Moskwa skuta lodem

Moskwa skuta lodem

Na mróz najlepsze są pierzyny w oknach, walonki na nogach i lody w lodówce – mówią mieszkańcy Moskwy

Milicjanci w Moskwie zamienili skórzane buty na filcowe walonki. Przemyślni taksówkarze pobierają od zziębniętych pasażerów dodatkowe „opłaty mrozowe”. Kilku gadatliwym pechowcom palce przymarzły do telefonów komórkowych. Wartownicy przy Grobie Nieznanego Żołnierza pełnią służbę 30 minut zamiast regulaminowej godziny.
Rosjanie są przyzwyczajeni do niskich temperatur, ale mróz, który w ubiegłym tygodniu skuł stolicę, sprawił, że nawet wiekowi starikowie ze zdumieniem spoglądali na termometr. Nad Syberią zgromadziły się masy wyjątkowo mroźnego powietrza, 19 stycznia termometry pokazały minus 31 stopni. Ostatni raz notowano takie mrozy w 1927 r. Jeden z internetowych portali informacyjnych zamieścił tytuł „Moskwa – The Day after Tomorrow”. To aluzja do katastroficznego filmu „Pojutrze”, w którym Nowy Jork zostaje pogrzebany pod śniegiem, a na półkuli północnej rozpoczyna się epoka lodowcowa. Mieszkańcy radzą sobie, jak mogą. Kierowcy

zabierają na noc akumulatory do domów,

rano zaś usiłują uruchomić swoje pojazdy. Często daremnie. Jewgienia Morozowa, rzeczniczka stołecznego metra, które zazwyczaj przewozi 9 mln osób dziennie, informuje: „Z powodu mrozu przybyło nam 400 tys. pasażerów. Oczywiście w wagonach panuje tłok, także dlatego, że obywatele ubierają się wyjątkowo grubo”. Kto może, nie opuszcza domu. Mieszkańcy przewidująco uszczelnili okna wieloma warstwami taśmy. Sprzedawcy grzejników elektrycznych zacierają ręce. O dziwo także producenci lodów robią kokosowe interesy. Mimo polarnych temperatur moskwianie nie stracili apetytu na swe ulubione mrożone desery czy sorbety. Ściany chłodni, w których przechowywane są takie towary, zamarzły. „Możemy ograniczyć zużycie prądu do minimum. To oznacza gotówkę”, wyjaśnia przewodniczący Związku Producentów Lodów, Walerij Jełchow.
Władze rozważały ogłoszenie „mrozowych ferii w szkołach”. Ostatecznie takiej decyzji nie podjęto, lecz w wielu klasach

nie odbyły się lekcje,

gdyż dzieci zostały w domach. Ministerstwo Oświaty wydało instrukcję, aby taką nieobecność uznać za usprawiedliwioną. W najbardziej dramatycznej sytuacji znaleźli się bezdomni, których w Moskwie są tysiące. Władze zaleciły, aby noclegownie wyjątkowo przyjmowały wszystkich, także pijanych. Policja tymczasowo zrezygnowała z przepędzania bezdomnych z ciepłych dworców i stacji metra.
Pewien kloszard powiedział przed kamerami telewizji ntv: „Funkcjonariusze nagle stali się bardzo przyjaźni. Pytają: „Dobrze się czujesz, czy już zamarzłeś?””. Sytuacja rzeczywiście jest poważna. Jak poinformowała agencja Itar-Tass, od końca października na skutek chłodów zmarło w Rosji 189 osób, z czego 70% było pod wpływem alkoholu.
Zużycie energii bije rekordy. 18 stycznia wyniosło 146 tys. megawatów, najwięcej od upadku ZSRR. Koncern Gazprom musiał ograniczyć dostawy gazu do kilku krajów Europy, aby zaspokoić krajowe potrzeby. Deputowany do Dumy z ramienia Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, Aleksiej Mitrofanow, wezwał polityków, aby dali przykład oszczędzania energii. On sam na czas mrozów zaprzestał prasowania spodni…
Władze Moskwy postanowiły, że ogrzanie prywatnych mieszkań powinno mieć priorytet, dlatego

zmniejszono dostawy elektryczności do ponad 250 firm.

Ciemności zapadły m.in. w kilku redakcjach prasowych. Dziennikarze gazety „Wiedomosti” opowiadają: „W newsroomie jedynie komputery mają prąd. Wygląda to jak koncert, podczas którego oświetleni są tylko muzycy na scenie”.
W moskiewskim ZOO nawet tygrys amurski nie chciał wyjść na wybieg. A przecież te syberyjskie zwierzęta są przyzwyczajone do srogich zim. W słoniarni włączono potężne grzejniki i podano jej zziębniętym mieszkańcom rozcieńczoną wódkę, aby się rozgrzały. Nawet sześć tłustych morsów nie kwapiło się do pływania. Takich obaw nie miały natomiast ludzkie morsy. W Rosji panuje obyczaj kąpieli 19 stycznia w prawosławne święto Epifanii na pamiątkę chrztu Jezusa w Jordanie. Niektórzy wierzą, że w ten szczególny dzień woda w rzekach i jeziorach jest święta. Władze zaapelowały o zrezygnowanie tym razem z tradycji. „Nasz sezon pływacki trwa od grudnia do marca. Wchodzimy do wody nawet przy 60-stopniowym mrozie”, odpowiedział buńczucznie Władimir Griebienkin ze Stowarzyszenia Hartowania się i Pływania w Lodzie. Przezorni urzędnicy Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych wysłali w ulubione miejsca zimowej kąpieli drużyny ratownicze. Odradzali też „stanowczo” picie alkoholu przed kąpielą. „Potem, owszem, można się rozgrzać setką, ale nie wódki, lecz koniaku, bo szybciej grzeje krew”, przekonywał funkcjonariusz ministerstwa. Chwackie morsy pluskały się w przeręblach z okrzykami: „Ale ciepło! Woda ma plus cztery stopnie, powietrze – minus 28!”. Po kąpieli sumiennie rozgrzewały się wódką. Koniaku nie widziano.

 

Wydanie: 4/2006

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy