W Kolumbii umilkły strzały

W Kolumbii umilkły strzały

Koniec najdłuższej wojny domowej w Ameryce Łacińskiej

Poniedziałkowy ranek 29 sierpnia przejdzie do historii Kolumbii jako pierwszy, w którym po 52 latach umilkły strzały. Był to triumf rozumu nad głupotą, dialogu i porozumienia nad obskurantyzmem i nienawiścią. Wojna nie będzie już rzutować na politykę wewnętrzną Kolumbii, do czego muszą się przyzwyczaić politycy i ich wyborcy. Czy faktycznie tak się stanie? Czy na sytuację w Kolumbii nie będzie wpływać demontaż Wenezueli pod rządami chavistów ani partyzancki narkobiznes?

Długi proces

Porozumienie zawarte w Hawanie nie tylko oznacza wstrzymanie ognia, ale również określa zasady przyszłego rozwoju kraju. Wśród nich są reforma rolna z jej radykalnymi zmianami w podziale dochodów między mieszkańcami wsi i miast oraz zmiana stosunku do nielegalnych upraw koki i walki z przemytem kokainy.

Sami Kolumbijczycy są świadomi, że to tylko pierwszy etap długiego procesu. Kwestie złożenia broni i udziału partyzantów w życiu politycznym kraju są bardzo delikatne, powodują ostre spory po obu stronach. Partyzanci będą mieli zagwarantowaną obecność w parlamencie w dwóch najbliższych kadencjach. Do wyborów w 2018 r. ruch polityczny powstały po złożeniu broni będzie miał rzeczników w Kongresie (trzech senatorów i trzech deputowanych) z prawem do występowania, ale bez prawa głosu, ograniczonego do spraw dotyczących wdrażania porozumienia pokojowego.
Na szczególną uwagę zasługuje formuła odszkodowań dla ofiar, zarówno w ujęciu materialnym, jak i – co chyba ważniejsze – moralnym. Tu ważną rolę ma odegrać Komisja Prawdy.

Do zawarcia porozumienia między rządem i partyzantami z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) doszło po prawie czterech latach rozmów, 24 sierpnia, w Hawanie. Była to już czwarta próba rozwiązania konfliktu, po tych nieudanych z lat 1984, 1992 i 1999. Ofiary 52-letniego konfliktu to ok. 7,5 mln uchodźców wewnętrznych, 220 tys. zabitych, 45 tys. zaginionych, nie mówiąc o olbrzymich stratach materialnych. Porozumienie parafowali ze strony rządu kolumbijskiego Humberto de la Calle, Luciano Marín Arango, ps. „Iván Márquez”, reprezentujący FARC oraz ambasadorzy Kuby i Norwegii w charakterze państw gwarantów procesu pokojowego. Ceremonię można było oglądać w Kolumbii na wielkich ekranach. Inicjatywa rozmów pokojowych wyszła od FARC – w październiku 2012 r. w Oslo. Ówczesną decyzję kierownictwa „Iván Márquez” argumentował następująco: „Zdecydowaliśmy się na przedłożenie propozycji, których celem byłby trwały pokój oparty na demilitaryzacji państwa i radykalnych reformach społecznych, łączących demokrację z prawdziwą sprawiedliwością i wolnościami, których celem byłoby zmniejszenie przepaści materialnej między miastem i wsią. Patrząc z tej perspektywy, obecne rządy zabijają, nie tylko stosując przemoc wojskową i używając oddziałów paramilitarnych oraz najemników, ale i poprzez śmiercionoś­ną politykę gospodarczą. Proponując rozmowy, chcemy zdemaskować metafizycznego mordercę, którym jest dla nas rynek, zbrodnicze postępowanie kapitału finansowego, posadzić neoliberalizm na ławę oskarżonych jako prawdziwego kata narodów i fabrykę śmierci”.

W czasie rozmów kierownictwo FARC zwracało się wielokrotnie do społeczeństwa z apelami o wybaczenie zbrodni, takich jak w Bojayá, gdzie w zamachu bombowym na kościół zginęło około stu osób. Równocześnie odrzucało oskarżenia o handel narkotykami, tłumacząc, że ich partyzantka ogranicza się do ściągania podatku od handlarzy narkotyków działających na terytorium FARC, i argumentując, że w ten sposób chroni miejscowych chłopów.
Pomoc papieża

Trzyletnie negocjacje nie przynosiły spodziewanych rezultatów. Kiedy strony dowiedziały się o zapowiedzianej na 19-22 września 2015 r. wizycie papieża Franciszka w Hawanie, podjęły starania o spotkanie z nim, a przynajmniej o jego błogosławieństwo. „Iván Márquez” rozpoczął wówczas rozmowy z przewodniczącym kolumbijskiej Konferencji Episkopatu kard. Luis Augusto Castro Quiroga. Rozczarowanie, kiedy zastępca rzecznika Watykanu Ciro Benedettini oświadczył, że program pobytu papieża na Kubie nie przewiduje spotkania z przedstawicielami FARC, było ogromne.
W samym Kościele kolumbijskim zawsze występowały różnice zdań co do rozmów pokojowych z FARC. Przeciwny był im poprzednik kard. Castro, kard. Rubén Salazar Gómez, zwolennik byłego prezydenta, głęboko wierzącego katolika Alvara Uribe Véleza, w którego gabinecie obecny prezydent pełnił funkcję ministra obrony. 15 czerwca 2015 r., w czasie audiencji udzielonej w Watykanie prezydentowi Juanowi Manuelowi Santosowi, papież zaoferował mu pomoc osobistą i Kościoła katolickiego w rozmowach o porozumieniu pokojowym. Wówczas strona rządowa, licząc na poparcie Episkopatu, zaczęła się starać o postęp w negocjacjach w rozdziale „sprawiedliwość”, tj. w kwestii odpowiedzialności obu stron konfliktu za popełnione przestępstwa. Chodziło o to, aby zaproponowane rozwiązania nie były upokarzające dla FARC ani nie stwarzały pretekstu do przerwania negocjacji. Większość posiedzeń odbywała się w willach należących przed rewolucją do rodziny Bacardi, znanego producenta rumu. Należało dokonać wyboru między sprawiedliwością i pokojem, wypracować model sprawiedliwości „przejściowej”, który na wzór rozwiązań hiszpańskich po gen. Franco mógłby być szybko zapomniany.

Strony: 1 2

Wydanie: 38/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy