Sąd nad rasą

Sąd nad rasą

BERKELEY,CA-NOV 5, 2015: 700 Berkeley High School students waged a non-violent protest over anonymous racist hate messages found on campus. They marched through town to UC Berkeley, shown here.

Amerykańscy konserwatyści walczą o zniesienie kryterium rasowego w procesie rekrutacji na studia Polskiemu czytelnikowi może to się wydawać abstrakcją, ale w wielu krajach anglosaskich złożenie podania na studia wymaga mnóstwa czasu, kreatywności, a coraz częściej i pieniędzy. Żeby dostać się na najlepsze uczelnie, nie wystarczą dobre oceny czy osiągnięcia w konkursach naukowych. Kandydat musi być dobry całościowo. Oprócz ocen znaczenie mają listy rekomendacyjne – przez kogo i jakim językiem napisane – zaangażowanie w projekty pozaszkolne, cenione zresztą tak samo jak sport, i umiejętność opowiedzenia własnej historii, co manifestuje się za pomocą wycyzelowanego listu motywacyjnego. W USA liczy się jeszcze kwestia pochodzenia. W przeciwieństwie do np. szkół w Wielkiej Brytanii Amerykanie wciąż hołdują legacy preference, czyli zasadzie dawania forów kandydatom, których krewni w przeszłości studiowali na tej samej uczelni. Wbrew wizji lansowanej przez popkulturę nie muszą to być postacie wybitne, zasłużone dla historii kampusu ani wspierające uczelnię milionami dolarów. Wystarczy starszy brat, który przez rok studiował nawet na niszowym kierunku, albo mama, która grała w uczelnianej reprezentacji. Przez ostatnie sto lat przyjmowanie na studia w USA naznaczone było różnymi aberracjami. Opisał je kanadyjski antropolog Malcolm Gladwell na łamach tygodnika „New Yorker” w 2005 r. W głośnym eseju „Getting In” (Dostając się) analizował absurdy kryteriów, którymi kierowały się komisje rekrutacyjne w ostatnich dekadach. Były tam i antysemickie działania Harvardu, którego oficjele martwili się, że na studia dostaje się zbyt wielu Żydów, i zmiana, którą w latach 60. zaczęło wprowadzać Yale, sfrustrowane słabymi wynikami drużyn sportowych. Od tego momentu w sposób zupełnie arbitralny komisje tej uczelni przyznawały dodatkowe punkty młodym mężczyznom, mogącym wzmocnić zwłaszcza reprezentację w futbolu amerykańskim (tu prestiżowym rywalem jest właśnie Harvard). Nic jednak nie wywołało więcej kontrowersji niż wprowadzenie kryterium rasowego. Affirmative Action, strategia afirmacyjna dla mniejszości rasowych, przez lata była integralnym elementem życia w Stanach Zjednoczonych. Od początku lat 60., a zwłaszcza od przyjęcia przez Kongres przełomowych ustaw: Civil Rights Act, ustawy o prawach obywatelskich, a wcześniej, w 1961 r., ustawy o równych szansach, wyrównywanie możliwości ze względu na tożsamość rasową stało się powszechne. W szkołach, na uczelniach, w administracji publicznej. W wielu miejscach pojawili się dzięki temu pierwsi czarnoskórzy prokuratorzy, szefowie policji, sędziowie czy dyrektorzy szpitali. W edukacji wyższej oznaczało to nie tylko pełną i oficjalną desegregację, ale też poszerzenie możliwości dla czarnych studentów. Ich marzenia nie ograniczały się do nauki na tzw. HBCU, Historically Black Colleges and Universities, najlepszych uczelniach przyjmujących głównie – a czasami wyłącznie – Afroamerykanów. W całym kraju było takich placówek 107, a wiele z nich miało bardzo wysoki poziom. Nikt jednak nigdy nawet nie udawał, że dorównywały jakością nauczania Lidze Bluszczowej czy uczelniom kalifornijskim. Dzięki akcji afirmacyjnej czarnoskórzy kandydaci, a później i Latynosi, mieli wreszcie realny wybór. Krucjata Edwarda Bluma Tak było przez niemal sześć dekad prawie w całych Stanach, ale bardzo możliwe, że już nie będzie. Latem przyszłego roku Sąd Najwyższy, w którym przewagę 6:3 mają nominaci Partii Republikańskiej, podejmie ostateczną decyzję co do ochrony strategii afirmacyjnych na poziomie federalnym. Pretekstem do tego są dwie sprawy, które trafiły do sądu w tym roku – argumenty stron zostały przedstawione 31 października na trwającym ponad pięć godzin posiedzeniu. W obu przypadkach skarżącym jest organizacja Students for Fair Admissions (ang. studenci dla uczciwej rekrutacji na studia). Na jej stronie internetowej można przeczytać, że roztoczyła opiekę nad przeszło 20 tys. uczniów, przede wszystkim z rodzin migrantów z Azji i wysp Pacyfiku, którzy zdaniem SFFA są dyskryminowani ze względu na rasę przy składaniu papierów na studia. SFFA walczy więc, o ironio, o reformę systemu rekrutacji na uczelnie – chce zlikwidować strategie afirmacyjne, bo uważa je za… rasistowskie. W rzeczywistości, jak zauważają na łamach magazynu „The Atlantic” Lee Bollinger i Geoffrey Stone, SFFA to przykrywka dla działalności Edwarda Bluma. Wywodzący się z Teksasu prawnik karierę polityczną zaczynał w latach 80., zachłysnąwszy się neokonserwatyzmem i polityką Ronalda Reagana. Pisał płomienne artykuły i analizy prawne, udowadniając czytelnikom,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2022, 50/2022

Kategorie: Świat