyła również organizacja BCC, bo biznesmeni najwięcej wpłacają „na Belkę”. Zobaczymy teraz, jak potoczą się losy podatku, który wielkiej szkody obywatelom, zwłaszcza ubogim nie czyni, a środków do wspólnej kasy dostarcza.
Były minister finansów, Mirosław Gronicki, przyjmuje w tej kwestii postawę ambiwalentną.
– Prof. Belka wprowadził podatek od dochodów kapitałowych wtedy, gdy gospodarka była w stanie przedzawałowym. Trzeba było ludzi zachęcić do większego wydawania. Teraz mamy inną sytuację. Popyt konsumpcyjny jest duży, a presja na oszczędzanie niewielka – powiedział „Przeglądowi”.
Eliminacja podatku mogłaby pobudzić skłonność do oszczędzania. Trzeba się jednak zastanowić, komu generalnie zabieramy pieniądze, czy można wyeliminować miliardowe wpływy do budżetu, bo alternatywą jest ograniczenie wydatków, chociażby na sferę budżetową, i dalsze zadłużanie się.

Wydanie: 46/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy