Zdrowa Kanada

Zdrowa Kanada

System opieki zdrowotnej może się stać najnowszym hitem eksportowym rządu w Ottawie

Działania dr Danielle Martin, pracującej w Toronto jako pediatra, na pierwszy rzut oka nie różnią się specjalnie od zadań wykonywanych przez jej kolegów na całym świecie. W zrealizowanym kilka miesięcy temu przez amerykańskie radio NPR materiale opowiada o typowych dla lekarza pierwszego kontaktu wyzwaniach: zimowych epidemiach grypy, liczbie pacjentów często wydłużającej jej dyżury o kilka godzin, rodzicach coraz bardziej zmartwionych, że tyle jest obowiązkowych szczepień dla ich dzieci. Gdy jednak na koniec reportażu dziennikarz pyta dr Martin, czy myśli o emigracji bądź żałuje decyzji o wyborze zawodu, ta stanowczo zaprzecza, podkreślając, że akurat w Kanadzie lekarzom jest naprawdę dobrze, a powszechnie dostępne podstawowe świadczenia medyczne sprawiają, że pomoc otrzymuje naprawdę każdy obywatel, a nie tylko garstka uprzywilejowanych finansowo.

Podstawa dla wszystkich

Dla wielu Kanadyjczyków system opieki zdrowotnej od lat jest źródłem dumy narodowej, zwłaszcza gdy ich rozwiązania są zestawiane z amerykańskimi. USA przez dekady znane były jako kraj, w którym duża grupa mieszkańców nie miała żadnego ubezpieczenia zdrowotnego, a horrendalne koszty leczenia doprowadzały niekiedy do bankructwa całe rodziny. Kanada natomiast szczyci się powszechnym systemem opieki zdrowotnej, dostępnym (choć w różnym stopniu) dla każdego obywatela. Co prawda, wciąż jest to model daleki od systemów europejskich, w których uniwersalna opieka zdrowotna oznacza możliwość leczenia zdecydowanej większości schorzeń w placówkach publicznych, ale i tak rozwiązanie kanadyjskie było co najmniej o dwa kroki przed Stanami Zjednoczonymi.

Sytuacja ta zmieniła się pod rządami Baracka Obamy, którego ustawa o obniżeniu kosztów ubezpieczenia zdrowotnego Affordable Care Act, zwana również Obamacare, dała milionom Amerykanów pierwszą w życiu możliwość opłacenia składek i pójścia do lekarza bez strachu o stan portfela. Trwało to jednak krótko, bo wycofanie Obamacare było jedną z głównych obietnic wyborczych Trumpa. I choć na razie bezpośrednio mu się to nie udało (mimo kilku podejść i kryzysów z udziałem senatorów własnej partii), dni tanich ubezpieczeń zdrowotnych są w USA policzone. Co ciekawe, w chwili gdy Waszyngton planuje powrót do systemu jedynie dla wybranych, rząd w Ottawie nie tylko wyklucza skomercjalizowanie ochrony zdrowia, lecz także raz po raz zmaga się z coraz dokładniej przygotowanymi propozycjami legislacyjnymi, by kanadyjskim obywatelom opłacać jeszcze więcej procedur medycznych.

Kanadyjski system opieki zdrowotnej jest zdroworozsądkową, zbilansowaną mieszanką publicznych, darmowych usług i sektora prywatnego. Zgodnie z ustawą o ochronie zdrowia każdy obywatel ma zagwarantowany dostęp do tzw. medycznie niezbędnych procedur lekarskich i szpitalnych. Innymi słowy, korzystanie z usług lekarzy pierwszego kontaktu oraz pracujących w szpitalach specjalistów, gdy stan pacjenta tego wymaga, jest dla Kanadyjczyków darmowe. Świadczenia te są finansowane z ogólnonarodowego programu ubezpieczeniowego, administrowanego lokalnie przez władze każdej z 10 prowincji i trzech terytoriów należących do Kanady. Co najważniejsze jednak, nie istnieją żadne kryteria finansowe czy strukturalne, które mogą pozbawić pacjenta dostępu do tych usług. Dumą kanadyjskiego systemu są zwłaszcza lekarze pierwszego kontaktu. W całym kraju, wprawdzie ogromnym (niemal 10 mln km kw. powierzchni), ale mającym nieco ponad 35 mln mieszkańców, według danych tamtejszego ministerstwa zdrowia lekarzy rodzinnych jest ponad 35 tys., co stanowi przeszło połowę wszystkich zarejestrowanych i praktykujących ten zawód. Również spośród ok. 28 tys. specjalistów, pracujących najczęściej w szpitalach i klinikach, większość wykonuje przynajmniej część zabiegów w ramach narodowego programu ubezpieczeniowego. Ważnym elementem ich pracy jest też struktura wynagrodzeń. Choć program ochrony zdrowia jest federalny, czyli sterowany przez rząd w Ottawie, pracodawcami kanadyjskich lekarzy są władze lokalne. Jak wspomina dr Danielle Martin, ten z pozoru niewiele znaczący szczegół ma duże przełożenie na stabilność kontraktów i ograniczenie biurokracji, bo administrowanie systemem odbywa się znacznie bliżej zarówno pacjenta, jak i lekarza. W takim układzie ministerstwo zdrowia nie jest centralnie sterującym ośrodkiem władzy, lecz pełni funkcję nadzorczą i pomocniczą.

Rozwarstwienia i dysproporcje pojawiają się, dopiero gdy wychodzimy poza wspomniany koszyk świadczeń gwarantowanych. Po zapewnieniu podstawowych kategorii opieki zdrowotnej, czyli wykonaniu obowiązku zapisanego w ustawie, każda władza regionalna decyduje już indywidualnie, o ile wspomniany koszyk powiększy. Innymi słowy, samorządy nie mogą odmówić płacenia za najpotrzebniejsze procedury, za to mogą swoim mieszkańcom zafundować ich nieco więcej i nierzadko z tego prawa korzystają.

Zęby – sprawa prywatna

Poza segmentem opłacanym przez państwo znajdują się m.in. wizyty u okulisty czy stomatologa, badania sportowe czy wydolnościowe, zabiegi medycyny estetycznej. Aby z nich skorzystać, Kanadyjczyk musi wykupić prywatny plan ubezpieczenia zdrowotnego (tu system kanadyjski niewiele się różni od amerykańskiego) lub liczyć na to, że dodatkowe usługi znajdą się w pakiecie ponadprogramowych świadczeń opłacanych przez władze lokalne. Samorządy często dofinansowują lub płacą za okulary i soczewki kontaktowe (aż w sześciu prowincjach), jednak niemal nigdy nie dokładają się do leczenia stomatologicznego. Według danych Pacific Research Institute prawie każdy dolar kanadyjski wydany w 2016 r. u dentysty pochodził bezpośrednio od pacjenta lub jego pracodawcy.

Dlatego właśnie system kanadyjski należy traktować jako progresywną, ale wciąż tylko hybrydę sektora publicznego i prywatnego. Aż dwie trzecie Kanadyjczyków, jak szacuje Sally Pipes, felietonistka magazynu „Forbes” i szefowa think tanku Pacific Research Institute, ma jakąś formę prywatnego ubezpieczenia – opłacaną indywidualnie bądź przez pracodawcę w ramach dodatkowych korzyści. W skali całego systemu ok. 30% środków na ochronę zdrowia w Kanadzie pochodzi ze źródeł prywatnych. To ważna statystyka, wyraźnie bowiem pokazuje, że choć wydajniejszy niż u południowych sąsiadów, nie jest to system publiczny.

Od lat w kanadyjskim parlamencie pojawiają się inicjatywy, zwłaszcza ze strony ugrupowań lewicowych, by stopniowo zwiększać zakres świadczeń gwarantowanych przez państwo, jednak nigdy projekty te nie zyskały wystarczającego poparcia. Poszerzenie koszyka świadczeń obiecywał sam premier Justin Trudeau, choć najnowsze dane wskazują, że szybciej będzie musiał się zająć reformą innych aspektów ochrony zdrowia. Kanadyjski system ma za sobą najgorsze 12 miesięcy od 1993 r., jeśli chodzi o czas oczekiwania na wizytę bądź realizację procedury medycznej. Fraser Institute, think tank z siedzibą w Vancouver, poinformował, że w ubiegłym roku kanadyjski pacjent musiał czekać średnio ponad 21 tygodni na wizytę u specjalisty, do którego skierował go lekarz pierwszego kontaktu. Zabieg neurologiczny to 33 tygodnie czekania, ortopedyczny – 41 tygodni. Pozytywem jest tylko to, że okres oczekiwania nie różni się specjalnie w poszczególnych regionach.

Lekarze patrzą na USA

Problemem zaczynają być wynagrodzenia lekarzy. Dużo bardziej komercyjny system w Stanach Zjednoczonych oferuje im bowiem zarobki o kilkadziesiąt procent wyższe, w zależności od specjalizacji i doświadczenia. Jak wyliczył niedawno „The Washington Post”, kanadyjski lekarz specjalista, praktykujący od pięciu lat, w kraju może liczyć na roczną pensję w wysokości ok. 160 tys. dol., podczas gdy w niektórych stanach za południową granicą mógłby zarabiać od 240 do aż 300 tys. dol. za ten sam zakres obowiązków. Mimo mniejszej biurokracji, lepszego kontaktu z władzami i sporego szacunku społecznego, jakim cieszy się ich zawód, korzyści finansowe często okazują się dla kanadyjskich medyków decydujące. Chociaż trudno oszacować, jak wielu lekarzy wyjechało już do USA, ubytki kadrowe zaczynają być widoczne. Do tego stopnia, że wiodąca kanadyjska gazeta „The Globe and Mail” wymieniła lekarzy pierwszego kontaktu jako jedną z pięciu najpotrzebniejszych dla przyszłości kraju profesji.

Kanadyjski system ochrony zdrowia ma też inne, bardziej strukturalne niedociągnięcia. Duże wydatki na koszyk świadczeń gwarantowanych powodują, że bardzo mało pieniędzy zostaje na refundację leków. W efekcie zdecydowana większość specjalistycznych środków jest sprzedawana po cenach rynkowych. Niektóre regiony narzekają również na przestarzały sprzęt medyczny i braki lokalowe. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że w przeciwieństwie do wielu innych krajów półkuli zachodniej nawet stare przychodnie z przestarzałym sprzętem są wciąż pełne pacjentów.

Wydanie: 3/2018

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy