Smarkacz od integracji

Smarkacz od integracji

W Austrii po serii skandali 24-letni student został ministrem

W austriackiej polityce afera goni aferę, seria skandali dotknęła zwłaszcza chadeków z Ludowej Partii Austrii (ÖVP). Kiedy wicekanclerz, minister finansów i szef partii Josef Pröll niespodziewanie wycofał się z polityki, jego następca przetasował polityków z ÖVP, a na sekretarza stanu ds. integracji powołał studenta prawa, 24-letniego Sebastiana Kurza.
Fatalne wyniki w wyborach w Wiedniu jesienią 2010 r., źle oceniana polityka wobec obcokrajowców byłej szefowej MSW Marii Fekter, afera korupcyjna doświadczonego polityka Ernsta Strassera w parlamencie UE – to ostatnie miesiące ÖVP. Niespodziewanie odszedł szef partii Josef Pröll, któremu lekarze zalecili wycofanie się z polityki ze względu na zły stan zdrowia. Wiele razy zdarzyło mi się w Wiedniu słyszeć krytyczne komentarze Austriaków mówiących, że to państwo pełne afer nie jest nawet republiką bananową (by tychże z kolei nie urazić). Inni z kolei prosili o pokazanie im czegoś pozytywnego w tym kraju.
Nowy szef ÖVP Michael Spindelegger jako wicepremier natychmiast dokonał przetasowań na najwyższych stanowiskach w rządzie Austrii po swojej politycznej stronie. Niepopularną i krytykowaną za bezwzględne obchodzenie się z imigrantami panią Fekter obsadził na stanowisku ministra finansów, przy MSW stworzył zaś nowe – sekretarza stanu ds. integracji. Wobec rosnących problemów z polityką imigracyjną pomysł jest być może dobry, jednak powierzenie funkcji szefowi młodzieżówki chadeków, nieco naiwnemu 24-letniemu studentowi prawa, wzbudza wiele emocji. Sebastian Kurz z dnia na dzień stał się medialną gwiazdą. Wszędzie udziela wywiadów, w których mówi o tym, jak gotuje i jak jego dziewczyna potrafi go przywrócić do rzeczywistości, co myśli o aborcji, o imprezach, przekonuje o swoim doświadczeniu w problemach integracji – jeszcze z czasów szkolnych, z 12. dzielnicy. Kurz ma w mediach przydomek milchbubi – smarkacz. Cóż, wiek nie jest akurat jego winą, na resztę może mieć wpływ.

Piękny, młody i bogaty
ÖVP zasłynęła dekadę wcześniej ze stawiania na młodych. W 2000 r. wprowadziła do rządu najmłodszego w historii Austrii ministra. Szefem finansów został 27-latek o urodzie modela, Karl-Heinz Grasser z FPÖ, populistycznej prawicy z niesławnym Jörgiem Haiderem na czele, będącej ówczesnym partnerem koalicyjnym ÖVP. Z funkcji ministra finansów zrezygnował w styczniu 2007 r. Piękny, mądry i bogaty yuppie z Karyntii miał pomysły na ratowanie budżetu. Stosował PR-owskie chwyty z wielkim licznikiem zmniejszania się deficytu budżetowego, wygłaszał gładkie mowy, nazywał się neoliberałem, kontynuatorem „austriackiej szkoły ekonomicznej”. Jedni chwalili Grassera, drudzy uważali go za niekompetentnego oportunistę, ale na początku był symbolem zerwania ze „starym”. Już w 2004 r. wypłynęła pierwsza afera z finansowaniem strony Grassera w sieci, a na początku tego roku w tygodniku „Der Falter” opisano schematy przepływu środków federalnych na prywatne konta znajomych polityka. Ciągnące się przeciw niemu sprawy i niemoc sądów są powodem kpin. W jednej z opublikowanych rozmów telefonicznych z przyjacielem, na którego konto Grasser przelewał grube setki tysięcy euro, Walter Meischberger pytał: „To jaką usługę wykonałem?” (za tę zapłatę). Ten cytat kochają artyści kabaretowi. Grasser zaś żali się, że sądy i zarzuty to zazdrość ludzka, a na dowód czyta na antenie TV list od wielbicielki: „Ludzie nie mogą znieść tego, że odnosi pan sukcesy, jest pan zamożny, przystojny, wykształcony, ale ja panu wierzę”. Grasser okazał się kombinatorem finansowym na wielką skalę, sam jednak zapewnia, że jest czysty jak łza. Może lepiej – czysty jak jego wymuskana kosztowna koszula.

Bez krawata
Po 11 latach od debiutu młodego Grassera ÖVP wprowadziła na scenę polityczną jeszcze młodszego, równie medialnego 24-latka. Sebastian Kurz szefował młodzieżówce ÖVP i dał się poznać jako mózg akcji popierającej tę partię, m.in. w dyskotekach, na ulicach, pod hasłem „Czarne jest niezłe!” (Schwarz ist geil). Na swojej stronie podpisuje się: Kurz. Und Gut – „Krótko. I dobrze”. Jako jedyny nie miał krawata na uroczystości nominacji u prezydenta Heinza Fischera. Brak krawatów to sygnał dla studentów, ludzi młodych. Programowo nie noszą go ci, którzy kontestują skostniałe stosunki, a ile w tym PR, ile przekonań, to już inna sprawa. Kurz jest stale obecny na Twitterze i Facebooku, gdzie na bieżąco informuje o swoich ruchach, komórki nie wypuszcza z rąk również w ławach parlamentu: „Właśnie jestem przed spotkaniem (…) i ciekaw jestem projektu (…) grupy doradców, których dzisiaj poznam”, „Jeszcze w parlamencie, wieczorem w ośrodku ÖRF”. Dziecinny wpis: „Cieszę się na rozmowę w ZIB 2 i na Armina Wolfa!” (wydanie wiadomości o godz. 22 w telewizji publicznej; Wolf to znakomity dziennikarz polityczny) Kurz usunął tego samego wieczoru. Pytany o doświadczenia w kwestiach integracji powtarza, że pochodzi z wiedeńskiej 12. dzielnicy Meidling, o wysokim odsetku mieszkańców obcego pochodzenia. To dawny rejon robotniczy i tradycyjni wyborcy socjaldemokratów. Wolf uznał, że to jeszcze niczego nie dowodzi, na co niespeszony Kurz odpowiedział: „W mojej klasie połowa uczniów pochodziła z rodzin imigranckich”. Co z kolei dziennikarz podsumował: „Wobec tego każdy wiedeńczyk mógłby zostać sekretarzem ds. integracji!”. „Liczyłem się z krytyką. Jestem przygotowany do mojego stanowiska, mam wieloletnie doświadczenie jako lider młodzieżówki, cieszę się z poważnych zadań, które są przede mną”, stwierdza Kurz w innym wywiadzie.
Syn technika i nauczycielki jest wrogiem politycznego żargonu, chce mówić wprost. Powtarza, że jako przedstawiciel młodzieży widzi trzy wielkie pytania o przyszłość: system kształcenia, rozwój demograficzny i integracja. Według nowego sekretarza stanu ds. integracji w rządzie Austrii kluczowa jest tu znajomość języka niemieckiego. „Szczególnie w przypadku dzieci i młodzieży. Kiepska znajomość niemieckiego prowadzi do ucieczek w społeczności równoległe, a tego chciałbym uniknąć. Chodzi mi o pokojowe współżycie”, wyjaśnia Sebastian. I chce konkretów: centrów, w których dzieci imigrantów uczą się niemieckiego, zanim trafią do szkoły. Nie uważa przy tym, że jest to tworzenie gett, lecz szansa lepszego przygotowania do życia w społeczeństwie wobec oferty zaledwie
11 godzin tygodniowo niemieckiego w szkołach. Nie przewiduje wprowadzenia języka tureckiego na maturze, by zwiększyć szanse zdania matury gimnazjalistom pochodzenia tureckiego. W jesiennej kampanii wyborczej mówił, że w meczetach powinno się wygłaszać kazania w języku niemieckim. A budowa minaretów, poza dwoma istniejącymi dziś w Austrii? „Religia powinna pomagać w rozwiązaniu problemów, a nie je mnożyć”. Zakrywanie głów przez kobiety? „Jeśli robią to dobrowolnie, to ich sprawa, ale jeśli są zmuszane – jestem przeciw”.

Starsza pani straszy
Dla niektórych powierzenie tak odpowiedzialnej i delikatnej funkcji politycznej żółtodziobowi jest dowodem populizmu ÖVP, afrontem wobec wyborców i wobec imigrantów, jak również drogą do manipulowania młodym politykiem. Ten podkreśla swoje siedem lat w polityce i fakt, że zarządzał 100-tysięczną organizacją. Nazywa się go żołnierzykiem z dziecięcej partii, którego wystawiono, by odwrócić uwagę od braku spójnej polityki integracyjnej nad Dunajem. Można też dostrzec przebiegłość starych lisów politycznych, którzy liczą na posłuszeństwo smarkacza. I zobaczyć krótką ławkę chadeków, którzy w wąskim gronie wymieniają się co jakiś czas stołkami.
Sebastiana Kurza krytykuje się za opinię, że integracja jest możliwa tylko w przypadku młodych, ale nie zafunkcjonuje wobec starszych imigrantów, którzy nie znają języka ani nie chcą się go uczyć. Yilmaz Gülüm, dziennikarz, student publicystyki i stosunków międzynarodowych, urodzony w Wiedniu w rodzinie o tureckich korzeniach, przejrzał dostępne wypowiedzi Kurza. Można je podsumować w trzech punktach: sekretariat ds. integracji jest czymś całkowicie nowym; starsza pani pochodzenia imigranckiego, która nie chce się uczyć niemieckiego, jest straszakiem integracji; szkoła publiczna i koledzy pochodzenia imigranckiego w dzielnicy Meidling są wystarczającym doświadczeniem, by decydować o losach tysięcy imigrantów w Austrii. A może Sebastian Kurz okaże się jednak dobrym pomysłem na integrację, w myśl swojego motta: „Krótko i dobrze”? Blogerzy polityczni już wskazują Kurzowi pierwsze zadanie: wysłanie gwiazdy operowej Anny Netrebko, Rosjanki z austriackim obywatelstwem, na kurs niemieckiego. To byłoby coś!

Wydanie: 20/2011

Kategorie: Świat
Tagi: Beata Dżon

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy