Dobry Niemiec – płacący Niemiec

Dobry Niemiec – płacący Niemiec

Polscy eksporterzy skarżą się na niesolidność niemieckich klientów

Czy myśli pan, że zatrudniam u siebie niewolników? – powiedziałem do niemieckiego kontrahenta, który chciał kupić towar prawie za darmo – opowiada Andrzej Rej z Kraśnika. – Zdarzyło mi się też – dodaje – że dostarczona do Niemiec ciężarówka z wyrobami drewnianymi pod błahym pretekstem nie została przyjęta. Klient powiedział, że nie zapłaci, ale koszty powrotu towaru do Polski okazały się wyższe niż wartość kontraktu. Sprawę wygrałem dopiero w sądzie, jednak niemiecki komornik nie mógł ściągnąć odszkodowania od upadłej, niewypłacalnej firmy. Można było jedynie zgodnie z prawem umieścić tę transakcję w rubryce „straty”.
Andrzej Rej jest biznesmenem i społecznikiem. Prezesuje Krajowemu Zrzeszeniu Producentów Materiałów Budowlanych CERBUD i ma wiele sygnałów o nieuczciwości niemieckich kontrahentów w branży ceramicznej. – Polska jest traktowana trochę jak brzydkie kaczątko w Unii Europejskiej. Zarabiamy mniej od Niemców, ale niektórzy myślą chyba, że u nas pracuje się za darmo – komentuje sytuację na rynku.
Problemy Edwarda Susa, właściciela cegielni Ceramsus w Brzegu Dolnym, też nie świadczą najlepiej o niektórych firmach niemieckich. – Zdarzały mi się sytuacje, że towar dostarczony do klienta nagle zmienił cenę, choć przecież posługujemy się fakturami, na których jest czarno na białym, ile wszystko kosztuje. To tanie cwaniactwo, kiedy się zgłasza reklamację cegieł i kształtek ceramicznych, gdy wszystko już zostało wmurowane i budynek stoi. Aby uniknąć takich sytuacji, wprowadziłem zasadę, że odbiór jakościowy odbywa się u mnie. Niech klient przyjedzie, obejrzy i potwierdzi, że towar mu się podoba. Skończyło się zaufanie do odbiorcy, który jest najczęściej tylko pośrednikiem w sprzedaży.

Kto nas oszukuje?

Sygnały o odraczaniu albo i zaniechaniu płatności napływają ze wszystkich branż, które dotąd szczyciły się rosnącym eksportem na rynek niemiecki. O naciągaczach zza Odry donoszą producenci mięsa, mebli, materiałów budowlanych, a także międzynarodowi przewoźnicy drogowi.
Powodów jest wiele, ale najpoważniejszy to kłopoty niemieckiej gospodarki i rosnąca liczba bankructw przedsiębiorstw, które prowadzą interesy z Polską. Zwraca się też uwagę na dysproporcje gospodarcze między wschodnimi i zachodnimi landami RFN, które powodują, że sięga się po metody nieuczciwe i obłudne.
– Nie podajemy listy naciągaczy – mówi Euzebiusz Jasiński, dyrektor departamentu w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. – Nie dyskryminowałbym też wyłącznie Niemców, bo naciągacze, z którymi mamy problemy, są też we Francji i w Hiszpanii. Najlepiej układa się współpraca firm przewozowych z kontrahentami w krajach skandynawskich. Oni płacą uczciwie i w terminie. Staramy się pomagać członkom zrzeszenia. Jedną z tablic w centrali zrzeszenia przeznaczyliśmy na Hyde Park, gdzie każdy przewoźnik może wpisać tych, którzy mu nie zapłacili. Wskazaliśmy też naszym członkom adresy dwóch wywiadowni gospodarczych, aby mogli ustalić, która firma jest wypłacalna. Niestety, usługi te są bardzo drogie. Proponujemy też ściąganie zaległych pieniędzy przez spółkę Vialtis, z którą współpracujemy przy zwrocie podatku VAT.
Edward Sus z Brzegu uważa, że małe i średnie firmy nie mają co liczyć na ochronę rynku. – To powoduje, że nami pomiatają – mówi. Większość kontraktów nawiązuje się przez znajomości i przez kolegów. Jeśli jest to sprawa jednorazowa, zwiększa się ryzyko, że klient nie będzie chciał zapłacić.

Władze mówią – wiemy wszystko

Okazuje się, że podane fakty nie są zaskoczeniem dla przedstawicieli samorządu gospodarczego.
Jerzy Wężyk, dyrektor Biura Współpracy z Zagranicą w Krajowej Izbie Gospodarczej, mówi, że zjawisko odraczania płatności za wyeksportowany z Polski towar nie jest nowe i występuje na całym świecie. – Wszystko zależy od rzetelności w prowadzeniu biznesu, a to nie jest wyłączną domeną ani Niemców, ani Polaków. W każdym kraju są oszuści.
Podobnie uważa Lars Bosse, dyrektor generalny Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłwo-Handlowej. – Problem złych praktyk płatniczych nie jest nam obcy. Nie jest on jednak wyłącznie problemem niemieckim, ale dotyczy całej zachodniej Europy. Niepokojąca jest też praktyka płatnicza publicznych zleceniodawców, wśród których mało kto dotrzymuje terminów płatności.
Marek Adamowicz, dyrektor w Ogólnopolskiej Izbie Gospodarczej producentów Mebli, próbuje łagodzić oskarżenia padające z ust przedsiębiorców. – Dziękujmy Bogu, że jeszcze Niemcy kupują meble, bo możemy ciągnąć ten interes. Na rynku jest trudno, jesteśmy zarzuceni wszelkimi dobrami, wszystkiego mamy w nadmiarze, a ludzie mają mało pieniędzy.
Dyrektor Adamowicz przyznaje jednak, że terminy płatności są bardzo długie, czasami przekraczają nawet 90 dni.

Biznesmen ubezpieczony

Niemcy są dziś naszym największym partnerem handlowym i to widać również po ilości ubezpieczonych kontraktów handlowych oraz kwotach wypłaconych odszkodowań. Jak podaje Anita Szczecińska, rzecznik prasowy Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, w zeszłym roku KUKE ubezpieczyła transakcje krótkoterminowe z Niemcami na kwotę 246 mln dol., co oznacza wzrost o 14% w stosunku do roku 2003. Jej zdaniem, bardzo często partnerami polskich eksporterów są nieduże firmy niemieckie, które popadają w trudności finansowe.
Pryska więc mit solidnego i bogatego Niemca. Nasi przedsiębiorcy coraz częściej natrafiają na partnerów, którzy nie przestrzegają standardów uczciwej wymiany gospodarczej, nie płacą za kupione w Polsce towary lub robią to z dużym opóźnieniem.

 

Wydanie: 29/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy