Śmierć politycznego gracza

Śmierć politycznego gracza

Czy były wicekanclerz RFN, Jürgen Möllemann, popełnił samobójstwo podczas skoku ze spadochronem?

Bundestag pozbawił go immunitetu parlamentarzysty, policja rozpoczęła rewizję w mieszkaniach, domach, biurach i firmach Jürgena Möllemana. Kilka minut później były wicekanclerz i minister w rządzie Helmuta Kohla już nie żył. Jeden z najbarwniejszych, ale też kontrowersyjnych polityków Niemiec zginął podczas skoku ze spadochronem.
Prokuratura w Recklinghausen

nie wyklucza wypadku i zabójstwa,

wydaje się jednak, że Mölleman wybrał śmierć z własnej ręki. Wiedział, że może trafić do więzienia, oskarżony o oszustwa, nadużycia i przestępstwa podatkowe.
5 czerwca o godzinie 12.10 prywatny samolot Möllemanna typu Pilatus-Porter startuje z małego lotniska Marl-Loemühle w Westfalii. Dziesięć minut później w parlamencie federalnym jednogłośnie zapada decyzja o odebraniu byłemu zastępcy Helmuta Kohla immunitetu. Funkcjonariusze wysłani przez prokuraturę w Düsseldorfie zaczynają przeszukiwać 25 obiektów w Niemczech, Luksemburgu, Lichtensteinie i Hiszpanii.
O godzinie 12.28 dziesięciu spadochroniarzy skacze z pokładu. Spadochron Möllemanna otwiera się normalnie. Skoczkowie i obserwatorzy na ziemi od razu rozpoznają charakterystyczną niebiesko-żółtą czaszę z wielkimi literami J.W.M. Nagle na wysokości około 1,5 tys. m spadochron oddziela się od człowieka. Thomas Vilter, który skoczył tuż przed Möllemannem, twierdzi: „Musiał odpiąć go sam. Inaczej nie potrafię sobie tego wytłumaczyć”. Podobno inni skoczkowie widzieli, jak polityk przecina nożem linki spadochronu. Były wicekanclerz spada na ziemię jak kamień z prędkością 200 km na godzinę. Pozostaje spadochron rezerwowy, lecz skoczek go nie otwiera. Być może, stracił przytomność, lecz na określonej wysokości spadochron powinien otworzyć się sam. Czy Möllemann wyłączył mechanizm automatycznie otwierający czaszę?
Dla byłego zastępcy Kohla, ucznia Hansa-Dietricha Genschera, nie ma już ratunku. Ciało spadochroniarza wbija się w pole jęczmienia. „Usłyszeliśmy głuchy odgłos, jak wtedy gdy ludzie skakali z płonącego World Trade Center”, opowiadał mechanik Udo Dumke. W tak tragiczny sposób dobiegła kresu jedna z najbardziej niezwykłych karier w dziejach powojennych Niemiec. Genscher, długoletni szef dyplomacji RFN, powiedział kiedyś: „Największym wrogiem Möllemanna jest on sam”. Te słowa okazały się prorocze.
Urodzony w 1945 r. Jürgen Möllemann przez 28 lat zasiadał w Bundestagu z ramienia FDP. Największe polityczne sukcesy osiągnął w latach 1992-1993, kiedy był wicekanclerzem i ministrem gospodarki w gabinecie Kohla. Wtedy zaczął popierać pewną firmę produkującą „rewelacyjny” wynalazek – plastikowe żetony do wózków w supermarketach. Skandal wybuchł, gdy się okazało, że żetonowe przedsiębiorstwo należy do kuzyna ministra. Möllemann musiał odejść.

Wielu wróżyło mu polityczną śmierć,

nawet koledzy partyjni nazywali go „intrygancką świnią”. Ale byłemu wicekanclerzowi udał się wspaniały polityczny come back. W 2000 r. ponownie wprowadził FDP do parlamentu krajowego Nadrenii Północnej-Westfalii, został wiceprzewodniczącym liberałów. Jowialny, często populistyczny Möllemann postanowił, że zmieni FDP, elitarną partię „ludzi lepiej zarabiających”, w ugrupowanie masowe, mające poparcie 18% elektoratu. Wybrał jednak fatalną metodę – postawił na nastroje antysemickie wśród obywateli. Stwierdził, że to brutalna polityka premiera Izraela, Ariela Szarona, oraz „nietolerancyjne” wystąpienia broniącego jej wiceprzewodniczącego Rady Żydów w Niemczech, Michaela Friedmana, budzą w RFN antysemickie i antyizraelskie resentymenty. Przeprosił wprawdzie za swe wypowiedzi, ale podczas kampanii wyborczej przed wyborami do Bundestagu wydał broszurę zawierającą antyizraelskie treści. Przewodniczący FDP, Guido Westerwelle, i inni działacze partyjni nie próbowali zbyt energicznie powstrzymywać kontrowersyjnego polityka. W skrytości ducha liczyli, że Möllemann znów wyczuł społeczne nastroje, że kampania z antysemityzmem w tle przyniesie FDP zwycięstwo. Wyborcy zareagowali niechęcią. We wrześniu 2002 r. liberałowie, którzy zapowiadali 18% głosów, zdobyli niespełna osiem. Tylko „afera Möllemanna” uniemożliwiła chadekom i sprzymierzonym z nimi liberałom powrót do władzy w Berlinie. Były wicekanclerz uznany został za głównego winowajcę. Pozbawiono go stanowisk partyjnych, w marcu br. zmuszono do wystąpienia z FDP. Władze partii zapragnęły się dowiedzieć, skąd Möllemann wziął prawie milion euro na wydanie antyizraelskiej broszury. Sprawą zainteresowała się prokuratura w Düsseldorfie, która wykryła dziwne transfery finansowe na kontach należącej do byłego zastępcy Kohla firmy WebTec, prowadzącej interesy ze światem arabskim. W Berlinie krążyły opowieści, że Möllemann maczał palce w handlu bronią.
Były minister gospodarki czuł się osaczony. Czy nie widział innego wyjścia niż przecięcie linek spadochronu? Przed śmiercią chorował na serce, brał lekarstwa i szukał zapomnienia w alkoholu.

Snuł plany założenia nowej partii,

ale wszyscy wiedzieli, że to tylko mrzonki. Publicyści nad Łabą i Renem porównują sprawę Möllemanna z aferą Uwe Barschela, szefa rządu Szlezwiku-Holsztyna. W 1987 r. Barschel został znaleziony martwy w wannie w genewskim hotelu. Uwikłany we własne kłamstwa, biorący silne lekarstwa być może popełnił samobójstwo, gdy poczuł, że władza wymyka mu się z rąk. Komentarz elektronicznego wydania tygodnika „Der Spiegel” głosi, że zapewne także Möllemann uzależniony był od narkotyku, zwanego władzą, bez którego nie potrafił już żyć. Ale tak naprawdę nie wiadomo, jak zginął Barschel. Czy także śmierć Jürgena Möllemanna pozostanie tajemnicą?

Wydanie: 24/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy