Na zakupy do Polski

Na zakupy do Polski

Czesi i Słowacy ruszyli do naszych sklepów. Jest tak tanio, że na nic się zdała propaganda o niskiej jakości polskiego jedzenia

Korespondencja z Czeskiego Cieszyna

Już dawno w czeskich mediach nie pisało się tak wiele o Polsce. „Zakupowy raj w Polsce. Ceny żywności i benzyny spadły, a Czesi szturmują granicę”, informuje „Deník”. „Polski raj zakupowy jeszcze potaniał. Czesi jeżdżą po jedzenie, benzynę, ale i do weterynarza”, dodaje „Dnes”. A „Lidové noviny” wysyłają do Polski reportera, by zrelacjonował czeski atak na polskie sklepy. „Wielka migracja na zakupy na własne oczy. Czesi najechali polskie sklepy i stacje benzynowe, a na codziennych zakupach oszczędzają nawet i połowę”, czytamy. To jedynie przykłady artykułów, które ukazały się w czeskich mediach.

Korony zostają w kieszeni

Wyjazdy Czechów na zakupy do Polski to nie nowość. W 2017 r. porównywałem ceny koszyka, na który składały się popularne produkty spożywcze w Kauflandzie w Cieszynie i Czeskim Cieszynie. Wówczas za 14 produktów, wśród których były jajka, majonez, masło czy cukier, w Polsce trzeba było zapłacić 75,03 zł, a w Czechach – 81,66 zł. Jednak teraz te różnice cen są o wiele większe. Powodów jest kilka. Polska do 31 lipca 2022 r. zlikwidowała VAT na wiele podstawowych produktów spożywczych i obniżyła VAT na paliwa z 22% do 8%. Obniżce cen towarzyszy długotrwały spadek wartości złotówki w stosunku do czeskiej korony. Pod koniec marca 2017 r. za 100 czeskich koron trzeba było zapłacić 15,65 zł, w lutym 2022 r. kosztują one już 18,56 zł. Za piwo w knajpie na ostrawskiej ulicy Stodolní Polak płacił 7,80 zł, a teraz musi wydać ok. 9,30 zł. Czecha kosztowało i nadal kosztuje 50 koron, bo w przypadku ulubionego w Czechach napoju znacznej podwyżki nie widać, czego nie można powiedzieć np. o cenach dań w restauracji.

Oba kraje zmagają się z inflacją na podobnym poziomie. W Polsce w styczniu 2022 r. inflacja liczona rok do roku wyniosła 9,2%, w Czechach – 9,9%. Dlatego nie ma co się dziwić, że Czesi głosują portfelami. W piątek, 18 lutego, pod Lidlem i Kauflandem w Cieszynie nie brakowało aut na czeskich rejestracjach. Niektóre sklepy w Polsce zdecydowały się nadawać dla klientów informacje o promocjach także w języku sąsiada.

Na początku lutego reporter czeskiej gazety „Deník” wybrał się na zakupy do Cieszyna i Czeskiego Cieszyna. To dwa miasta, które przez wieki stanowiły jeden organizm, przedzielone rzeką. Polacy i Czesi mają tu sklepy czy restauracje u swoich sąsiadów w odległości krótkiego spaceru. Tomáš Januszek w dwóch sklepach należących do sieci Lidl kupił 13 popularnych produktów spożywczych. W koszykach znalazły się m.in. chleb słonecznikowy, ser żółty edamski, pierś z kurczaka, jajka, jogurt, coca-cola czy pomidorki koktajlowe. Niemal identyczne zakupy w Polsce kosztowały go 61,50 zł, a w Czechach równowartość 75,41 zł. Tylko dwa produkty w polskim Lidlu były droższe, i to niewiele – sok pomarańczowy i pomidorki koktajlowe. Pozostałe produkty tańsze są w naszych sklepach, a za piersi z kurczaka Czech musi zapłacić niemal dwa razy więcej niż Polak.

Oczywiście Czesi jeżdżą na zakupy nie tylko do Cieszyna, ale też do wielu polskich miejscowości przy granicy, np. Kudowy-Zdroju czy Złotego Stoku.

Nieskuteczna propaganda

Najazdu czeskich klientów nie powstrzymała zmasowana akcja deprecjonowania jakości polskich produktów spożywczych, którą od lat można dostrzec w Czechach. Niektórzy polscy producenci żywności mówią wprost o „wojnie spożywczej” i za wszelką cenę w czeskich sklepach ukrywają polskie pochodzenie produktów. A Czesi często drobiazgowo kontrolują polskie produkty. I wykorzystują problemy naszych producentów. Chętnie przypominają aferę z 2012 r., kiedy do Czech z Polski trafiły kiełbasa, szynka, konserwy rybne i pieczywo zawierające sól drogową. Sprawa – jak wytykają – dotyczyła wówczas tysięcy ton produktów spożywczych. W 2019 r. na oficjalnym profilu czeskiego resortu rolnictwa na Facebooku pokazano ponad 130 produktów, w przypadku których czescy inspektorzy i służby weterynaryjne wykryli dawniej nieprawidłowości. „Sól drogowa, zakazany fenylobutazon w końskim mięsie, antybiotyki w mięsie z kurczaka, niebezpieczny fipronil w jajkach, pestycydy w owocach i warzywach. To tylko niektóre wielkie skandale związane z polskimi produktami spożywczymi. Popatrzcie na przegląd kolejnych żywnościowych nieprawidłowości, które wykryli u nas inspektorzy spożywczy i służby weterynaryjne”, napisano w mediach społecznościowych. Na samym FB wiadomość w ciągu dwóch dni udostępniono ponad tysiąc razy, feralne polskie produkty pokazały wówczas popularne czeskie portale internetowe. A w 2013 r. Andrej Babiš, który potem został wicepremierem i premierem, w programie telewizyjnym odmówił degustacji polskiej kiełbasy, mówiąc: „Ja nie jem tego waszego gówna”.

Z drugiej strony warto podkreślić, że coraz więcej Czechów z uznaniem wypowiada się o polskich produktach spożywczych, zwłaszcza ci mieszkający przy granicy, którzy na co dzień mają kontakt z naszym krajem, a nie ograniczają się do często krzywdzących stereotypów.

Kolejki na stacjach paliw

Część Polaków na forach internetowych skupiających mieszkańców przygranicznych miejscowości narzeka na szturm Czechów na polskie sklepy. Zwracają uwagę, że niemal w hurtowych ilościach wykupują oni pieluchy czy mięso. Ich zdaniem bywa, że produkt jest wówczas niedostępny dla innych klientów. Można w tym dostrzec analogię do lat 80., kiedy Polacy masowo odwiedzali o wiele lepiej wówczas zaopatrzone czechosłowackie sklepy, napotykając często opór ze strony sprzedawców.

Ale największy najazd czeskich klientów, czego doświadczyłem w Cieszynie, przeżywają polskie stacje benzynowe. Według danych z 21 lutego opublikowanych w serwisie GlobalPetrolPrices.com, który monitoruje ceny paliw na całym świecie, średnia cena litra benzyny Pb 95 w Polsce to 5,35 zł, w Czechach – równowartość 6,95 zł. Jeszcze drożej jest na Słowacji, gdzie za litr benzyny należy zapłacić 7,05 zł.

W lutym również Słowacy ruszyli na zakupy do Polski. Słowacka gazeta „Denník N” informuje, że branżowa organizacja handlowa Zväz obchodu Slovenska, do której należy m.in. właściciel supermarketów COOP Jednota, żąda, by w obliczu regulacji cen na produkty spożywcze przez Budapeszt i obniżenia VAT przez Warszawę słowacki rząd też obniżył VAT na wybrane produkty spożywcze. Ma to być odpowiedzią na 8,5-procentową inflację odnotowaną w styczniu – najwyższą od 2003 r. Członkowie organizacji donoszą, że w sklepach przy granicy z Polską stwierdzili spadek zakupów nawet o 30%. „Denník N” informuje także o słowackich kierowcach, którzy masowo kupują benzynę na stacjach w Polsce. Niektórzy napełniają nieprzystosowane do tego beczki o pojemności kilkuset litrów i busami przewożą benzynę na Słowację.

Nie wiadomo jeszcze, ile potrwa to zakupowe eldorado w Polsce. Czeski serwis Seznam Zprávy porównał ceny najważniejszych produktów spożywczych i drogeryjnych w okolicach Bogatyni, gdzie przebiega granica Polski, Czech i Niemiec. Sprawdził ceny 18 produktów w niemieckiej Żytawie (Zittau), polskiej Bogatyni i czeskim Frýdlancie. Najtaniej wyszły zakupy w Polsce, bo kosztowały niewiele ponad 166 zł. W Niemczech trzeba było zapłacić niemal 197 zł, a w Czechach prawie 211 zł.

Inna sprawa to różna jakość produktów spożywczych. Czesi i Słowacy przekonują, że te same produkty w tych samych opakowaniach sprzedawane np. w Polsce, Czechach czy na Słowacji są gorszej jakości od tych, które oferuje się Niemcom lub Austriakom. Dlatego sporo mieszkańców Bratysławy jeździ na zakupy do Austrii. Przekonują, że zakupione tam produkty są lepsze, a niekiedy i tańsze.

Fot. Shutterstock

Wydanie: 10/2022

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy