Wiedeń się trzyma

Wiedeń się trzyma

Zamach z 2 listopada pokazał Austriakom sprawność ich państwa, ale też obnażył krwiożerczość mediów

To był ostatni wieczór otwartych knajpek i barów przed ogłoszonym wcześniej lockdownem. Ostatnie chwile towarzystwa, wspólnoty, morze piwa i wina; przecież spotykanie się w knajpkach przynależy do stylu życia wiedeńczyków. Kto w tym nastroju oddawania się przyjemnościom w popularnym knajpianym „trójkącie bermudzkim” i uliczkach wychodzących ze Schwedenplatz, między Rotenturmstrasse a Ruprechtsplatz i Judengasse, myślałby o niebezpieczeństwie? A jednak około godz. 20 nagle pojawił się napastnik z bronią maszynową. Zginęły cztery osoby, 23 są ranne, w tym policjant. To nie tylko Austriacy, wśród ofiar są obywatele Niemiec, Słowacji, Luksemburga, Afganistanu, Bośni i Hercegowiny. Tego wieczoru miała miejsce największa w historii akcja austriackiej policji, użyto wszelkich możliwych środków technicznych. O godz. 20.09 „zneutralizowano” napastnika.

Dziupla za szybą

Dziennikarka tygodnika „Profil”, Christa Zöchling, była akurat w jednej z knajpek, słyszała strzały, ale ludzie początkowo myśleli, że to wybuchy petard, wczesny sylwester, obchody ostatniego wieczoru przed lockdownem. Dopiero gdy zobaczyła 150-200 osób biegnących w panice od Schwedenplatz, domyśliła się, że coś się stało. Dziennikarska ciekawość kazała jej pobiec w kierunku Schwedenplatz, ale policja już nawoływała, ludzie biegali, auta wyły, jechały z wielką prędkością po wąskiej Rotenturmstrasse; ją i jej męża praktycznie wciągnęła do środka właścicielka malutkiej knajpki. Chriście przypomniały się obrazy z ataku na synagogę w Niemczech, gdzie napastnik wpadł właśnie do podobnego lokaliku i zamordował kolejne dwie osoby. Przeszło jej przez głowę, czy to dobre ukrycie ta dziupla za szybą.

Do knajpki dobijała się kobieta z synem, szukała schronienia – uciekli ze swojego sklepu, chłopak widział uzbrojonego mordercę. Dziennikarka mówi, że byli jak zmartwiali. Wszyscy napili się wódki, ten chłopak chyba pierwszy raz w życiu. Czekali tak do północy. Właścicielka baru być może uratowała im życie.

Policja działała sprawnie, ale nie brakowało ludzi żądnych sensacji, którzy komórkami nagrywali wydarzenia. Christa Zöchling wspomina jako straszne pojawiające się filmiki, w tym z sąsiednich uliczek, gdzie widać było strzelaninę, rannego policjanta, zabitego naprzeciwko synagogi.

Ludzie byli przerażeni.

Siła wiarygodności

Zamach z 2 listopada pokazał Austriakom sprawność ich państwa, ale też dojrzałość wielokulturowego społeczeństwa i ponadwyznaniową solidarność oraz misję prezydenta. Z drugiej strony obnażył krwiożerczość mediów i nieodpowiedzialny wyścig nawet bardzo cenionych i doświadczonych dziennikarzy, by być tym pierwszym z newsem. Pozbawił również złudzeń co do poziomu odpowiedzialności brukowych, skądinąd bardzo popularnych mediów, nie tylko drukowanych oraz internetowych, ale także dysponujących własną telewizją.

Prezydent Alexander Van der Bellen mówił następnego dnia po ataku, że nienawiść nie będzie nigdy tak silna jak wspólnota w wolności, demokracji, tolerancji i miłości. Żadnego nawoływania do zemsty, piętnowania islamu, a wiadomo, że 20-letni sprawca był ekstremistą islamskim, już raz karanym i przedterminowo wypuszczonym z więzienia. Słów prezydenta w Austrii się słucha. Opinia publiczna z nimi się liczy.

Jaką nadzwyczajnością w polskich realiach może się wydawać nawoływanie do trzymania się razem, bycia silniejszymi od nienawiści. Współczucie i zrozumienie, także wobec tej większości zwykłych muzułmanów, którzy pracują, są częścią społeczeństwa, a muszą się zmagać ze stereotypem terroryzmu islamskiego. Przeżyciem było też nabożeństwo w katedrze św. Szczepana dzień po ataku, prowadzone przez głowę Kościoła katolickiego w Austrii, kard. Christopha Schönborna, w towarzystwie przedstawicieli wszystkich pozostałych konfesji. Ta otwartość, wspólnota w bólu buduje – buduje również niepodsycanie nastrojów, po co łatwo mogła sięgnąć wspólnota izraelicka, w pobliżu której zabito jedną z ofiar. To też daje Austriakom, także niewierzącym, pewien spokój, porządkuje rzeczywistość.

Oswajanie traumy

Warto wspomnieć o dojrzałości polityków, bo dziennikarze, komentatorzy zadają pytania właśnie o to, jak wobec takiego testu ma się zachować klasa polityczna. Partie są razem, pomimo dekonstrukcji, która czeka władze Wiednia po niedawnych wyborach.

Burmistrz Michael Ludwig podczas uroczystości upamiętniającej ofiary zamachu mówił: „Wiedeń jest silnym miastem. Wiedeń ma silnych ludzi. Jestem pewien, że teraz, w tym trudnym okresie, jesteśmy razem”. Wielkie słowa, ale szczególnie ważne, bo dają siłę po szoku. Ostatni zamach, listowny, miał w Wiedniu miejsce w 1993 r.

Tylko FPÖ, wolnościowcy, którzy w wyborach do władz miasta i kraju związkowego ponieśli sromotną klęskę, nawołują do rozprawienia się z islamem i fałszywą tolerancją. Tu akurat odpowiedzi udziela życie. Bohaterami 2 listopada zostało dwóch muzułmanów tureckiego pochodzenia, uprawiających sporty walki, którzy podczas strzelaniny udzielili pomocy starszej kobiecie; jeden z nich został ranny w nogę. I Palestyńczyk z pobliskiego fastfoodu, który zajął się rannym policjantem.

Christa Zöchling zwraca uwagę na ważną kwestię – mediów, którym można zaufać. W Austrii okazały się nimi, nie pierwszy raz, media publiczne: telewizja ORF i publiczne radio. Także większość poważnych mediów zachowała się odpowiedzialnie, ale były i wpadki. Florian Klenk, skądinąd świetny dziennikarz śledczy, szef tygodnika „Falter”, którego redakcja znajduje się blisko centrum wydarzeń, chciał jak najszybciej podać informacje o ataku. Niestety, kilkoma newsami, np. tym, że to atak na synagogę czy że wzięto zakładnika, niepotrzebnie wprowadził większy niepokój.

Wszelkie normy przekroczyło brukowe imperium Wolfganga Fellnera, gazeta „Österreich” i oe24.tv, która pokazała filmiki z komórek, jak umiera ofiara napastnika, jak pada ranny policjant. Podobnie sensacjami epatował portal krone.at. Austriacka Rada Prasowa otrzymała co najmniej 700 skarg dotyczących tych publikacji. Najwięksi reklamodawcy już usuwają swoje reklamy z tych darmowych dzienników.

Policja i służby apelują o niepublikowanie relacji z wydarzeń, bo to także stwarza niebezpieczeństwo dla policjantów. Mogą stać się ofiarami zamachów. Media minimalizują informacje o zamachowcu. Nie chcą dawać podstaw do robienia z niego bohatera.

Pozostają pytania, dlaczego służby MSW nie zareagowały na informację, że terrorysta w październiku usiłował kupić amunicję na Słowacji. Dlaczego udało się tak zradykalizować młodego człowieka i nikt z tym nic nie zrobił?

Społeczeństwo Wiednia, a może i całej Austrii, oswaja traumę na swój sposób. Odbiera terroryście tożsamość, nazywa go bardzo brzydko: Orschloch, to znacznie gorzej niż dupek. I każe mu: Schleich di, du Orschloch. To mniej więcej taka prośba jak ta na literę w, najczęściej skandowana na polskich demonstracjach. Wiedeń się trzyma.

b.dzon@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Reuters/Forum

Wydanie: 46/2020

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy